Nadchodzi demograficzne tsunami
Polityka prorodzinna, tworzenie miejsc pracy w Polsce, optymalizacja wydatków
budżetowych – najważniejsze jest dziś zbudowanie konsensusu wokół tych trzech
filarów polityki gospodarczej i skupienie się na zmniejszeniu niszczycielskiego
efektu tsunami demograficznego. Jeżeli tego nie zrobimy, nasze dzieci i wnuki
określą dzisiejsze elity jako gorsze od tych z czasów saskich.
Artykuł Jarosława Kaczyńskiego "Polska i Polacy zasługują na nowoczesny
patriotyzm gospodarczy" ("Nasz Dziennik", 19-20 lutego br.) rozpoczął debatę na
temat programu gospodarczego w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Utyskując
na polskie elity, które zaniedbują dobro publiczne w imię egoistycznych
kalkulacji, powinniśmy wzmóc wysiłki w celu wypracowania rozwiązań
gospodarczych, które przeciwstawią finanse publiczne nadchodzącemu tsunami
demograficznemu, jak to określił Kyng Lah z CNN. W ciągu najbliższych lat
tsunami to zmiecie nie tylko gospodarkę japońską, ale również polską i jej
społeczeństwo.
W obliczu zagrożenia załamania finansów publicznych nie wolno powtórzyć błędów
unikania odpowiedzi i wyboru lewicowego programu w celu przyciągnięcia wyborców
innych opcji, gdyż tego typu działanie dezinformuje i demoralizuje elektorat,
osłabiając poczucie zagrożenia.
Żadna gospodarka nie przetrwa braku podatników, pozbawione młodzieży
społeczeństwa nie będą miały jakichkolwiek osiągnięć innowacyjnych, nie
wyłączając sportowych. Politykę, która sprawia, że jesteśmy na 208. miejscu na
świecie w działaniach prorodzinnych, i nie widzimy jej finansowych konsekwencji,
można nazwać jedynie cmentarną.
Przetrwać czas barbarzyńców
W lutym gościł w Polsce prof. Carlos Cavalle, były rektor IESE Business School –
szkoły ekonomicznej w rankingach "The Economist" i "Financial Timesa"
wielokrotnie uznawanej za najlepszą na świecie, przed Harvardem czy Stanfordem.
Pomysły Cavalle´a były inspiracją programu gospodarczego PiS z 2005 r., dlatego
warto na chwilę zastanowić się nad optymistycznymi przemyśleniami profesora,
którymi zawsze gotów jest się podzielić. Cavalle przypomina, że dla ludzi
wierzących nie ma sytuacji beznadziejnych i dla przykładu wskazuje okres upadku
Cesarstwa Rzymskiego, kiedy w Italii buszowali barbarzyńcy i nastąpił głęboki
kryzys wszystkich struktur społecznych. Mimo to właśnie wtedy św. Benedykt
powołał swój zakon pod wiekopomnym wezwaniem "ora et labora" – módl się i
pracuj. Ojciec Święty Benedykt XVI powiedział, że miał on "zasadniczy wpływ na
rozwój cywilizacji i kultury europejskiej" i pomógł Europie wyjść z "ciemnej
nocy historii", która nastąpiła po upadku cesarstwa. Przykład podany przez
byłego rektora IESE powinien być dla nas sposobem na odbudowę polskiej
gospodarki i ładu społecznego.
Diagnozując kryzys finansów publicznych w Polsce, nie możemy pominąć
największego zagrożenia dla rozwoju gospodarczego, jakim jest starzenie się
społeczeństwa, i ignorować faktu, że wypłata emerytur i świadczeń zdrowotnych
zagrożona jest nie tylko w przyszłości. Według szacunków Komitetu Polityki
Ekonomicznej UE, już za 30 lat nasz PKB będzie wynosił zaledwie 0,3 proc.
rocznie. Dlatego każdy program dla Polski, a zwłaszcza ten prezentowany po
prawej stronie, musi opierać się na trzech filarach: polityce prorodzinnej,
tworzeniu miejsc pracy w Polsce, a nie na wypychaniu pracowników za granicę,
oraz na optymalizacji wydatków budżetowych. W porównaniu z rokiem 2005 konieczne
jest nie tylko wprowadzenie polityki prorodzinnej, tworzenie nowych miejsc
pracy, ale również wzmocnienie skali ulg podatkowych zarówno dla rodzin, jak i
przedsiębiorstw tworzących miejsca pracy w naszym kraju. Budżet zadaniowy musi
być konstruowany przy wykorzystaniu algorytmów uwzględniających, na ile dane
wydatki są prorozwojowe i poszerzają bazę podatkową w przyszłości, a na ile mają
charakter wegetatywny, i z których należy zrezygnować, by nie powiększać
problemów budżetowych w przyszłości. Inaczej grozi nam, że zostaniemy zmuszeni
do mechanicznego cięcia wydatków, także tych przynoszących znaczące dochody
budżetowe w przyszłości. Należy oprzeć się na modelu optymalizującym wydatki
budżetowe, który by informował, jakie wydatki mogą być sfinansowane z kredytu,
ponieważ w przyszłości nakłady w całości zostaną zwrócone w postaci wyższych
dochodów podatkowych państwa.
W całym procesie istotne są diagnoza problemów oraz branie przykładu z polityki
państw, które z sukcesem regulują procesy gospodarcze. Jednocześnie warto
podkreślić, że jeśli diagnoza zostanie źle postawiona, to i wprowadzany plan
naprawczy również będzie błędny. A jeśli zagrożenia nie zostaną zauważone,
wówczas ich skutki wystąpią z niszczącą siłą.
Niemiecka ekspansja
W analizowaniu sytuacji krajów stawianych ciągle jako modelowe wielokrotnie pada
przykład Niemiec, które w zeszłym roku miały wzrost PKB na poziomie 3,6 proc., a
więc najwyższy od 1990 roku. W Polsce mimo wielokrotnie niższej bazy był on na
tym samym poziomie (3,8 proc.), podczas gdy w Stanach Zjednoczonych wyniósł 2,5
proc., a w pozostałych krajach strefy euro zaledwie 1 procent. Główną turbiną
wzrostu w Niemczech okazał się eksport – do listopada 2010 r. wzrósł do 21,7
proc., sprzedaż do Chin zwiększyła się o 17 proc. w porównaniu z 2009 r. i o 46
proc. w stosunku do 2007 roku. W tym samym czasie Polska, mimo znacznie niższych
wynagrodzeń, ma wielomiliardowy deficyt w handlu zagranicznym i w bilansie
płatniczym.
"The Economist" w artykule "Angela in Wunderland" opisuje, że nasi sąsiedzi zza
Odry obrali właściwą drogę działania: wykorzystali odpowiednie kanały ekspansji
Unii Europejskiej – dostęp do taniej siły roboczej w krajach Europy Centralnej,
w tym głównie w Polsce, oraz dostarczyli drugiej potędze gospodarczej świata –
Chinom – to, co jest dla nich konieczne do wzrostu: z jednej strony maszyny i
urządzenia, z drugiej produkty luksusowe o bardzo wysokiej jakości, których
potrzebował rosnący sektor ludzi zamożnych. Ponadto strefa euro stanowiła
"bonanzę" z powodu niezrównoważonego popytu w krajach na południu Europy, które
obecnie z tego powodu przeżywają koszmarne problemy gospodarcze. O ile Niemcy,
mając nadwyżkę w bilansie płatniczym, mogą ze spokojem podchodzić do procesów
starzenia się społeczeństwa, o tyle w Polsce nie tylko następuje wyzbywanie się
własności, ale również postulowana jest likwidacja OFE zamiast wzmocnienia
nadzoru nad nimi i przerzucenie zobowiązań emerytalnych do bankrutującego ZUS.
Według cytowanego tygodnika, sukces przedsiębiorstw niemieckich był możliwy
dzięki specyficznym powiązaniom właścicielskim i utrzymaniu kontroli nad
korporacjami, które są sztandarami rozwoju, liderami w swoich branżach. W tej
grupie znajdują się nie tylko Volkswagen, Siemens i BASF, lecz także wiele
innych firm. Zauważmy, że w Polsce dzieje się dokładnie na odwrót: stale
kontynuowana jest wyprzedaż zagranicznym koncernom polskich przedsiębiorstw,
preferuje się import towarów i eksport pracowników.
Niemcy przeorientowały się zgodnie ze swoimi możliwościami organizacyjnymi i
zdobyły nowe pola ekspansji. Społeczeństwo, w którym jest coraz mniej młodych
pracowników, dostosowuje się dzięki ich coraz lepszej edukacji. Przy czym szkoły
zawodowe w umiejętny sposób łączą edukację z praktyką, są w stanie produktywnie
absorbować imigrantów oraz ich dzieci, którzy nie byli w stanie spełnić wymogów
dotyczących gospodarki opartej na wiedzy. Dlatego ten model szkolnictwa
dopasowany do absorpcji imigrantów i własnych przedsiębiorstw nie może być
podawany jako wzór dla Polski.
Innowacyjna gospodarka
"The Economist" podkreśla również, że Niemcy rozpędziły swoją maszynę opartą na
zielonej energii, której są w stanie produkować coraz więcej w związku z obawami
związanymi z ociepleniem klimatu. Stają się nawet światowym liderem w takich
segmentach jak elektrownie słoneczne, w których wytwarzają połowę światowej
produkcji z tego źródła. Jedna czwarta patentów w 2007 r. w sektorze energii
odnawialnej to dzieło niemieckich instytutów.
Zauważmy bardzo silne powiązanie między polityką państwa a nowymi sektorami –
produkcja zielonej energii jest bardzo droga, jak pisze Jeremy van Loon w
Bloombergu, kilowatogodzina energii słonecznej kosztuje 51 eurocentów, czyli 10
razy więcej niż w klasycznych elektrowniach. Niemniej jednak ta dziedzina
rozwija się bardzo szybko, ponieważ jest bardzo silnie dofinansowywana. W
efekcie już 17 proc. energii pochodzi z palet solarowych czy farm wiatrowych,
podczas gdy 10 lat temu było to zaledwie 6 procent. Ten sektor jest twórcą
największej liczby nowych miejsc pracy w ostatnim dziesięcioleciu i przyczynił
się do wzrostu eksportu. Wprawdzie droga energia mogłaby doprowadzić do
ograniczenia konkurencyjności niemieckiej gospodarki, o ile regulacje unijne nie
zmuszałyby innych do tworzenia analogicznych projektów. Około 340 tys.
pracowników w Niemczech jest zatrudnionych przy instalacji turbin wiatrowych i
innych urządzeń wytwarzających zieloną energię. Ta liczba podwoiła się od 2004
roku. Jak zauważa Claudia Kemfert z DIW Berlin, w ciągu ostatnich trzech lat był
to jedyny przemysł, w którym wzrosła sprzedaż. Jako pozytyw postrzega się, że
dzięki tej energii zmniejsza się uzależnienie od importowanych surowców
energetycznych. Jeśli chodzi o ceny, to z powodu dopłat są one o 39 proc. wyższe
niż w Unii Europejskiej. Niemniej jednak konieczność dostosowania się do
standardów związanych z ociepleniem klimatu przez inne kraje będzie powodowała,
że i inni będą ponosili coraz wyższe koszty tej polityki. A są one olbrzymie,
ponieważ w samych Niemczech będą wynosiły 46 mld euro jedynie w segmencie paneli
słonecznych (wg Wuppertal Institute for Climate, Environment and Energy).
Próba naśladowania tej polityki przez Polskę byłaby szkodliwa i nie powinna być
postulowana. Zauważmy, że Hiszpania, która chciała ją skopiować, a której
położenie geograficzne powinno w tym pomagać, stała się koszmarem dla rządu ze
względu na koszty jej prowadzenia. Forsowanie energetyki odnawialnej jest
kosztowne również dlatego, że jest to energia w znacznym stopniu uzależniona od
pogody i zdarza się, że lepszym jej uzupełnieniem byłyby elastyczne elektrownie
tradycyjne, a nie nuklearne, jak się postuluje.
Widać wyraźnie, że Polska straciła szansę, by oprzeć się na własnych zasobach
węglowych – największych w Europie. Zrezygnowaliśmy z przewagi konkurencyjnej i
możliwości taniego pozyskiwania energii, będziemy musieli kupować elektrownie,
urządzenia za granicą, a niewydajne technologie spowodują, że będziemy ponosić
coraz wyższe koszty energii. Zamiast wykorzystać możliwość sprzedaży za granicę
produktów opartych na najtańszych źródłach energii elektrycznej, będziemy
zmuszani do zakupu drogich technologii, zadłużania się i ponoszenia konsekwencji
drożyzny. Jeśli chcemy zrealizować nasze wyzwania i znaleźć fundusze na ich
realizację, musimy wycofać się z dotychczasowych uzgodnień niezależnie od
konsekwencji.
Dr Cezary Mech
Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie
odzwierciedla stanowiska instytucji, z którą jest związany zawodowo.
Autor jest absolwentem IESE, byłym prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w
Ministerstwie Finansów i zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, autorem programu
gospodarczego PiS z 2005 roku.
