Rząd Tuska działa ręka w rękę z Rosją

W raporcie przedstawionym przez MAK nic mnie nie zdziwiło. Znałem jego
zawartość już w momencie oddania śledztwa Rosji przez polski rząd. Nie ma dla
mnie żadnego znaczenia, czy Rosjanie w jakimś stopniu uznają własne błędy, czy
też całkowitą odpowiedzialność zrzucą na Polaków. Rosja zarządzana przez
Władimira Putina nie jest krajem demokratycznym, a prace komisji działającej pod
kontrolą Kremla są niewiarygodne. Rozpatrywanie tego raportu w kategoriach
dokumentu przedstawiającego rezultat normalnego śledztwa jest błędem. W
momencie, kiedy poseł Palikot zaczął insynuować, jakoby prezydent Kaczyński miał
być na pokładzie samolotu pijany, byłem pewien, że w raporcie pojawi się wątek
alkoholowy. Przeciwnicy PiS i Jarosława Kaczyńskiego działają ręka w rękę z
Rosjanami, posługując się tymi samymi argumentami – zarówno jeśli chodzi o ich
dobór, jak i poziom. Bawią mnie miny tych, którzy czują się teraz zawiedzeni i
skrzywdzeni, bo Rosja wykorzystała raport wyłącznie do przedstawienia własnej
wersji wydarzeń, przedstawiając Polaków – łącznie z premierem Tuskiem – jako
nieudaczników. Ci użyteczni idioci chyba naprawdę mieli nadzieję, że dzięki
swojej współpracy z Rosją przeciwko polskiej opozycji zasłużą na wyróżnienie. A
tu proszę – okazuje się, że dla Kremla wszyscy Polacy to jedna rodzina i żadnych
sentymentów nie będzie.

Nie sądzę, żeby przedstawienie przez Tatianę Anodinę raportu MAK odniosło skutek
w postaci szerokiego sprzeciwu społecznego. Większość wyborców Platformy
Obywatelskiej to ludzie tak zasklepieni w swoich poglądach, że nie ma
wydarzenia, które mogłoby zmienić ich sympatie polityczne. Ten rząd i sam
premier Tusk skompromitowali się już ostatecznie, a żadnych skutków wyborczych
nie widać. Działania rządu nie są poddawane merytorycznym kryteriom oceny.
Główne media rozbudziły nienawiść wobec PiS i braci Kaczyńskich i na bazie tej
nienawiści wciąż budowane jest poparcie dla PO.
Treść raportu MAK ugruntuje opór ludzi nastawionych patriotycznie, wywodzących
się z tradycyjnej polskiej inteligencji. Nie sądzę natomiast, żeby mogła
otrzeźwić kogoś, kto do tej pory nie zrozumiał, jakimi metodami posługuje się
Rosja i jak bardzo rząd Tuska jest jej uległy.
Z gdańskiej prowincji, gdzie mieszkam, coraz wyraźniej widzę absurd obecnego
życia politycznego w Polsce. Opiera się ono na fikcji i na kłamstwie. Ludzie nie
szukają prawdy, ale zadowalają się jej zastępnikami – mówieniem o tym, że
działają procedury, że zbiera się komisja, że premier wraca z urlopu, więc
znaczy to, że przejął się sprawą ogłoszenia raportu i jest człowiekiem
odpowiedzialnym. Tymczasem jest to propagandowa gra, służąca utrzymaniu władzy,
a nie ustaleniu prawdy.
Proces oficjalnego dochodzenia prawdy o katastrofie smoleńskiej zakończył się
dla mnie z chwilą oddania śledztwa Rosji. Myślę, że był to punkt zwrotny i że w
swoim czasie będzie trzeba rozliczyć ludzi za to odpowiedzialnych. Była to
zdrada Ojczyzny. Abstrahując od przyczyn katastrofy smoleńskiej, samo oddanie
śledztwa przedstawicielom państwa, którego władze wykorzystują sądownictwo do
walki z przeciwnikami politycznymi, jest kompletnie odrealnione. Wydawało się,
że ludzie uważający się za przedstawicieli "Polski nowoczesnej", którzy tak
często mówią o realizmie politycznym i o potrzebie stąpania twardo po ziemi, nie
powinni ulegać tego rodzaju złudzeniom. Tymczasem członkowie obecnego rządu
zachowują się wobec Rosji jak dzieci. Wierzą w ideę "ocieplenia stosunków z
Rosją" zbudowanego na bazie współczucia po katastrofie smoleńskiej. Takie
zbliżenie nie jest możliwe. Rosja nie działa sentymentalnie.
Anodina mogła ogłosić tezy raportu MAK już 11 kwietnia. Wyglądałyby one tak
samo. "Śledztwo" w sprawie katastrofy smoleńskiej jest fikcją. Wiele jest w
Polsce naiwności i ślepej wiary w "procedury" i "systemy". Taka łatwowierność
może być bez problemów wykorzystana przez ludzi z zewnątrz. Myślę, że Rosjanie
tę właśnie naiwność doskonale wykorzystali.

Wojciech Wencel, poeta
 

drukuj