W raporcie MAK kapitulanctwo Tuska wyjdzie na jaw

Z Antonim Macierewiczem, przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu ds.
Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M z 10 kwietnia 2010 r., rozmawia Anna
Ambroziak

Parlamentarny zespół funkcjonuje od lipca. Jak podsumowałby Pan dotychczasowe
efekty jego pracy?

– Prace zespołu doprowadziły do ujawnienia wielu informacji dotąd skrzętnie
ukrywanych przez rząd oraz do ustalenia kluczowych dla wyjaśnienia tej tragedii
faktów. Chodzi np. o ustalenie, że to rząd organizował wizytę w Katyniu 10
kwietnia i to Tusk z Putinem zdecydowali o wydzieleniu osobnej wizyty 7
kwietnia, że minister Bogdan Klich wydał generałom polecenie udziału w
delegacji, a minister Arabski decydował o przebiegu rozmów z Rosją i przydziale
samolotu dla prezydenta Kaczyńskiego, że złamano wszystkie nieomal przepisy
bezpieczeństwa wynikające z instrukcji HEAD, że nie podstawiono zapasowego
samolotu dla prezydenta, że zlekceważono informację o możliwym zamachu
terrorystycznym, a piloci 10 kwietnia otrzymali mniej dokładne karty podejścia
niż ci, którzy pilotowali samolot premiera Tuska. Stwierdziliśmy ponad wszelką
wątpliwość, że ochronę prezydenta Kaczyńskiego oddano w ręce Rosjan, BOR nie
sprawdzało lotniska Siewierny i nikt z ekipy BOR odpowiedzialnej za ochronę
wizyty nie oczekiwał na lotnisku. Ustaliliśmy, jak doszło do przyjęcia konwencji
z Chicago jako podstawy prawnej i pokazaliśmy szczególną rolę płk. Edmunda
Klicha współpracującego blisko z Rosjanami. Ukazaliśmy też kluczową rolę
premiera Tuska w tolerowaniu niszczenia przez Rosjan dowodów (wrak, miejsce
katastrofy, manipulacja zeznaniami i czarnymi skrzynkami) i w tolerowaniu
łamania przez nich konwencji z Chicago. Ujawniliśmy fakt wspólnego posiedzenia
prokuratorów polskich i rosyjskich w nocy z 10 na 11 kwietnia, gdzie przyjęto
godz. 8/10.40 jako moment katastrofy, postanowiono oddać czarne skrzynki
Rosjanom, zgodzono się, że kwestia zamachu nie będzie realnie brana pod uwagę, a
badanie przejmie MAK. W zamian prokuratorzy polscy uzyskali możliwość
uczestniczenia w czynnościach śledczych, ale prawie zupełnie ich nie
wykorzystali. Inny ważny dokument ukrywany przez rząd to porozumienie podpisane
przez ministra Jerzego Millera 31 maja br., gdzie m.in. potwierdza całkowitą
zgodność kopii czarnych skrzynek przekazanych przez Rosjan Polsce. Tydzień
później okazało się, że brak tam 17 sekund. Później zaś wykryto w otrzymanych
kopiach tajemnicze szumy utrudniające odczyt. Dużą wagę przywiązujemy do
zgromadzonych przez nas ekspertyz: m.in. ujawniających odpowiedzialność ministra
Bogdana Klicha za rezygnację z zakupu nowoczesnych, bezpiecznych samolotów czy
analizę zdjęć satelitarnych terenu katastrofy, gdzie widać wyraźnie dwie bruzdy
o długości ok. 7 m przed miejscem rozrzucenia szczątków samolotu (być może ślady
podwozia samolotu przyziemiającego), czy wreszcie analiza ostatnich minut lotu
wskazująca, że prawdopodobnie to fałszywe informacje z wieży w Smoleńsku i
manipulacje systemem nawigacyjnym lotniska doprowadziły do zniszczenia Tu-154 M
wiozącego prezydenta Kaczyńskiego i polską delegację. Główne punkty zwrotne,
jakie się dokonały dzięki pracom naszego zespołu, to właśnie zwrócenie uwagi na
rolę rządu w skandalicznym przygotowywaniu wizyty, odpowiedzialność premiera
Tuska za wybór konwencji z Chicago i tolerowanie niszczenia dowodów przez
Rosjan, a wreszcie kluczowe znaczenie fałszywego naprowadzania samolotu przez
specjalistów rosyjskich. Oczywiście kwestii szczegółowych o ogromnym znaczeniu
należałoby wymienić niepomiernie więcej, a nasze prace w dużym stopniu są
możliwe dzięki pomocy rodzin ofiar katastrofy, świadków wywodzących się spośród
urzędników i współpracowników prezydenta, poległych ministrów, działaczy,
polityków, a wreszcie blogerów i tych nielicznych mediów, które jak "Nasz
Dziennik" i "Gazeta Polska" prowadzą z powodzeniem własne dziennikarskie
śledztwo. Szczególne podziękowania należą się ekspertom pracującym społecznie.
Na przykład gdyby nie jeden z młodych wybitnych prawników, rządowi zapewne
udałoby się ukryć, że już 2 grudnia 2010 r. miał obowiązek zwrócić się o udział
Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego w pracach nad wyjaśnieniem
tragedii smoleńskiej.

Będą Państwo poszerzać zespół ekspercki?
– W naszym zespole ekspertów olbrzymią rolę odgrywają specjaliści z zagranicy, w
tym Gene Poteat i Harvey Kushner z USA oraz Andriej Iłłarionow z Rosji. Będziemy
też kontynuowali rozmowy z politykami amerykańskimi rozpoczęte dzięki
doświadczeniu minister Fotygi i wysiłkom Pawła Kurtyki i Rafała
Dzięciołowskiego. To samo dotyczy Unii Europejskiej; publiczne wysłuchanie w
parlamencie UE zorganizowane przez tamtejszych posłów PiS zapewne niedługo
doprowadzi do włączenia ekspertów UE do badania tej katastrofy.

W jakich obszarach działa zespół?
– Nasze prace przebiegają w trzech obszarach, analizujemy przygotowania do
wizyty katyńskiej (Droga do Smoleńska), przebieg katastrofy i wydarzenia po
katastrofie (Droga do prawdy). Skupiamy uwagę wokół trzech zasadniczych punktów:
wydzielenia z uroczystości katyńskich 10 kwietnia osobnej wizyty Tuska i Putina
7 kwietnia, co miało istotny wpływ na samą katastrofę ze względu na obniżenie
standardów bezpieczeństwa wizyty pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Osobnym
problemem są kwestie bezpieczeństwa, poczynając od stanu floty samolotów
rządowych, przez działania ministra Klicha, po zachowania BOR i służb
specjalnych. Po drugie – rola kontrolerów lotów, systemów nawigacyjnych i
działania centrali moskiewskiej, która zapewne ostatecznie zdecydowała o
fałszywym naprowadzeniu samolotu. Kwestia trzecia to mechanizm podjęcia decyzji
o rezygnacji z porozumienia polsko-rosyjskiego z 1993 r. jako podstawy prawnej
badania katastrofy i przyjęcia konwencji z Chicago. Odpowiedzialność premiera
Tuska nie ulega wątpliwości, ale ważne jest, jak do tego doszło i kto odgrywał
tu kluczową rolę. Z jednej strony chodzi o czynniki rosyjskie, z drugiej o rolę
np. Bronisława Komorowskiego, który po przejęciu pełnienia obowiązków prezydenta
stał się także zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, a warto pamiętać, że porozumienie z
1993 r. MON negocjowało, gdy Komorowski pełnił funkcję wiceministra obrony
narodowej. Nie unikniemy oczywiście także kwestii ściśle politycznych. Trudno
udawać, że nie wiemy, komu na rękę była zagłada ośrodka politycznego
odbudowującego siłę Polski i Europy Środkowej, ośrodka, który dążył do
upodmiotowienia państw leżących między Rosją a Niemcami. Tragedia smoleńska
doprowadziła do zasadniczej zmiany na tym obszarze, jesteśmy znowu świadkami
próby narzucenie kondominium rosyjsko-niemieckiego. Nie możemy od tego
abstrahować.

Kiedy zespół powstawał, deklarował Pan, że będzie wnioskował o uzyskanie
wszystkich wyników prac komisji, której przewodniczy minister Jerzy Miller. Ale
do tego chyba daleka droga.

– Z przykrością muszę powiedzieć, że pan premier Donald Tusk bardzo szybko
zadeklarował, że nie będzie współpracował z zespołem. Również większość jego
urzędników odmawia pomocy, w tym informacji i oficjalnej dokumentacji. Są to
działania bezprawne i mam nadzieję, że urzędnicy państwowi zreflektują się i
przypomną sobie, że mają obowiązek udzielania posłom wszelkich żądanych
informacji. Odmawiając ich przekazania, łamią ustawę o prawach i obowiązkach
parlamentarzystów. Widać, jak bardzo ci ludzie się boją i chcą uniknąć
odpowiedzialności za tę tragedię. Warto zauważyć, że żadna z osób, która była
związana z organizacją wizyty prezydenckiej delegacji – a więc premier Donald
Tusk, szef kancelarii premiera Tomasz Arabski, szef MON Bogdan Klich, szef MSWiA
Jerzy Miller oraz minister Radosław Sikorski – nie była dotąd przesłuchana przez
prokuraturę. Nie posiadamy też ustaleń prac komisji pana Millera. Jest to
sytuacja o tyle szczególna, że został on mianowany szefem polskiego zespołu
badającego okoliczności tej tragedii ze złamaniem prawa, a przy tym jest osobą
pozostającą w konflikcie interesów.

To znaczy?
– Jako minister spraw wewnętrznych i administracji nadzoruje działanie Biura
Ochrony Rządu, które jest jedną z instytucji ponoszących szczególną
odpowiedzialność za przygotowanie wizyty z 10 kwietnia. Pan Miller bada sam
siebie, co jest absurdalne. Równocześnie w dniu 31 maja Miller podpisał
porozumienie z Rosjanami, poświadczając, że otrzymane kopie czarnych skrzynek są
tożsame z oryginałami. Szybko okazało się, że to była nieprawda.

W mediach aż wrze od informacji na temat przygotowywanego raportu przez
polską komisję… Pojawiają się nawet opinie, niestety kolportują je również
niektórzy politycy PiS, że dokument ten będzie alternatywny wobec raportu MAK.

– Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego musi
sporządzić raport rutynowo jednak nie ma on żadnego waloru międzynarodowego. Nie
mamy tu do czynienia z żadnym nowym stanem faktycznym. Opinię publiczną
wprowadza się w błąd informacjami, jakoby polski rząd przygotowywał alternatywny
raport dotyczący katastrofy smoleńskiej. To nieprawda. Zresztą nie bardzo
wiadomo, jakby miała to zrobić, nie dysponując zasadniczymi dowodami, takimi
jak: wrak, czarne skrzynki, protokoły sekcji zwłok, instrukcje pracy kontrolerów
lotu itd. Pamiętajmy, że rząd Donalda Tuska nigdy nie zakwestionował podstawowej
tezy MAK, że wina za tragedię smoleńską leży przede wszystkim po stronie
polskiej, tj. po stronie pilotów Tu-154M. To samo podkreślają Jerzy Miller i
Edmund Klich, choć rywalizują między sobą o rosyjskie względy. Ci ludzie próbują
się teraz ratować przed polską opinią publiczną, świadomi, że wkrótce prawda o
kapitulacji Tuska przed Rosją wyjdzie na jaw, gdy zostanie opublikowany raport
MAK. Stąd te żałosne oświadczenia. Tusk miał wiele możliwości, by doprowadzić do
powstania polskiego raportu: mógł przyjąć porozumienie polsko-rosyjskie z 1993
r., mógł przejąć postępowanie w sprawie wraku, miejsca katastrofy i czarnych
skrzynek, czyli tych dowodów, które Rosjanie niszczyli i nimi manipulowali, mógł
wreszcie zalecić napisanie alternatywnego raportu do tekstu MAK. Ale nic z tego
nie zrobił, choć wielokrotnie o to apelowaliśmy. Uważam zresztą, że dużą
odpowiedzialność za to ponoszą parlamentarzyści PO, którzy ślepo wspierali
premiera Tuska w takiej postawie, bez krzty godności powtarzając, że trzeba ufać
Rosjanom, bo oni najlepiej zbadają tę tragedię.

Prace Pańskiego zespołu także ma zwieńczyć raport. Kiedy powstanie i co
będzie zawierał?

– Obecnie w zespole działają trzy podzespoły, które zajmują się analizowaniem
przygotowań do wizyty w Smoleńsku, samą katastrofą i wreszcie badaniem tego, co
działo się po niej. To będzie ujęte w raporcie, który powinien być gotowy latem
2011 roku i wykorzysta istotne materiały przygotowane jeszcze przez zespół
działający w maju i w czerwcu pod kierownictwem posła Jarosława Zielińskiego.
Nasz raport zostanie oczywiście udostępniony opinii publicznej. Będzie to
dokument obiektywny, niepodporządkowany zewnętrznym naciskom.

Ile będzie wart raport Millera? Przecież rząd nie zapewnił sobie dostępu do
kluczowych dowodów…

– To fakt decydujący o tym, że strona rządowa skazała się na bezradność. Zarówno
rząd, jak i prokuratura biernie przyglądali się temu, jak są niszczone
podstawowe dowody w sprawie, takie jak wrak samolotu, miejsce katastrofy, czarne
skrzynki, zeznania kontrolerów lotu. Chciałbym przypomnieć, że ta kwestia jest
normowana przez polski kodeks postępowania karnego, który obliguje prokuraturę
do zabezpieczania dowodów, czego nie zrobiła. A rząd pana Tuska biernie się
przyglądał, jak Rosjanie niszczą te dowody. A wszystko dlatego, że najpierw
prokurator Parulski, a następnie minister Miller oddali je Rosjanom aż do
zakończenia postępowania sądowego, co przekracza zasadniczo unormowania
wynikające z konwencji z Chicago. To wszytko uniemożliwia rzetelne badanie
przyczyn katastrofy przez Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych. W
istocie dzisiaj jedyną drogą jest doprowadzenie do powołania komisji
międzynarodowej. Można to zrobić przez odwołanie się do obowiązującego prawa
unijnego (Rozporządzenie Parlamentu UE 996/2010), odwołanie się do ICAO lub
wsparcie naszych wysiłków powołania takiej komisji przez Kongres USA. Gdyby Tusk
naprawdę zmierzał do prawdy, to wciąż może to jeszcze zrobić.

Zespół składał różne wnioski do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie,
m.in. o udostępnienie danych z rejestratora szybkiego dostępu…

– Jeśli chodzi o rejestrator szybkiego dostępu jest on o tyle ważny, że zapisuje
pracę wszystkich mechanizmów samolotu, sytuując je w czasie i w przestrzeni. A
zapis ten jest dostępny najdalej w ciągu kilku godzin po jego wyjęciu z
samolotu. Do dziś prokuratura zapewnia nas, że ta skrzynka dotąd nie została
odczytana. Przez dziewięć miesięcy nie odczytano zapisu, który rutynowo jest
odczytywany w dwie godziny. To absurd.

Jakie mają Państwo plany na przyszły rok?
– Zespół wysłuchał już ponad dwadzieścia osób. Przed nami jeszcze co najmniej
drugie tyle wysłuchań. Wiele z nich miało zasadnicze znaczenie w naszych
ustaleniach. Przypomnę tylko niesłychanie istotne informacje przekazane przez
rodziny poległych, ujawniające, jak naprawdę wyglądała praca polskich
patomorfologów, prokuratury, a przede wszystkim pani minister Kopacz i pana
ministra Arabskiego. Wielką wagę miało wysłuchanie ministra Jacka Kotasa
pokazujące kulisy walki ministra Szczygły o bezpieczną flotę dla rządu. Relacje
ministrów Andrzeja Dudy i Jacka Sasina pokazały w zupełnie nowym świetle to, co
działo się na lotnisku Siewiernyj po katastrofie, a także to, co działo się
wówczas w Warszawie. Minister Duda mówił o realizowanym zamachu stanu. Trzeba o
tym pamiętać, oceniając ówczesną sytuację. Chcemy więc ustalić odpowiedzialność
prawną takich ludzi, jak: premier Donald Tusk, Tomasz Arabski, Bogdan Klich,
Jerzy Miller, Radosław Sikorski. Odpowiedzialność moralna i polityczna jest
oczywista. Ale przecież podejmowali oni decyzje, które miały zasadniczy wpływ na
przebieg wypadków. Dlatego ustalenie zakresu odpowiedzialności karnej, jaka na
nich spoczywa, będzie w najbliższym czasie jednym z głównych zadań naszego
zespołu.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj