Drzemka mędrców?

Nawet mędrcom może zdarzyć się przyśnięcie w chwili, kiedy należy działać,
jak to zostało wyrażone na portalu słynnej średniowiecznej katedry w Autun
(Francja), zawierającym płaskorzeźbę przedstawiającą Trzech Mędrców, budzonych
gwałtownie przez anioła pokazującego palcem czekającą betlejemską gwiazdę. Nawet
mędrcy potrzebują snu, który nie sprzeciwia się rozumności człowieka. Jeśli
jednak mędrcom ze Wschodu potrzebne było anielskie budzenie, to widać, że
zdarzyło się im zaspać w drodze i konieczne było przypomnienie im ich obowiązku.
Ludzka mądrość jest bowiem mało co warta, twierdził Sokrates, najmądrzejszy w
Atenach, a wartościowa jest dopiero Boża mądrość. Upomnienie Trzech Mędrców
spotkało się zatem z właściwą odpowiedzią – czyli z czynem – bo ludzko-Boska
mądrość nie wyklucza słabości, błędów i upadków, ale wyklucza trwanie w tym
stanie.

Wygląda na to, że przedłuża się nasz sen nad betlejemskim żłóbkiem, o czym
obiektywnie informują parafialne statystyki liczby chrztów. Wynika stąd, że
nasze duszpasterstwo staje się coraz bardziej tylko przygotowaniem na śmierć i
celebrowaniem pogrzebów. Może zawodzą stosowane metody działania? Jeśli piękne
słowa o miłości małżeńskiej albo nie schodzą do życiowego konkretu, albo też
zawierają jakieś sprzeczności, to takie kazania z pewnością nie podnoszą poziomu
miłości małżeńskiej, odmierzanej przecież nie temperaturą emocjonalną, ale
obiektywnymi znakami, którym tu jest wpierw własne (nasze) dziecko.
Równie samobójcze są nasze kapitulacje w globalnej i europejskiej walce o
szacunek dla życia nienarodzonych. Po pokazowym rozprawieniu się z Polską przed
Trybunałem Praw Człowieka w sprawie "Tysiąc przeciwko Polsce" wyciąga się z tego
faktu kolejne roszczenia, także wobec innych krajów. W grudniu 2010 r. Trybunał
skazał Irlandię – mówiąc w skrócie – za łamanie elementarnego prawa człowieka do
"życia prywatnego", jakoby obejmującego możliwość zabicia własnego dziecka.
Uzasadnienie tego wyroku odwołuje się do orzeczenia w sprawie przeciwko Polsce.
Znów zatem czekają Irlandię kolejne kłopoty z racji zapisu w jej konstytucji
prawnej ochrony życia od momentu poczęcia. Czy Irlandia miałaby te kłopoty,
gdyby Polacy w 1993 r. stworzyli rozwiązanie prawne w pełni wykluczające
jakąkolwiek aborcję, a zatem i wykluczające roszczenia pani Alicji T.? Na tym
naszym fundamencie – ewentualnego braku porządnego fundamentu – światowi
aborcjoniści odnoszą sukcesy, a my się tylko ogromnie cieszymy z przyjętego
prawie dwadzieścia lat temu (!) polskiego "kompromisu" w sprawie aborcji.
Na orzeczenie w sprawie "Tysiąc przeciwko Polsce" powołali się też inicjatorzy
projektu rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego RE postulujący zmuszanie lekarzy
do uczestniczenia w aborcji. Pamiętamy, że ta próba została odparta i przyjęto
ostatecznie (w październiku 2010 r.) w raporcie "prawo do klauzuli sumienia w
ramach legalnej opieki medycznej". Niestety, radując się z tego zwycięstwa, nie
zauważyliśmy obecności w tym jakoby bardzo pozytywnym raporcie zobowiązań władz
państw nie tylko do respektowania sumień lekarzy, ale także do zapewnienia
obywatelom dostępu do "usług medycznych", zgodnych z obowiązującym prawem, czyli
legalnej aborcji. W jednym z artykułów żąda się, aby odmowa przez lekarzy
dokonania aborcji została podjęta we właściwym czasie i w odniesieniu do takiego
dostarczyciela "usług zdrowotnych", który świadczy je w pełnym zakresie,
włącznie zatem z aborcją. Koniec końców, sumienia lekarzy nie zostały w
przyjętej rezolucji w pełnym zakresie uszanowane, bo już wskazanie abortera jest
współuczestniczeniem w dokonaniu aborcji.
Nasza przegrana przed Trybunałem Praw Człowieka w sprawie "Tysiąc przeciwko
Polsce" ma swój dalszy ciąg także w naszym kraju. Z raportu Komitetu Ministrów
Rady Europy wynika, że pod dyktando tego wyroku polski parlament przyjął
6.11.2008 r. ustawę dotyczącą ochrony praw pacjentów, "uszczelniającą" sieć
zarzuconą na życie nienarodzonych. Komitet Ministrów Rady Europy twierdzi w
swoim dokumencie, że czeka jednak na dalsze kroki polskiego rządu, bo wspomniana
ustawa jeszcze nie jest wystarczająca odnośnie do "terapeutycznej aborcji".
Postuluje się, aby lekarze składali pisemne wyjaśnienie swojej decyzji odmowy
dokonania aborcji na żądanie kobiety – co oczywiście ułatwia dyscyplinowanie
uchylających się od realizacji zleceń na zabicie nienarodzonych dzieci – i to
bezzwłocznie, aby zdążyć z dokonaniem aborcji w wyścigu z upływającym czasem.
Interesujący nas wyrok Trybunału Praw Człowieka ma swój dalszy ciąg w skazaniu
przez polskie sądy "Gościa Niedzielnego" za jednoznaczne identyfikowanie faktów.
Niestety, na razie zabrakło w tej sprawie moralnego finału. Podpisano bowiem
tajemniczą ugodę, mocą której "GN" zrezygnował ze składania odwołania wobec
wyroku sądu nakazującego wypłatę odszkodowania finansowego i przeproszenie w
gazecie za jakoby szkalowanie p. Alicji T., a ta odstąpiła od tego ostatniego
żądania. Czy taka "ugoda" nie oznacza jednak jakiejś formy przyznania się do
niepopełnionej winy? Musimy koniecznie zastanowić się nad tym.
Czyżbyśmy się zatem zdrzemnęli przed betlejemskim żłóbkiem, skoro puste są
polskie kołyski, a aborcjoniści cieszą się z sukcesów?

Marek Czachorowski
 

drukuj