Prawo stanowione to nie libertynizm!
Z ks. bp. Józefem Wróblem, kierownikiem Katedry Teologii Życia na KUL,
rozmawia Małgorzata Pabis
Okazuje się, że żyjąc w kraju, gdzie większość społeczeństwa określa się
katolikami, politycy zaczynają mieć problemy z rozumieniem, czym jest rodzina i
małżeństwo… Sejm odrzucił poprawkę precyzującą tę kwestię. Jeśli senatorowie
zachowają się podobnie, to może dojść do sytuacji, że zaczniemy uznawać
homoseksualne układy, związki z nieletnimi, wielożeństwo… Czego to dowodzi?
– Nie jestem politykiem, nie zasiadam w Senacie. Nie mam więc prawa dyktować
politykom, jakie prawo mają stanowić. Jestem jednak obywatelem RP i mam
obowiązek przedstawiać swoje zdanie. Senat podejmie decyzję zgodną z wolą
większości. Pozostaje pytanie, czy zdanie większości decyduje o tym, co jest
słuszne, dobre i co stanowi wartość w wymiarze społecznym, uniwersalnym…
Oczywiście przedmiotem dyskusji nie może być godność osób homoseksualnych, bo
one taką godność posiadają. Trzeba się jednak zastanowić nad tym, czy z tytułu
tej godności mają prawo domagać się innych przywilejów. Prawo zawsze powinno
stać na straży dobra społecznego. I tu zaczyna się dyskusja, co jest słuszne, a
co niesłuszne. Jeśli krytycznie oceniamy zrównanie małżeństw z układami
homoseksualnymi, to czynimy to na podstawie racji moralnych, teologicznych,
społecznych, ale także etycznych, na podstawie prawa naturalnego. Zrównując
małżeństwa z osobami homoseksualnymi, relatywizuje się pojęcie rodziny i
małżeństwa.
I tu chcę podkreślić, że politycy, którzy dziś będą podejmować decyzję, muszą
zdawać sobie sprawę z tego, że otwierając furtkę dla związków jednopłciowych,
stwarzają możliwość, że automatycznie z tego prawa będą wyprowadzane kolejne –
prawo do adopcji dzieci, do in vitro dla osób homoseksulanych. A dalej pojawią
się problemy z nauczycielami i wojskowymi o orientacji homoseksualnej.
I jeszcze jedno – nie istnieje prawo do homoseksualizmu.
Można odnieść wrażenie, że wyrazem dzisiejszej demokracji staje się
głosowanie nad prawdą…
– Kościół często mówi, że dziś demokrację pojmuje się nie jako system
podmiotowości obywateli, ale jako system stanowienia wszystkiego przez
referendum. Powstaje jednak pytanie: "Komu wolno to czynić i w imię czego?".
Takie koncepcje już mieliśmy w przeszłości i wiemy, jak się kończyły. Jeśli
większość parlamentarzystów wyznaje błędnie pojętą ideę wolności i w jej imię
podejmuje decyzje – czy jest to uzasadnione? A jeśli już takie prawo zostaje
ustanowione, zawsze rodzi to problemy, czy ono zobowiązuje. Ciągle tak się
dzieje i ciągle popełniamy te same błędy.
Zdaje się, że katolicy podejmujący decyzje niezgodne z nauką Kościoła liczą,
iż nauczanie Kościoła w tej kwestii się zmieni.
– Kościół nie zmieni swojego nauczania, bo to wspólnota ludzi, na czele których
stoi Papież jako gwarant nieomylności Kościoła.
Ostatnio byliśmy świadkami, jak podczas rozmów przedstawicieli Kościoła w Polsce
z przedstawicielami państwa została jasno wyłożona nauka Kościoła. Ostrzegliśmy
rządzących, że takie decyzje, o których dziś rozmawiamy, nie będą służyły
społeczeństwu, a wręcz będą mu szkodzić.
To bardzo smutne, że ludzie deklarujący swój katolicyzm, chodzący do kościoła,
przyjmujący Komunię Świętą stanowią prawo, kierując się jakąś misją uniwersalną.
Prawo stanowione nie może być wyrazem libertynizmu, bo wtedy kończy się życie
wspólnotowe. Jeśli każdy obywatel będzie w imię wolności robił, co tylko chce,
nie ma mowy o życiu społecznym.
Dziękuję za rozmowę.
