Polska bez pracy

Liczba bezrobotnych w Polsce przekroczyła już 2 miliony, ale to tylko
wierzchołek góry lodowej. W rzeczywistości brakuje pracy dla co najmniej 5
milionów osób. Dwa miliony z nich już wyemigrowało w poszukiwaniu zatrudnienia,
a po otwarciu niemieckiego rynku pracy ruszy kolejna fala emigrantów za chlebem.

Do 13 proc. wzrosła w styczniu stopa bezrobocia w Polsce, wobec 12,3 proc. w
grudniu. Liczba bezrobotnych zwiększyła się w ciągu tylko jednego miesiąca aż o
7,7 procent. W urzędach pracy zarejestrowanych jest 2,1 mln osób. To ponad 150
tysięcy więcej niż przed miesiącem. Wzrost bezrobocia odnotowano we wszystkich
szesnastu województwach. Największy – w opolskim, lubuskim, pomorskim i
podlaskim. W niektórych z nich stopa bezrobocia zbliża się do 20 procent.
Wyraźnie załamuje się także rynek pracy w województwach o tradycyjnie niskim
bezrobociu. W porównaniu do stanu sprzed roku najbardziej wzrosło bezrobocie w
województwach – śląskim, małopolskim oraz mazowieckim.
Ogromna większość zarejestrowanych bezrobotnych – 1,67 mln – to osoby, które
wcześniej pracowały zawodowo. Prawie 83 proc., tj. 1,7 mln ludzi bez pracy, nie
ma prawa do zasiłku, a więc pozostaje bez środków do życia. W tej grupie 44
proc. stanowią mieszkańcy wsi.
W końcu stycznia urzędy pracy dysponowały ofertami dla zaledwie 29 tys. osób.
Zamiar zwolnień grupowych zadeklarowały w styczniu 232 zakłady, które zamierzają
zwolnić w najbliższym czasie 29,5 tys. pracowników, głównie z sektora
publicznego.
– Opowiadania o "zielonej wyspie" to bajka. Polska od lat jest w czołówce krajów
o wysokiej stopie rejestrowanego bezrobocia – twierdzi Jacek Smagowicz, członek
Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", szef działu ds. przeciwdziałania bezrobociu
w biurze polityki społecznej Komisji Krajowej.
– Pamiętajmy, że liczba zarejestrowanych bezrobotnych to jeszcze nie cały obraz
sytuacji. Do tego należy dodać 2 mln osób, które wyemigrowały w poszukiwaniu
pracy, oraz bezrobotnych niezarejestrowanych, głównie na wsi, których liczbę
szacuje się na ok. 1 mln – podkreśla Smagowicz.

Brak miejsca dla młodych
Z szacunków tych wynika, że w Polsce brakuje miejsc pracy dla co najmniej 5 mln
naszych współobywateli w kraju i za granicą. Z ogólnej liczby 38 mln Polaków –
około 24 mln to osoby w wieku tzw. produkcyjnym. Liczba zatrudnionych legalnie,
według ostatnich szacunków, wynosi ok. 16 milionów. Młodzi kształcący się na
uczelniach wyższych to kolejne 2 miliony osób. Co z resztą? Jest oczywiście tzw.
szara strefa, ale nie łudźmy się – coraz większa jej część zajmowana jest przez
tańszych nielegalnych pracowników ze wschodu. Na tym tle nie dziwią kłopoty
finansowe ZUS, który z bieżących wpływów składkowych wypłaca świadczenia dla
ponad 7 mln emerytów, a liczba ta w ciągu najbliższych lat ma wzrosnąć do 11
milionów.
– Bezrobocie będzie rosnąć. W tym roku o 60 proc. obcięto środki Funduszu Pracy
na aktywizację bezrobotnych – przypomina Jacek Smagowicz. Niektóre urzędy pracy
można by śmiało zamknąć, bo nie mają ani jednej oferty pracy. Może się okazać,
że głównymi pracodawcami będą partyjne komitety wyborcze zatrudniające
plakaciarzy na czas kampanii wyborczej.
– Szczególnie niepokojące jest bezrobocie wśród młodzieży. Tu stopa bezrobocia
sięga ponad 20 procent. Nowym zjawiskiem jest rosnące bezrobocie wśród młodych z
wyższym wykształceniem – komentuje prof. Józefina Hrynkiewicz z Uniwersytetu
Warszawskiego, specjalista w dziedzinie polityki społecznej i demograficznej.
Są miejsca w Polsce, w których bardzo wysokie bezrobocie utrzymuje się od wielu
lat.
– Szydłowiec w województwie mazowieckim ma najwyższą stopę bezrobocia w kraju,
choć w całym województwie nie jest ona duża – zwraca uwagę prof. Hrynkiewicz.
Podobna sytuacja dotyczy Bartoszyc, Piszu, Szczytna.
– To dowodzi braku skuteczności służb państwowych. Programy realizowane
dotychczas trafiają w próżnię, ponieważ są źle skierowane, np. wdrażany jest
nieefektywny program 50 plus dla ludzi po pięćdziesiątce, a brakuje programów
dla młodych, aktywnych, dobrze wykształconych. Potrzebne są wielkie rządowe
projekty interwencyjne dostosowane do konkretnych lokalnych środowisk – uważa
prof. Hrynkiewicz.
W ustawie budżetowej rząd zaplanował, że stopa bezrobocia na koniec roku
wyniesie 9,9 procent. Skąd ten optymizm? Prawdopodobnie wiąże się on z otwarciem
od 1 maja niemieckiego i austriackiego rynku pracy, choć nikt z rządu nie chce
tego potwierdzić. Eksperci szacują, że grozi nam kolejna fala emigracji z Polski
na skalę 400 tys. osób, nawet do 1 miliona.
Nie spodziewamy się nadmiernego odpływu obywateli z polskiego rynku pracy.
Uważamy, że w pierwszej kolejności zalegalizują swoją pracę w Niemczech ci,
którzy już obecnie pracują tam nielegalnie – stwierdziła minister pracy Jolanta
Fedak. Nie obawia się także fali wyjazdów minister Michał Boni, szef doradców
premiera. – Z polskiego rynku pracy ubędzie najwyżej 100 tys. osób – ocenia.
Szacuje się, że dotychczas wyjeżdżało co roku do Niemiec w ramach
samozatrudnienia i prac sezonowych ok. 300-400 tys. osób. Zdaniem Fedak, wyjazdy
po 1 maja 2011 r. nie będą miały "zauważalnego wpływu" na zmniejszenie
bezrobocia w Polsce. – Spadek bezrobocia do poziomu zapisanego w budżecie, tj.
9,9 proc., jest trudny, ale nie nierealny – uważa minister Fedak. Możemy liczyć
na spadek bezrobocia, jeśli wzrost gospodarczy będzie dobry. Nowe miejsca pracy
powstają, gdy wzrost PKB przekracza 3,5 proc. – wyjaśnia.
Resort pracy prognozuje, że 13-procentowa stopa bezrobocia utrzyma się na tym
samym poziomie w lutym, zaś od marca powinna się zmniejszać.

 

Małgorzata Goss

drukuj