Media pod pełną kontrolą
Wczoraj po północy Telewizja Polska nadała ostatni program pt. "Warto
rozmawiać" Jana Pospieszalskiego, pod redakcją Pawła Nowackiego, autora
scenariuszy tego cyklu. W sumie ukazało się 255 publicystycznych programów. O
likwidacji zdecydował rządzący dziś mediami publicznymi układ polityczny, czyli
Platforma Obywatelska i Sojusz Lewicy Demokratycznej. Decyzja ma charakter
polityczny, gdyż media publiczne nadal są zależne od rządzących, których
przedstawiciele zasiadają w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Dziś KRRiT
tworzą osoby rekomendowane przez lewicę oraz rząd i prezydenta, czyli PO.
Poza krótkim okresem prezesury Bronisława Wildsteina i Andrzeja Urbańskiego
(telewizja) i Krzysztofa Czabańskiego (radio) szefowie mediów publicznych zawsze
sprawiali wrażenie, że nie są autonomiczni w swoich decyzjach programowych i
personalnych. Nie wchodzili w konflikt z politycznym układem, który w zamian za
stanowisko oczekiwał prawa do decydowania.
W pewnym sensie "ojcem założycielem" programu "Warto rozmawiać" był prezes
telewizji Jan Dworak, i on też jest dziś, jako obecny szef KRRiT, grabarzem tego
programu. Wtedy, w 2004 r., "Warto rozmawiać" tworzyło pozytywny wyłom w
zdominowanych przez postkomunistów mediach publicznych. Trzeba też pamiętać, że
po 1989 r. zrobiono bardzo wiele, aby media publiczne się nie zmieniły. Do dziś
pracują w nich byli sekretarze POP PZPR, delegaci na zjazdy, cenzorzy, aktywiści
socjalistycznych organizacji i mediów, tajemniczy byli korespondenci, osoby,
które nosiły pod marynarką broń krótką.
A więc w 2004 r., za Dworaka, mógł się pojawić na wizji jako prowadzący Jan
Pospieszalski, człowiek, który nie krył swoich poglądów, podkreślając niekiedy,
że jest osobą wierzącą, katolikiem. Kiedy Jana Dworaka na stanowisku prezesa
telewizji zastąpił w 2006 r. Bronisław Wildstein, wówczas, co prawda na krótko,
to najważniejsze medium publiczne nadal otwierało się na społeczeństwo, na nowe
środowiska, wywołując niebywałą wręcz wściekłość ludzi z "Gazety Wyborczej".
Pojawienie się w mediach publicystów o tzw. wrażliwości konserwatywnej,
prawicowej i nielicznych niezależnych ekspertów, było oczywistą zasługą PiS.
Dziś program "Warto rozmawiać", ku zadowoleniu "Wyborczej" oraz liberałów z PO w
sojuszu z SLD, został zlikwidowany, a były prezes Dworak stwierdza, że popełnił
błąd, przyczyniając się przed 7 laty do powstania "Warto rozmawiać".
Dlaczego program "Warto rozmawiać", akceptowany przez widzów, doceniany jako
ważny i odważny, nie spełniał oczekiwań szeroko rozumianych "elit" III RP?
Dlaczego uznali, że "jątrzy", że jest niewiarygodny, tendencyjny itd.? Swoistą
odpowiedź na te pytania daje właśnie ostatni program Jana Pospieszalskiego
poświęcony prominentnemu politykowi III RP, ambasadorowi Tomaszowi Turowskiemu.
W życiorysie tej mrocznej postaci jest wszystko to, czym był PRL i jego
przedłużenie, czyli III RP. Komunistyczny agent inwigilujący przez wiele lat
środowisko jezuitów w Rzymie, piszący donosy na Jana Pawła II, po przełomie w
1989 r. zostaje dyplomatą na Kubie i w Moskwie, a tuż przed 10 kwietnia 2010 r.,
namaszczony przez ministra Radosława Sikorskiego, staje się ważnym ambasadorem
tytularnym w Moskwie z zadaniem przygotowania wizyty Lecha Kaczyńskiego w
Katyniu. Jak to możliwe? Czy to wszystko przypadek?
Wraz z likwidacją programu "Warto rozmawiać" nie będzie już w mediach
publicznych nikogo, kto zdecydowałby się drążyć dalej ten temat czy inne.
Zapytać np., czy to prawda, że Turowski od dawna jest na "ty" z obecnym
prezydentem Bronisławem Komorowskim. Przypomnę, że wcześniej zlikwidowano "Misję
specjalną" Anity Gargas, "Antysalon" Rafała Ziemkiewicza, autorski program
"Bronisław Wildstein przedstawia", program Joanny Lichockiej, pozbyto się szefa
programów informacyjnych TVP 1 Jacka Karnowskiego i kilku innych zdolnych i
odważnych, ale niesterowalnych dziennikarzy.
Po śmierci prezesa Janusza Kurtyki dostęp do zasobów IPN staje się coraz
bardziej szczelny. Nie będziemy mieli teraz okazji poznać sekretów dotyczących
ludzi nadal prowadzących w Polsce działalność publiczną. A ilu jest jeszcze
takich zaufanych Turowskich? Dla kogo pracują? Kim są oni, ich prawnicy i
ochroniarze?
Po likwidacji "Warto rozmawiać" nie będzie też okazji do zadawania niewygodnych
pytań na temat katastrofy smoleńskiej i toczącego się śledztwa. Nie będzie
relacji ze spontanicznie organizujących się manifestacji ulicznych ani z rozmów
ze zwykłymi ludźmi na ulicy. Dlaczego nakłada się knebel na media?
Gdyby w Polsce były wolne media, Anita Gargas dostałaby dziennikarską nagrodę za
dokument o tym, jak Rosjanie niszczą wrak polskiego tupolewa. A na kogo czeka
nagroda? Jak zwykle, na zasłużonego w wspieraniu lumpenelit, czyli tzw. salonu,
dziennikarskiego oportunisty.
Dziwię się absolwentom historii, którzy chcą zawrócić historię. Dziwię się byłym
opozycjonistom, że chcą kończyć jako cenzorzy. Dziwię się politykom przekonanym,
że uda się ukraść media publiczne i oszukać społeczeństwo. Dziwię się
dziennikarzom zadowolonym z noszenia obroży i kagańca. Dziwię się wszystkim
płacącym abonament, że nie założyli jeszcze ogólnopolskiego stowarzyszenia
obrońców mediów publicznych, by bronić wolności słowa, pluralizmu i prawa do
prawdy.
Wojciech Reszczyński
