Przyzwolenie na kłamstwo smoleńskie
Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem, etykiem, prodziekanem Wydziału
Teologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, rozmawia Paulina
Jarosińska
Gdzie według Księdza Profesora należy szukać źródeł szerzącej się w
internecie nienawiści wobec tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej, w tym
zwłaszcza wobec członków załogi?
– Zacząłbym od sprawy pozornie pobocznej, a mianowicie wspomnienia z 10 września
ubiegłego roku. Uczestniczyłem wówczas w Warszawie w spotkaniu z prezesem Prawa
i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim, podczas którego mówił on o politycznej
i moralnej odpowiedzialności poszczególnych ministrów w rządzie Platformy
Obywatelskiej za stan 10 kwietnia 2010 roku. Postawił bardzo prostą tezę, że
prezydent jest taką instytucją w państwie, której powinno być zagwarantowane
bezpieczeństwo. Podkreślił zarazem, że za rządów śp. prezydenta Lecha
Kaczyńskiego dokonywał się wulgarny i prymitywny atak poszczególnych polityków
na majestat głowy państwa. W dalszej konsekwencji wynikało z tego przyzwolenie
na taki język i sianie nienawiści. W tym sensie miał na myśli moralną i
polityczną odpowiedzialność Platformy. Jeżeli ta teza byłaby nieprawdziwa, to
jej falsyfikacją powinna być postawa rządu, która powinna mieć na celu
wyjaśnienie przy użyciu wszystkich możliwych środków przyczyn i okoliczności
katastrofy smoleńskiej. Tymczasem po 10 miesiącach mamy coraz więcej pytań i
wątpliwości, a jednocześnie widzimy, że coraz większym echem odbija się
propaganda rosyjska mająca na celu znieważenie polskiego honoru. Postawa
wyszydzania polskich pilotów i generała jawi się już niemal jak cnota. Dlaczego
od tego zacząłem? Ponieważ sądzę, że zarysowuje to w pewien sposób klimat, w
którym brak odpowiedzialności zarówno moralnej, jak i tym bardziej karnej za
wypowiadane słowa w przestrzeni publicznej. To jest jedno źródło zjawiska, o
które pani pyta. Natomiast drugą przyczyną jest właśnie anonimowość, jaką
"gwarantuje" uczestniczenie w forum internetowym. Podpisując się pseudonimem,
rezygnuje się z odpowiedzialności za własne słowa. Jest to sytuacja, w której
nie ma jasno określonych reguł.
Jednak nie zawsze. Są bowiem takie kwestie, na które pewne środowiska są
bardzo uczulone i reagują błyskawicznie…
– W istocie. Jeśli w przestrzeni publicznej pojawi się np. tzw. kłamstwo
oświęcimskie albo jakaś wypowiedź "homofobiczna", należy liczyć się z tym, że
zostanie ona natychmiast zdjęta przez administratora portalu czy strony
internetowej. Natomiast wypowiedzi szkalujące imię śp. prezydenta Lecha
Kaczyńskiego, gen. Andrzeja Błasika czy członków załogi, ale również obrażające
Kościół katolicki czy ostatnio coraz częściej szydzące z Ojca Świętego Jana
Pawła II, to nie napotykają one już na taki opór – są bezkarne. Kiedyś zapytałem
administratora jednego z portali internetowych, dlaczego szkalowanie ofiar
holocaustu jest bardziej chronione niż wyszydzanie polskich oficerów i polskiego
prezydenta, które obecnie dokonuje się właściwie w majestacie bezprawia. Nie
otrzymałem jednak na to pytanie żadnej odpowiedzi. Reasumując: mamy do czynienia
z klimatem przyzwolenia na kłamstwo smoleńskie – myślę, że już dziś możemy mówić
o takim kłamstwie – i na szarganie ofiar tragedii poprzez czynienie z nich
sprawców. Jednocześnie milczeniem pomija się wszystkie trudne pytania związane z
katastrofą.
W jakie fundamentalne dla Polaków wartości uderza to zjawisko? Co tak
naprawdę chce się wyśmiać?
– Przede wszystkim jest to mechanizm zakłamywania prawdy, a jest ona wartością
podstawową. Po drugie, jest to szarganie dobrego imienia ofiar oraz ich
bliskich, co staje się jakąś przerażającą makabreską czynienia pośmiewiska z
bólu, tragedii ludzkiej – jest to coś głęboko nieludzkiego. W kontekście tego,
kim były ofiary, to znaczy, jakie urzędy pełniły, a przecież były to urzędy
najważniejsze, jest to również uderzanie w wartości patriotyczne. Być może
pobrzmiewa w tym nuta patosu, ale tak uważam – takie zachowania godzą w dobre
imię Polski.
Patrząc z trochę innej perspektywy na tę sprawę: wydaje się nam, że autorów
takich komentarzy przybywa, że internet pęka w szwach, a być może to po prostu
nie ich ogromna liczba, ale hałaśliwość i aktywność tworzy wrażenie, że jesteśmy
bezradni wobec tego zjawiska?
– Jestem przekonany, że nie jest to wcale duża grupa – natomiast niewątpliwie
jest ona bardzo aktywna. W przeważającej liczbie są to ludzie młodzi, może
średniego pokolenia, a domeną młodości jest pewna beztroska, która wyraża się,
niestety, często przez uleganie temu, co modne i na fali. Dokonuje się to
poprzez powielanie konkretnych wypowiedzi czy postaw. Żyjemy w takich czasach, w
których opinia zgodna z tym, co mówi większość, jest właśnie opinią pożądaną.
Dzięki temu wiele osób myśli, że są lepsi, bo są w większości. Nie warto jednak
płynąć z prądem, nie dla samego bycia nonkonformistą, ale dla prawdy, która jest
wartością nadrzędną.
Dziękuję za rozmowę.
