To nie projekt, ale doraźne łatanie budżetu

Z Beatą Szydło (PiS), wiceprzewodniczącą sejmowej Komisji Finansów
Publicznych, rozmawia Małgorzata Goss

Rządowy projekt zmian w otwartych funduszach emerytalnych trafi wkrótce do
Sejmu. Jaką strategię przyjmie PiS?

– Opracowaliśmy własny projekt zmian w systemie emerytalnym, który od 5 stycznia
spoczywa w lasce marszałkowskiej. Będziemy zatem domagali się, aby był on
procedowany równocześnie z projektem rządowym. Było dotąd dobrym obyczajem, że
komisje sejmowe pracowały nad projektami dotyczącymi tej samej kwestii
jednocześnie. Nasz projekt, w przeciwieństwie do rządowego, jest rozwiązaniem
systemowym, ponieważ przewiduje poprawienie obecnego systemu, a nie tylko
przesunięcie środków na ratowanie budżetu i finansów publicznych. Jego
fundamentem jest zasada dobrowolności wyboru sposobu odkładania na emeryturę.

Będziemy również zgłaszali wniosek o wysłuchanie publiczne obu projektów,
ponieważ uważamy, że w tak newralgicznej sprawie jak system emerytalny konieczna
jest debata, w której będą mogli wypowiedzieć się nie tylko przedstawiciele
instytucji, ale i zainteresowane osoby indywidualne. Wysłuchanie publiczne jest
formą ustawową, przewidzianą w regulaminie Sejmu. Pozwoli ono także na bliższe
przyjrzenie się propozycjom rządu, których do końca wciąż nie znamy, np. nie
wiemy, jak będą funkcjonowały subkonta w ZUS, jaki będzie mechanizm
dziedziczenia itp. W Komisji Trójstronnej ze stroną społeczną została uzgodniona
propozycja ministra Michała Boniego, a jak wiemy – nie została ona przez Radę
Ministrów przyjęta, więc tak naprawdę strona społeczna wyraziła zgodę na coś
innego, niż proponuje rząd.

PiS lepiej ocenia propozycję ministra Boniego wynegocjowaną w Komisji
Trójstronnej, która przewidywała wyższe docelowe przekazy do OFE?

– Nie. Mamy własny projekt i tego się trzymamy. Uważamy, że jest on najlepszy
dla Polaków. Będą oni mogli wybrać, czy chcą mieć emerytury tylko z ZUS czy z
OFE i ZUS oraz będą mieli prawo do zmiany decyzji co dwa lata. Propozycję tę
wysunęliśmy już dwa lata temu, w styczniu 2009 r., ale wówczas PO nas wyśmiała,
twierdząc, że nie ma potrzeby rozmawiania o zmianie systemu emerytalnego.
Wyliczyliśmy, że dzięki tym zmianom możemy zaoszczędzić 1,5 mld zł w budżecie –
przy założeniu, że osoby, które nie wybrały OFE, lecz zostały przydzielone do
funduszu przez losowanie, chcą zostać docelowo w ZUS. Gdyby rząd myślał
rozsądnie o finansach publicznych i bezpieczeństwie systemu, zaakceptowałby nasz
projekt.

Jak PiS ocenia rządowy
projekt?

– To doraźne łatanie budżetu, które odbije się rykoszetem na przyszłych
emerytach i w niedalekiej przyszłości na finansach państwa. Może w najbliższych
dwóch latach próg zadłużenia finansów publicznych nie zostanie przekroczony, ale
co z tego, skoro i tak problemy systemu finansowego wrócą. Jest to przejaw
strategii przyjętej przez premiera Tuska, która głosi, że interesuje go "tu i
teraz", a nie przyszłość. Naszym zdaniem, tak nie może być. System emerytalny,
jako ten najwrażliwszy element, powinien być wolny od doraźnego ingerowania
mającego na celu zapewnienie płynności finansom publicznym. Jeżeli rząd ulega
dziś tej pokusie – tworzy zły precedens na przyszłość. A już zupełnym skandalem
jest sposób procedowania. Najpierw kilka miesięcy chaosu i publicznych
przepychanek, a potem nagle okazuje się, że Sejm ma pracować nad projektem w
ciągu niespełna dwóch tygodni i w ciągu dwóch tygodni ustawę przyjąć. To jest
przepychanie kolanem pomysłów Platformy. W tej chwili skupiamy się jednak na
tym, by nasz projekt był procedowany łącznie z rządowym. Podobne do naszych
propozycje oparte na dobrowolności składała niedawno pani minister Jolanta
Fedak, więc może PSL zechce nas poprzeć?

Projekt PiS wprowadza do systemu emerytalnego element konkurencji pomiędzy
ZUS a OFE. Prywatne fundusze musiałyby się wysilić, aby uzyskać dobrą stopę
zwrotu i pozyskać klientów.

– Rząd zapowiada ustawę o efektywności OFE, ale najlepszym sposobem na większą
efektywność jest danie klientom prawa swobodnego wyboru pomiędzy OFE i ZUS.
Przygotowując propozycję, wychodziliśmy z założenia, że system emerytalny musi
być: po pierwsze – stabilny, po drugie – bezpieczny dla przyszłych emerytów.
Obecnie wiemy, jaką odprowadzamy składkę do OFE, ale nie wiemy, jaka będzie
emerytura. Na świecie jest tak, że stawkę składki można regulować, ale trzeba
wiedzieć, ile z tego docelowo będzie świadczenia. To właśnie chcemy wprowadzić –
stabilność i przewidywalność przyszłej emerytury. Temu m.in. ma służyć
umożliwienie zmiany raz podjętej decyzji. Młodzi ludzie, którzy wchodzą na rynek
pracy, mają dobre dochody, są zdrowi, wykształceni i wierzą w przyszłość, często
będą wybierali OFE. Ale po kilkunastu latach może się okazać, że ich sytuacja
życiowa zupełnie się zmieni – stracą pracę, będą mieli gorsze zarobki – i wtedy
taki człowiek powinien móc przenieść się wraz ze swoimi pieniędzmi do bardziej
przewidywalnego systemu, jakim jest ZUS. To powinno być nasze prawo. Przecież to
nie są wirtualne pieniądze, lecz rzeczywiste walory wypracowane przez
pracującego. Osoba ubezpieczona powinna mieć prawo decydowania o własnych
zasobach emerytalnych.

Czy wprowadzenie zakazu akwizycji na rzecz OFE jest korzystne z punktu
widzenia przyszłych emerytów?

– Niewątpliwie możemy to ocenić jako element pozytywny, ale on nie rozwiąże
całego problemu funkcjonowania OFE. Wokół funduszy w obecnym kształcie
nagromadziło się sporo negatywnych opinii – że są niekonkurencyjne, pobierają
zbyt wysokie marże – więc trzeba ten system całościowo zmienić. Gdyby przyjąć
nasz projekt oparty na dobrowolności, funkcjonowanie funduszy znacznie by się
poprawiło.

Rząd chce zwiększenia limitu inwestowania funduszy na giełdzie z 40 do ponad
60 proc., a docelowo do 90 proc. składki. Po orzeczeniu Europejskiego Trybunału
Sprawiedliwości ta część pieniędzy emerytów trafi nie tylko na polską giełdę,
lecz także na zagraniczne.

– Powstaje pytanie, czy to jest jeszcze zabezpieczenie emerytalne? Ubezpieczony
powinien sam decydować, czy chce taką grę prowadzić. Są osoby, które się na to
zdecydują, ale nie można nikogo do tego zmuszać, zważywszy na ryzyko takich
inwestycji. Każdy powinien sam ocenić, czy fundusz, który ostro gra na giełdzie,
jest dla niego odpowiednim rozwiązaniem.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj