Oni wskażą prezesa

Sejm wybrał pięciu członków powstającej Rady Instytutu Pamięci Narodowej,
której głównym zadaniem będzie rozpisanie konkursu i wskazanie kandydata na
prezesa IPN. Stanowisko to wakuje od blisko roku po śmierci Janusza Kurtyki w
katastrofie smoleńskiej. Głosowanie zbojkotowało PiS. Członkowie tego
ugrupowania uważają, że kandydatów nie sprawdzono pod kątem współpracy ze
służbami specjalnymi.

Do Rady IPN zostali wybrani: badacz dziejów najnowszych prof. Andrzej
Chojnowski; obecny członek Kolegium IPN z rekomendacji PiS, były doradca prezesa
IPN prof. Antoni Dudek; prof. Andrzej Friszke, historyk okresu PRL, były członek
Kolegium IPN; inny badacz PRL prof. Andrzej Paczkowski, obecny członek Kolegium
IPN z rekomendacji PO; i dr hab. Tadeusz Wolsza (PAN), historyk dziejów
najnowszych. Podczas sejmowego głosowania najwięcej posłów poparło Paczkowskiego
(253 głosy), Dudka (250), Chojnowskiego i Friszkego po 245 głosów oraz Wolszę
(236). Pozostali kandydaci uzyskali nieznaczące poparcie.
Głosowanie zbojkotowali posłowie PiS. W ich ocenie, jest ono nieważne, ponieważ
kandydatów nie sprawdzano pod kątem pracy w cenzurze PRL i współpracy z obecnymi
służbami RP. – Jeśli tej wiedzy nie mamy, to wybór będzie nieważny – mówił
Ryszard Terlecki (PiS). Jednak zdaniem marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny, nawet
gdyby miał taką wiedzę, to jest ona ściśle tajna i nie mógłby się z nią
podzielić. Po tym stwierdzeniu poseł PiS Antoni Macierewicz zapowiedział, że nie
będzie głosował. Za jego przykładem poszli inni parlamentarzyści PiS, poza
jednym.
Szef Zgromadzenia Elektorów, którzy wskazywali kandydatów na członków Rady,
prof. Jan Kofman ocenił, że protesty PiS są niezasadne. – Praktyka była taka, że
przeszłość takich osób sprawdzano po wyborze – podkreślił. Kofman przyznał, że
nie ma precyzyjnego zapisu o sprawdzaniu, czy kandydaci nie mają powiązań z
obecnymi służbami RP.
– Wszyscy to są historycy zawodowi, ze znaczącym dorobkiem naukowym – mówi poseł
Zbigniew Girzyński (PiS), z wykształcenia historyk. – Z wyjątkiem prof.
Friszkego, który działa na rzecz środowiska "Gazety Wyborczej", reszta starała
się zachowywać pewien dystans i obiektywizm w swoich działaniach, natomiast
zobaczymy, jak się ukształtuje potem cały skład Rady IPN – dodaje poseł.
Swoich kandydatów do Rady wyłonił już wcześniej Senat. Senatorowie wybrali dr.
hab. Grzegorza Motykę (PAN), specjalizującego się w tematyce ukraińskiej i
historii UPA. Środowiska kresowe zarzucają mu "gloryfikację" nacjonalistów
ukraińskich. Drugim członkiem Rady został prof. Bolesław Orłowski (PAN)
zajmujący się dziejami techniki.
Dwóch kandydatów ma jeszcze wskazać prezydent Bronisław Komorowski. Według
medialnych spekulacji mają to być prokurator IPN Antoni Kura i sędzia Sądu
Najwyższego w stanie spoczynku Andrzej Wasilewski.
Nie wiadomo, kiedy ostatecznie ukonstytuuje się nowa Rada. Rzecznik IPN Andrzej
Arseniuk zaznaczył, że aby p.o. prezes Instytutu zwołał posiedzenie tego
gremium, najpierw do Instytutu muszą wpłynąć oficjalne informacje o wyborze
członków Rady. – Obecnie nie można jeszcze określić terminu jej zwołania –
stwierdził.
Głównym zadaniem Rady będzie rozpisanie konkursu i wskazanie kandydata, spoza
swego grona, na prezesa IPN.
Według mediów, faworytami mają być szefowie oddziałów IPN: warszawskiego – Jerzy
Eisler, i krakowskiego – Marek Lasota, oraz prof. Paweł Machcewicz.
– Z tych trzech nazwisk wydaje mi się, że najbardziej właściwym człowiekiem,
sprawnym organizacyjnie, byłby dr Lasota – ocenia Girzyński. – Każdy ma spory
dorobek naukowy, natomiast jeśli chodzi o zdolności organizacyjne, mam duże
uznanie dla dr. Lasoty, mimo że to nie jest człowiek z mojego obozu
politycznego, był radnym PO przecież, ale wykazał się dużymi organizacyjnymi
sukcesami, czego nie mogę powiedzieć o panu Machcewiczu, który od kilku lat nie
może zorganizować muzeum II wojny światowej. A ta inicjatywa jest wspomagana
ogromnymi środkami finansowymi – mówi.
– Najbardziej się obawiam przy wyborze prezesa niższej większości sejmowej, my
jako PiS musieliśmy szukać porozumienia z innymi środowiskami politycznymi,
ponieważ obowiązywała większość kwalifikowana, natomiast w tym przypadku PO nie
będzie potrzebowała szukać takiego porozumienia z uwagi na zwykłą większość
głosów – zwraca uwagę poseł.

 

Zenon Baranowski

drukuj