W ziemi lepiej słychać

Wszystko zawdzięczamy Janowi Białostockiemu. Nagrane przez niego w latach 90.
wypowiedzi żyjących wówczas żołnierzy NSZ odsłoniły przede mną ich fascynujące
losy i stały się inspiracją do wyboru na bohatera pierwszego filmu o
"żołnierzach wyklętych" 26-letniego Mieczysława Dziemieszkiewicza pseudonim
"Rój". Pomyślałem, że jego los może być bliski współczesnym młodym ludziom,
którzy mierzą świat własną miarą i dokonują wyborów. Może lepiej zrozumieją
przesłanie "żołnierzy wyklętych" z ust równolatka? Powstał więc film "Historia
Roja, czyli w ziemi lepiej słychać", poświęcony bohaterom, którzy – jak ujął to
Tadeusz Sikora – zachowali "resztki honoru mej Ojczyzny".

W 2004 roku wychodziłem z Teatru Powszechnego po spotkaniu z wybitnym aktorem,
którego namawiałem do współpracy przy planowanym wówczas przeze mnie filmie, gdy
zadzwonił telefon. Kolega z lat szkolnych, producent filmowy, zapytał mnie, czy
byłbym zainteresowany filmem dokumentalnym o Narodowych Siłach Zbrojnych, bo
jego kolega, także producent, ale filmów turystycznych, popadł w kłopoty, bo
zaproponowano mu realizację filmu o tej tematyce. Spotkałem się z nimi
natychmiast i od razu przyjąłem propozycję.
Zgodziłem się, ponieważ po pierwsze – dysponowałem większą ilością czasu, gdyż
po emisji filmu "Obywatel poeta" o Zbigniewie Herbercie nie byłem "przesadnie"
zatrudniony. Po drugie – dziesięć lat wcześniej zaproponowałem Telewizji
Polskiej scenariusz filmu dokumentalnego "Niebieska partyzantka" poświęcony
"żołnierzom wyklętym". Niestety, nie spotkał się on z zainteresowaniem. Projekt
tego filmu wciąż pozostawał w sferze mglistych planów.

Dzieło Janka Białostockiego
Okazało się, iż niejaki Jan Białostocki, wnuk pierwszego dowódcy Narodowych Sił
Zbrojnych, Ignacego Oziewicza, pod koniec lat 90., w hołdzie dziadkowi, na
własny koszt zarejestrował wspomnienia żyjących jeszcze żołnierzy NSZ. Materiał
był gigantyczny – prawie 100 godzin zarejestrowanych wypowiedzi. Podejmowano
kolejne próby zmontowania go, jednak bez specjalnego efektu. Spotkałem się z
Jankiem Białostockim, który przekazał mi materiał. Wkroczyłem w ten sposób w
świat fascynujących opowieści niezwykłych ludzi o strasznych czasach.
Przeglądałem ten materiał i pracowałem nad nim przez kilka lat. Janek się
niecierpliwił. A ja dopiero niedawno ukończyłem 3-częściowy film dokumentalny
"Kadry – Film o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych". Jednak w międzyczasie, na
bazie tego materiału, który znałem już na pamięć, powstał leksykon NSZ dla
Instytutu Pamięci Narodowej, krótki film dokumentalny "Elegia na cześć Roja" dla
TVP Historia, a przede wszystkim projekt cyklu filmów fabularnych pod roboczym
tytułem "Żołnierze Wyklęci". W 2007 roku zaproponowałem ten cykl TVP. Nie zabito
mnie śmiechem, ale też nie potraktowano poważnie. Potem powstał scenariusz filmu
"Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać" autorstwa Wacława Holewińskiego i
mojego. W tym samym roku pojawiła się niespodziewanie możliwość dofinansowania
projektu, tym razem kinowego filmu fabularnego, a nie cyklu telewizyjnego,
pieniędzmi spoza TVP. W związku z tym TVP zdecydowała się współfinansować
"Historię Roja". Niestety, bardzo szybko środki z zewnątrz okazały się
nieaktualne, co zniechęciło TVP do produkcji filmu. Trochę na otarcie łez w 2008
roku podpisano ze mną umowę na development projektu "Żołnierze Wyklęci", czyli
miałem dla nich napisać scenariusze cyklu fabularnego. Razem z zaproszonymi
przeze mnie scenarzystami, pod opieką literacką Marka Nowakowskiego i przy
konsultacji historycznej Leszka Żebrowskiego, przystąpiliśmy do pracy. W efekcie
powstało 5 scenariuszy o żołnierzach NSZ: "Historia Kmicica, czyli Przed Potopem
– opowieść o Stanisławie Nakoniecznikoff-Klukowskim", "Historia Bartka, czyli
Śląski Katyń – opowieść o Henryku Flamem", "Historia Agaty, czyli Ostatni rozkaz
– opowieść o Marii Nachtman", "Historia Jura, czyli Rozpoznanie – opowieść o
Jerzym Stępniu", "Historia Jerzego Kowalczyka, czyli Bracia Polscy".
W 2009 roku TVP pod kierownictwem prezesa Piotra Farfała podpisała ze mną umowę
na produkcję filmu "Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać". Po kilku
miesiącach, pod kierownictwem prezesa Bogusława Szwedy, ostatecznie
dofinansowała projekt. To, że film powstał, jest – jak widać – zasługą IV RP i
jestem jej za to wdzięczny. Film dotował ponadto Polski Instytut Sztuki Filmowej
i sponsorowały Kasy Krajowe SKOK.

Nienagrodzone bohaterstwo
Bez niego nie powstałby pierwszy film fabularny o "żołnierzach wyklętych".
Przeglądając godziny rozmów z żołnierzami NSZ, poznawałem ich losy, a były
fascynujące – Czesława Czaplickiego, ps. "Ryś", który ukrywał się w PRL pod
kolejnymi nazwiskami przez 18 lat, w 1963 roku pojmanego i oskarżonego o
szpiegostwo; Stanisława Borodzicza ps. "Wara", dowódcy oddziałów NSZ na Mazowszu
do jesieni 1945 roku, aresztowanego po ujawnieniu – spędził wiele lat w
stalinowskich więzieniach; Zbigniewa Kuleszy, ps. "Młot", dowódcy Narodowego
Zjednoczenia Wojskowego na Mazowszu i Białostocczyźnie w latach 1945-1947, po
ujawnieniu aresztowanego; Jerzego Stępnia, żołnierza Brygady Świętokrzyskiej,
który po aresztowaniu w efekcie prowokacji w 1945 roku uciekł z więzienia w
Kielcach, po czym przez lata ukrywał się; Henryka Flamego ps. "Bartek", dowódcy
oddziałów NSZ w okolicach miasta Wisły – w wyniku prowokacji jego oddział został
wymordowany w 1946 roku, a on sam zastrzelony w 1947 roku (w materiale Jana
Białostockiego opowiadali o nim jego żołnierze).
Te odkrywane przeze mnie życiorysy uświadomiły mi coś, co przeczuwałem
wcześniej: niezachowanie pamięci o tych ludziach uczyniło w naszej narodowej
tożsamości ogromny wyłom. Wiedza o nas samych jest przez to ograniczona. Bez tej
pamięci łatwiej było budować III RP opartą na sojuszu oprawców i ofiar, przy
zdecydowanej dominacji tych pierwszych. Nienagrodzone bohaterstwo, nieukarane
zbrodnie zrelatywizowały Polskę. Nie zachęciły do samodzielnego myślenia i
własnego rozwoju.

Dlaczego "Rój"?
Dlaczego bohaterem pierwszego filmu fabularnego o "żołnierzach wyklętych" został
Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. "Rój"? Młodszy brat Romana Dziemieszkiewicza ps.
"Pogoda" walczył z komunistami od 1945 do 1951 roku, kiedy to 13 kwietnia został
zamordowany w obławie Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Urzędu
Bezpieczeństwa. W czasie okupacji niemieckiej był w oddziale starszego brata, a
po jego śmierci na jesieni 1945 roku kontynuował walkę. Kilku z wysłuchanych
przeze mnie żołnierzy NSZ wspomina "Roja" z ogromnym wzruszeniem, np. pan
Czaplicki.
Gdy zginął, miał 26 lat. Rola dowódcy oddziału wymagała od niego dojrzałości,
odpowiedzialności, a przecież jego życie było doświadczeniem bardzo młodego
człowieka. Pomyślałem, że jego los może być bliski współczesnym młodym ludziom,
którzy własną miarą mierzą świat i dokonują wyborów. Może lepiej zrozumieją
przesłanie "żołnierzy wyklętych" z ust równolatka. Los "Roja" ma wymiar
antycznej tragedii. Prowadząc walkę z komunistami, broniąc ludności cywilnej,
stając w obronie godności, w obronie wiary, popadł w pułapkę wartości. Mając
pełną świadomość, że walka nie zmierza do zwycięstwa, trwał w niej do końca.
Obok szumiało normalne życie, o ile normalne może być życie w komunizmie – ale
ludzie kochali się, rodzili dzieci, żyli. A on i jego oddział stawali się coraz
bardziej anachroniczni. A przecież nie do przecenienia jest to, że byli. Właśnie
dla naszej współczesnej tożsamości.
Tadeusz Sikora w swej pieśni "Żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych" twierdzi, że
to oni zachowali "resztki honoru mej Ojczyzny". Ja też tak uważam. O tym jest
mój film. Marek Nowakowski nazwał go epopeją mazowiecką. Mam nadzieję, że ma ten
wymiar.
Scenariusz filmu oparty jest w znacznej mierze na faktach zaczerpniętych z
nagranych przez Jana Białostockiego wspomnień "żołnierzy wyklętych" oraz
poznanych w archiwach IPN. Fakty te zostały zaadaptowane dla potrzeb filmu
fabularnego, który z natury mitologizuje rzeczywistość. Przepraszam, jeśli film
nie odda w pełni pamięci niektórych uczestników wydarzeń, kształtuje go bowiem
wyobraźnia autora.
1 marca br., w Narodowym Dniu Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" obchodzonym po raz
pierwszy, w siedmiu miastach Polski pokazałem kopię roboczą filmu – tzn. bez
ostatecznego zgrania dźwięku i muzyki, bez ostatecznej kopii obrazu, bez efektów
specjalnych. Nie byłem jeszcze w stanie, w związku z przedłużającą się procedurą
przyjęcia kolaudacyjnego obrazu przez TVP, wykonać tych wszystkich
postprodukcyjnych czynności. Te pokazy, poniekąd partyzanckie i ryzykowne dla
twórców, były potrzebne – wiem to z reakcji widzów. Uczciliśmy święto, do
którego przyczynił się śp. prezydent Lech Kaczyński, w stopniu, w jakim to było
możliwe. Prezydent Kaczyński był oficjalnym patronem filmu, a film będzie
dedykowany jemu oraz Annie Walentynowicz.
Myślę, że już niedługo porozumiemy się z TVP, będę wtedy w stanie zrealizować
zaległe zobowiązania wobec współpracowników, wykonać prace postprodukcyjne i mam
nadzieję, że na jesieni br. film będzie w kinach.
 

Jerzy Zalewski
 

Jerzy Zalewski – reżyser filmowy i telewizyjny, autor filmów fabularnych:
"Czarne słońca", "Gnoje", "Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać" (w
produkcji); filmów dokumentalnych, m.in.: "Dysydent końca wieku", "Obywatel
Poeta", "Teatr wojny", spektakli Teatru TV oraz cyklu telewizyjnych programów
publicystycznych "Pod prąd". Członek Stowarzyszenia Twórców dla
Rzeczypospolitej.

drukuj