Zwabieni w śmiertelną pułapkę
Ujawnione niedawno przez rząd USA dokumenty potwierdzają, że władze
sowieckie za pomocą zmanipulowanego sygnału radiolatarni zwabiały na swoje
terytorium amerykańskie samoloty i zestrzeliwały je zaraz po przekroczeniu
granicy. Książka Larry’ego Tarta i Roberta Keefe’a "The Price of Vigilance:
Attacks on American Surveillance Flights" ("Cena czujności: ataki na
amerykańskie loty obserwacyjne") opisuje historię takich zestrzeleń, a
szczególnie incydent z amerykańskim transportowcem C-130 z 2 września 1958 roku,
gdy śmierć poniosło 17 amerykańskich wojskowych.
Po wybuchu sowieckiej bomby atomowej w 1949 r. rząd USA czuł się zagrożony
możliwością niespodziewanego nuklearnego ataku na Stany Zjednoczone. ZSRS i
kraje Układu Warszawskiego były zamknięte dla obserwatorów z Zachodu, nie
wydostawały się z nich żadne informacje. Ubezpieczeniem na wypadek takich ataków
były loty samolotów amerykańskich zbierających elektroniczne informacje o
przygotowaniach do wojny w ZSRS. Niektóre maszyny latały nad samym terytorium
Związku Sowieckiego, czego jednak zaprzestano po tym, jak lotnictwo sowieckie
zestrzeliło samolot U-2 w 1960 roku. Natomiast zdecydowana większość lotów USA
miała charakter obserwacyjny w strefie granicznej ZSRS i jego aliantów. Ponieważ
Związek Sowiecki ustanowił swoją strefę graniczną na 12 mil (20 km), samoloty US
Air Force miały przykazane, aby trzymać się 20, a potem 50 mil (80 km) od
granicy. Mimo tych instrukcji wiele nieuzbrojonych samolotów transportowych USA
w wyniku błędów nawigacyjnych znajdowało się nagle nad terytorium ZSRS, gdzie
natychmiast po przekroczeniu granicy były zestrzeliwane przez obronę lotniczą.
W czasie zimnej wojny, w programie Peacetime Aerial Reconnaissance (Pokojowy
Patrol Powietrzny), gdy samolotom nie wolno było wlatywać na terytorium wrogiego
państwa, zestrzelono 22 samoloty. Ten tragiczny bilans, szczególnie w rejonie
Morza Czarnego, na granicy między ZSRS a Turcją, zmusił rząd USA do dokładnego
zbadania sprawy strącenia przez ZSRS transportowca C-130 2 września 1958 roku.
Falszywe radiolatarnie
W dochodzeniu stwierdzono, że ZSRS zainstalował dwie fałszywe radiolatarnie w
Armenii i Gruzji, blisko granicy z Turcją. Przywłaszczyły one sobie
częstotliwość, która była zarezerwowana dla Turcji przez Międzynarodową Unię
Komunikacyjną (International Communications Union – ICU) do użytku jako
radiolatarnie lotnicze. Jeżeli piloci nastawili częstotliwość, która miała być
używana przez lotniska w Turcji, radionawigacja samolotu automatycznie się
"związywała" z jedną z radiolatarni w ZSRS, szczególnie jeżeli była mocniejsza,
i samolot automatycznie leciał w głąb Związku Sowieckiego.
Samolot US Air Force przeprowadzający śledztwo w tej sprawie przeleciał tą samą
trasą co zestrzelony transportowiec C-130. Ustalił, że sowiecka radiolatarnia w
Poti w Armenii emitowała sygnały na tej samej częstotliwości co turecka w
Trabzon, ale 20 watów mocniej. Niektóre testy ujawniły, że sowieckie
radiolatarnie miały wpływ na nawigację samolotów latających na trasie Trabzon –
Van w Turcji. Amerykanie zainstalowali nowe pomoce nawigacyjne w tym rejonie i
zabronili amerykańskim pilotom używania radiolatarni.
Po stwierdzeniu oszustw w funkcjonowaniu sowieckich radiolatarni rozgorzała
dyskusja, czy Rosjanie robili to naumyślnie. W magazynie "Readers Digest" w
czerwcu 1959 r. Allen Rankin pisał, że ta wojenna taktyka nazywa się "spoofing"
i zgodnie z prawem międzynarodowym jest nielegalna, bo może zmylić najbardziej
doświadczonych pilotów w czasie złej pogody.
Wielu amerykańskich pilotów i wojskowych jest przekonanych, że Rosjanie
naumyślnie wysyłali fałszywe sygnały, aby zmylić pilotów i zwabić ich na
terytorium ZSRS, gdzie byli natychmiast zestrzeliwani. Taką hipotezę postawił
prezydent Dwight Eisenhower, mówiąc na konferencji prasowej 10 lutego 1959 r. o
zestrzeleniu transportowca C-130.
Zestrzelenia samolotów
US Air Force również przeprowadziła dochodzenie w sprawie strącenia C-130.
Zebrała zeznania świadków po tureckiej stronie granicy, następnie, po 1990 r.,
po armeńskiej. Analizowano również wywiadowcze nagrania rozmów pomiędzy
rosyjskimi pilotami, którzy zestrzelili amerykański transportowiec. Najbardziej
zagadkową kwestią było nagłe obniżenie wysokości przez amerykańskich pilotów.
Ostatni komunikat do bazy lotniczej w Niemczech twierdził, że samolot jest na
wysokości 25 tys. stóp (8 tys m). Rosyjski pilot MiG-a również zameldował, że
napotkany transportowiec jest na wysokości 32 800 stóp (10 tys. m). Lecz gdy
świadkowie zobaczyli samolot, znajdował się on na wysokości od 1 tys. do 3 tys.
stóp (300-1000 m).
Różnicę w wysokości można logicznie wytłumaczyć. Kiedy pilot MiG-a zaczął
strzelać do bezbronnego amerykańskiego samolotu, jego jedyną możliwością obrony
był unik. Samolot musiał się mocno przechylić i bardzo szybko zejść na wysokość
kilkudziesięciu metrów, by próbować uciec przez granicę. Wysokość 500 stóp (15
m) była zbyt mała dla operatorów sowieckich radarów śledzących maszynę. Nagrane
przez wywiad amerykański wypowiedzi sowieckiego pilota potwierdzają, że
amerykański samolot wykonywał akcję zniżania.
Tureccy strażnicy graniczni raportowali, że zobaczyli C-130 wylatujący z chmur.
Kiedy leciał nad wioską Kosarak w Armenii, gwałtownie się zniżył, jakby wpadł w
dziurę powietrzną. Zaraz za nim wyleciały cztery MiG-i i otoczyły go. Dwa
znajdowały się na obu skrzydłach, pozostałe pod i nad maszyną. Amerykański
samolot został zestrzelony przez MiG-a, który był nad maszyną. Świadkowie
usłyszeli wybuch przypominający wystrzał armatni, a po minucie drugi. Ogon
samolotu został odstrzelony i maszyna straciła sterowność. W tym momencie statek
zapalił się, przekoziołkował w powietrzu kilka razy i spadł na ziemię. Atak
przeprowadzono na małej wysokości.
W latach 90. US Air Force dopuszczono do miejsca katastrofy; przy pomocy
archeologów dokładnie przeczesano cały teren, znaleziono resztki ludzkich kości,
jak również rzeczy osobiste. Potwierdziły one personalia ofiar. Okoliczni chłopi
pozabierali niektóre przedmioty, takie jak: obrączki, pierścionki, zegarki etc.
Część z nich udało się odzyskać.
Po zestrzeleniu samolotu C-130 US Air Force zaprzestała lotów obserwacyjnych,
analizując słabości swoich operacji w Europie. Po dołączeniu operatorów Morse’a
i lingwistów rosyjskich loty przywrócono 15 listopada 1958 roku. Nowym zespołem
kierował sierżant John Kozak, Polak z Pensylwanii. Ich pierwszy lot odbył się w
tym samym rejonie co C-130, ale jeszcze dalej od granic ZSRS. Mimo to sytuacja
się powtórzyła. Gdy sowieckie MiG-i gwałtownie zbliżyły się do amerykańskiego
transportowca, sierżant Kozak zaalarmował kapitana, że widzi nieznane samoloty
lecące szybko w ich stronę. Zdecydował: "Uciekajmy stąd!". Samolot przechylił
się na prawą stronę, wypuścił klapy wyporowe i podwozie. Kapitan Lewis
zanurkował z 28 tys. stóp (9 tys. m) do 500 stóp (15 m) niemal błyskawicznie i
na maksymalnych obrotach silnika uciekał w stronę Turcji. Ale sowieckie samoloty
leciały za nimi. Gwałtowne przyspieszenie sprawiło, że – jak później stwierdzono
– z kadłuba powypadały zewnętrzne śruby.
Nagrania pilotów MiG-ów
Po zniknięciu samolotu C-130 2 września 1958 r. ambasada amerykańska w Moskwie
zapytała rząd ZSRS o zaginiony samolot. Początkowo Rosjanie twierdzili, że nic o
nim nie wiedzą. Dopiero tydzień później przyznali, że rozbił się w Armenii i
znaleziono w nim sześć ciał amerykańskich wojskowych. Opierając się na
zeznaniach tureckich świadków, rząd amerykański twierdził, że sowieckie myśliwce
eskortowały C-130 przed katastrofą, i domagał się znalezienia 11 innych członków
załogi, których widziano na spadochronach. W odpowiedzi 19 września rząd ZSRS
negował jakiekolwiek uczestnictwo samolotów sowieckich i twierdził, że nie zna
losu pozostałych członków załogi. Mimo podejmowanych wysiłków dyplomatycznych ta
informacja była kategorycznie powtarzana.
Chcąc doprowadzić do oddania 11 członków załogi, żywych czy umarłych, prezydent
Dwight Eisenhower zdecydował się ujawnić wywiadowcze nagranie rozmów pilotów
MiG-ów z chwili ataku na amerykański samolot. 13 listopada 1958 roku,
podsekretarz Departamentu Stanu Murphy zaprezentował nagranie ambasadorowi ZSRS,
lecz ten odmówił wysłuchania go. Nie otrzymawszy odpowiedzi, prezydent
Eisenhower ogłosił zapis dźwiękowy i jego transkrypcję 5 lutego 1959 roku.
Sprawa została nagłośniona w gazetach, w telewizji i w ONZ. Związek Sowiecki
twierdził, że nagrania są fałszywe, lecz większość światowej opinii publicznej
uwierzyła rządowi amerykańskiemu. Mimo to los reszty załogi pozostaje nieznany.
Inne incydenty
W książce wspomina się również inne incydenty zestrzelenia samolotów, o których
jest mniej informacji. Dwa najbardziej znane to te, w których część
amerykańskich wojskowych przeżyła strącenie. Transportowiec C-118 był w drodze z
Cypru do Teheranu i nie miał zamiaru zbliżać się do granicy ZSRS, mimo to został
zestrzelony nad Azerbejdżanem 27 czerwca 1958 roku. Część załogi wyskoczyła na
spadochronach, część wylądowala w płonącym samolocie. KGB wzięło do niewoli 9
wojskowych, 10 dni później zostali oni zwróceni Amerykanom na granicy z Turcją.
Wrak pozostał w Azerbejdżanie, lecz po jakimś czasie Rosjanie zmęczyli się jego
pilnowaniem. W raporcie dla Komitetu Centralnego KPZS z sierpnia 1958 r.
urzędnik ministerstwa obrony narodowej rekomendował, by zniszczyć szczątki
samolotu, i napisać oswiadczenie o jego destrukcji albo przekazać to, co zostało
z samolotu, na potrzeby przemysłu. Jeżeli USA pytałyby o maszynę, miano im
wręczyć zaświadczenie o jej zniszczeniu.
Inna historia: samolot RB-47 leciał w pobliżu Norwegii nad Morzem Barentsa,
został zaatakowany przez MIG-a 1 lipca 1960 roku. Pierwszy atak zniszczył dwa z
trzech silników na lewym skrzydle i spowodował, że samolot wpadł w korkociąg.
Pilot zginął, drugi pilot i nawigator wyskoczyli na spadochronach i zostali
wyłowieni z morza przez trawler rosyjski. Nie wiadomo, co stało się z resztą
załogi. Uratowani byli przetrzymywani przez kilka miesięcy w Moskwie na Łubiance
w całkowitej izolacji, brutalnie przesłuchiwani, grożono im pokazowymi
procesami. Później, na podstawie porozumienia dyplomatycznego, zostali
przekazani do USA.
W czasie niektórych incydentów świadkowie widzieli załogę na spadochronach w
strefie przygranicznej ZSRS, ale piloci nie zostali przekazani rządowi
amerykańskiemu. Pojawiały się informacje, że byli przesłuchiwani w celu
wydobycia z nich informacji wywiadowczych, a następnie zostali zesłani do
gułagu, gdzie kończyli życie. Rząd amerykański do dzisiejszego dnia zbiera
informacje o wojskowych z 10 zestrzelonych samolotów, których los jest nieznany.
Zestrzeliwane były nie tylko amerykańskie transportowce wojskowe. Autorzy
książki twierdzą, że w latach 1963-1981 sowieccy piloci strącili 7 irańskich
maszyn, w większości cywilnych. Znne są również incydenty naumyślnego
najeżdżania z tyłu na samolot (ramming), jak stało się z irańskim samolotem
wojskowym 28 listopada 1973 r. czy z kanadyjskim transportowcem CL-44 lecącym z
Teheranu na Cypr 18 lipca 1981 roku.
Są podejrzenia, że radiolatarnie ze zmanipulowanym sygnałem były również
zainstalowane blisko granic z Koreą i Japonią. Rosjanie zestrzelili dwa
koreańskie samoloty pasażerskie w 1978 r. nad Syberią i w 1983 r. w pobliżu
wyspy Sachalin. 30 czerwca 1968 roku zmusili do lądowania Seabord World Airways,
który transportowal 214 amerykańskich żołnierzy do Wietnamu. Były również inne
niewytłumaczone przypadki zaginięcia samolotów.
Motywacje
Władze wojskowe USA zastanawiały się nad motywacją rządu sowieckiego w podjęciu
decyzji o zestrzeliwaniu samolotów, które bezsprzecznie leciały poza perymetrem
granicznym ZSRS. Doszły do wniosku, że było to spowodowane częściowo ideologią.
Liderzy ZSRS, Chin i Korei Północnej przewodzili społeczeństwom zamkniętym,
uważając wszystkich intruzów za szpiegów, stąd zestrzeliwane były nawet samoloty
cywilne, które przypadkowo naruszyły przestrzeń powietrzną.
Lecz ważniejsze wydaje się wykorzystywanie faktu zestrzelenia samolotu jako
sygnału dyplomatycznego dla rządu amerykańskiego. W ten sposób rząd sowiecki
dawał do zrozumienia Amerykanom, aby zaprzestali swoich lotów nawet na zewnątrz
perymetru granic ZSRS. Tak się jednak nie stało. Wprawdzie po zestrzeleniu
samolotu U2 nad terytorium Związku Sowieckiego w 1960 r. amerykański rząd
zaniechał tych lotów, lecz mimo dużej liczby zestrzeleń swoich maszyn nigdy nie
zaprzestał lotów na zewnątrz perymetru granicznego ZSRS i innych krajów, jak
Chiny. Traktował je bowiem jako podstawowy środek ostrożności w zabezpieczeniu
USA przed niespodziewanym atakiem nuklearnym. Ten cel był najważniejszy.
Dr Łucja Świątkowska
