Nord Stream zignorował tylko Polskę
Z Markiem Gróbarczykiem, deputowanym do Parlamentu Europejskiego
(Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), rozmawia Marta Ziarnik
Grupa Parlamentarna Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy organizuje 22
lutego specjalną konferencję o konsekwencjach i zagrożeniach związanych z budową
gazociągu Nord Stream…
– Konferencja na temat wpływu i potencjalnych zagrożeń budowy Gazociągu
Północnego została zgłoszona przeze mnie na posiedzeniu naszej grupy
parlamentarnej. Wówczas ustaliliśmy też, że taka forma wysłuchania publicznego
będzie miała największy wydźwięk, jeśli zostanie przeprowadzona nie w Brukseli,
ale w Szczecinie.
Dlaczego?
– Ze względu na to, że waga oddziaływania będzie znacznie większa tutaj, na
miejscu, gdyż w Brukseli podobnych spotkań odbywa się kilka dziennie, przez co
"gubią się w tłoku". Nasza grupa uznała więc, że skoro chcemy skupić się podczas
tej konferencji na Polsce i kwestiach jej dotyczących, to najlepiej będzie
właśnie tutaj ściągnąć prelegentów, ekspertów i samych przedstawicieli Nord
Streamu.
Druga, ważniejsza sprawa to fakt, że Nord Stream przeprowadził tego typu
spotkania, wysłuchania publiczne i różnego rodzaju konferencje w każdym z krajów
bałtyckich. Ominął tylko jedno państwo – Polskę. I nikt z polskiego rządu nie
zadbał o to, żeby takie spotkanie się odbyło. Będzie to więc także pierwsze
spotkanie przedstawicieli Nord Streamu w Polsce.
Jaki jest główny cel tej
konferencji?
– Ten cel jest jasny. Chodzi o pokazanie wszystkich zagrożeń, jak również
osiągnięcie polskiego interesu, którym jest dążenie do tego, aby ta rura została
zakopana. Podczas dyskusji z przedstawicielami Nord Streamu chcemy uzyskać takie
gwarancje. I choć zdajemy sobie sprawę, że nie załatwimy tej kwestii jednym
wysłuchaniem, to na pewno dostarczymy pewnych argumentów i Nord Stream – mamy
nadzieję – jednak przeprojektuje obecny rurociąg w taki sposób, aby nie
powodował on zakłócenia toru podejścia do portów w Szczecinie i Świnoujściu.
Chcemy też doprowadzić do negocjacji z polskimi rybakami. Bo, de facto, my nie
możemy tych negocjacji podjąć za rybaków. Zorganizowana przez nas konferencja
umożliwi jednak szersze przedstawienie opinii na forum publicznym, jak również
poinformuje obywateli o tych problemach. Bo duża część obywateli nie zdaje sobie
sprawy z tego, o co tam tak naprawdę chodzi.
W to zagadnienie wplata się także kwestia odszkodowań dla rybaków…
– Tak. Również w tej kwestii Nord Stream przeprowadził negocjacje we wszystkich
krajach bałtyckich i wszyscy rybacy bałtyccy zostali do nich zaproszeni, z
wyjątkiem Polaków. W zeszłym roku, kiedy podjąłem starania i pierwsze rozmowy w
Strasburgu z przedstawicielami Nord Streamu, okazało się, że tylko Polska i
polscy rybacy nie są objęci odszkodowaniami. Wobec powyższego, temat ten musi
pojawić się na agendzie. Chociaż po ogłoszeniu daty wysłuchania publicznego Nord
Stream zaczął podpisywać odszkodowania i dla naszych rybaków. Wywołało to jednak
duże kontrowersje w środowisku, ponieważ podpisały je tylko dwa związki z
Władysławowa – armatorzy dużych łodzi. Czyli Nord Stream założył już, że tylko
kutry powyżej 17 metrów mają prawo do uzyskania odszkodowań, co jest niezgodne z
zapewnieniami, jakie uzyskałem od wykonawców tego projektu. Z mojej rozmowy z
nimi wynikło bowiem, że na odszkodowania nie ma wpływu wielkość łodzi, jedynie
sposób połowu.
Jednak polscy rybacy są również poszkodowani w kwestii wysokości tych
odszkodowań…
– To też prawda. Z tego, co obecnie wiemy, to polskim rybakom zaproponowano zbyt
niskie odszkodowania w porównaniu z tymi, które Nord Stream wypłaca w
pozostałych krajach bałtyckich. Do tego dochodzą jeszcze kwestie wszelkiego
rodzaju późniejszych roszczeń. Te umowy zakładają, iż polscy rybacy nie mają już
żadnych praw wynikających z tytułu jakichkolwiek uszkodzeń i pozostałych
skutków, jakie spowoduje gazociąg. To też jest nieakceptowane. To są główne
kwestie, które chcemy poruszyć na spotkaniu w Szczecinie.
Chcemy także wskazać na sytuację, z którą spotykamy się w Polsce, a która jest
niepotrzebną polityczną grą Nord Streamu, który z jednej strony próbuje być
otwarty, a z drugiej – stara się dzielić środowisko rybaków. Tymczasem rybacy
mówią wprost, że dla nich satysfakcjonujące nie są pieniądze, ale takie
wyposażenie statku, które pozwoli precyzyjnie zlokalizować położenie gazociągu i
w ten sposób zahamować utratę narzędzi połowowych – bo to w tym jest największy
problem.
W naszej rozmowie ciągle przewija się problem nieustannego spychania na
margines polskiego interesu i usuwania naszego kraju poza główne sprawy związane
z budową Nord Streamu. Z czego to wynika?
– Sprawa jest bardzo prosta i poruszona została już w mojej rozmowie z
przedstawicielem Nord Streamu. Chodzi o to, że polski rząd zwyczajnie nie chciał
się tą sprawą zająć. Premier Donald Tusk uzyskał zapewnienia Angeli Merkel,
które niewiele były warte, bo rura została położona na takiej wysokości, że
"wypłyca port" (nie będą mogły do niego w przyszłości zawijać statki o dużym
zanurzeniu), a z drugiej strony zapewnienia ministra Radosława Sikorskiego,
który mówił, że ułożenie rury nie szkodzi rozwojowi portu. Okazało się, że
jednak szkodzi, a premier kolejny raz został wystawiony do wiatru. Tymczasem
skutki tego są brzemienne, bo na wiele lat zostanie utracona możliwość
konkurencyjności zespołu portów Szczecin-Świnoujście.
Druga kwestia to sprawy rybackie. Nord Stream wprost przekazał, iż polski rząd
nie interesuje się kwestią rybaków. Do tego dochodzi też oświadczenie ministra
Marka Sawickiego, które zostało przekazane mediom, iż minister w żaden sposób
nie czuje się odpowiedzialny za to, by wspomóc rybaków w negocjacjach z Nord
Streamem. Wobec powyższego nie możemy na to pozostać obojętni i musimy zrobić
wszystko, aby tę sprawę doprowadzić do końca, pomimo tego, że nasz premier, rząd
i ministrowie nie poczuwają się do odpowiedzialności za swoje resorty i
powierzone im społeczeństwo.
Dziękuję za rozmowę.
