„Raport” Millera bez statusu międzynarodowego
Z prof. Markiem Żyliczem, ekspertem z zakresu międzynarodowego prawa
lotniczego, wykładowcą w Wyższej Szkole Handlowej w Radomiu, rozmawia Anna
Ambroziak
Jaki tryb strona polska powinna zastosować w przypadku zaistnienia
fundamentalnych rozbieżności między treścią raportu rosyjskiego
Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego a uwagami naszych ekspertów?
– Teraz powinny nastąpić uzgodnienia między rządem polskim a rosyjskim. Po to,
by spowodować uzupełnienie badań MAK w tych częściach, w których Rosjanie ich
nie przeprowadzili, albo skorygować błędne wnioski. Powinny nastąpić rozmowy
między ekspertami polskimi a rosyjskimi.
Kto tych ekspertów wyznaczy?
– Powinny to zrobić rządy obu państw: Polski i Rosji. To oba rządy muszą
zdecydować, czy będą to eksperci na poziomie komisji rosyjskiej oraz polskiego
akredytowanego przedstawiciela czy też inni przedstawiciele naszego rządu. Po
zgłoszeniu uwag do projektu przez drugi rząd normalnie następują konsultacje.
Powinny one doprowadzić do skorygowania raportu lub jego uzupełnienia. Jedynie w
takim zakresie, w jakim nie byłoby możliwe przekonanie Rosjan do zmiany raportu,
ewentualnie do uzupełnienia badania, polski rząd dołączyłby do raportu konkretne
swoje uwagi i zastrzeżenia. Ale normalnie powinno nastąpić uzgodnienie.
Jakiego rodzaju uwagi mogą być przez nas kierowane?
– Uwagi zgłoszone przez nasz rząd mogą być dwojakiego rodzaju. Po pierwsze – że
czegoś brakuje w dochodzeniu, na przykład określonego dokumentu lub badania, po
drugie – że w projekcie zostały sformułowane błędne wnioski. Przykładem
pierwszej z uwag jest na przykład pominięcie przez Rosjan przesłuchania kogoś,
kto powinien zostać przesłuchany. Jeżeli w naszych uwagach pojawiło się tego
typu zastrzeżenie, strona polska ma prawo wnioskować o to, by badanie uzupełnić
o dodatkowe przesłuchanie takiego czy innego świadka. Zarówno jedne, jak i
drugie wnioski powinny być przedyskutowane pomiędzy przedstawicielami obu stron.
Chyba że Rosjanie od razu uwzględniliby nasze uwagi bez dyskusji. Ale to raczej
jest wątpliwe.
Czy istnieje regulacja prawna, która określałaby tryb przeprowadzanych
konsultacji?
– Niepotrzebne są żadne unormowania prawne poza aneksem 13 do konwencji z
Chicago. Jeżeli mówi się, że uzgodnienie powinno nastąpić, to czy my wyślemy
swoich ludzi, czy też będzie odwrotnie – oni wyślą swoich do nas, obie strony
powinny ustalić, w jakim trybie owo uzgadnianie stanowisk powinno się odbywać. A
w jakim trybie to się będzie działo, kogo rząd zechce wyznaczyć – o tym już
aneks 13 do konwencji chicagowskiej nie przesądza.
Czyli Rosjanie mogą wyznaczyć przewodniczącą MAK gen. Tatianę Anodinę lub jej
zastępcę gen. Aleksego Morozowa?
– Tak. Rząd polski może z kolei przewidzieć, że wyznaczy do tego albo
akredytowanego przedstawiciela, albo też innych przedstawicieli z komisji
ministra Jerzego Millera. Może też być i tak, że rozmowa będzie się toczyć na
szczeblu ministrów. Sądzę raczej, że do szczegółowych rozmów zostaną wyznaczeni
eksperci.
Strona rosyjska może nie uwzględnić naszych uwag?
– Oczywiście, może się tak zdarzyć, że Rosjanie w jakiejś części ich nie
uwzględnią. Wtedy strona polska dołączy nasze stanowisko do raportu MAK.
Konwencja chicagowska ustala, że albo Rosjanie zgodzą się na wprowadzenie do
raportu MAK zmian proponowanych przez Polskę, albo – jeżeli Polska nie zgodzi
się z ich raportem – stanowisko Polski będzie dołączone jako uzupełnienie
raportu.
Ta druga ewentualność oznacza zaistnienie sporu międzynarodowego?
– Nie. Doszłoby do niego wtedy, gdyby Polska zarzuciła Rosji, że złamała aneks
13 do konwencji chicagowskiej. Na przykład gdyby Rosjanie nie dołączyli naszych
uwag do ostatecznego raportu MAK. Na razie nie ma przesłanek, żeby taki spór
przewidywać.
Konwencja chicagowska pozwala na spisanie drugiego raportu?
– Komisja polska, której przewodniczy minister Miller, może napisać własny
raport, który jednak nie będzie miał statusu międzynarodowego. Taki status
będzie miał tylko raport przygotowany w trybie aneksu 13 do konwencji
chicagowskiej przez stronę rosyjską z ewentualnymi uzupełnieniami zgłoszonymi
przez Polskę. Strona rosyjska przygotowała projekt, który może ulec zmianom. Po
ich wprowadzeniu to nie będzie drugi raport, tylko ostateczny dokument MAK –
miejmy nadzieję uwzględniający w jak najszerszym zakresie uwagi strony polskiej.
Rosjanie muszą dołączyć do swego raportu nasze wnioski tylko w sprawach
nieuzgodnionych. Prawdopodobnie będzie to już nie te 150 stron, jakie Polska
zgłosiła.
Jakie jest Pana zdanie odnośnie do zaproszenia przez komisję polską ekspertów
z agencji europejskich odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w lotnictwie cywilnym?
Taką możliwość daje jedno z rozporządzeń Parlamentu Europejskiego sygnowane
przez jego przewodniczącego Jerzego Buzka.
– To prawda, nowo przyjęte przepisy pozwalają Polsce na przekazanie swojego
postępowania wyjaśniającego przyczyny wypadków lotniczych dowolnie wskazanemu
organowi do spraw badania zdarzeń lotniczych, także z udziałem unijnej agencji
EASA. Ten dokument wiąże tylko państwa członkowskie Unii Europejskiej, w tym
Polskę, nie jest natomiast wiążący dla Rosji, czyli w tym wypadku dla MAK.
Komisja, której przewodniczy minister Miller, może zabiegać o pomoc tych
ekspertów, mimo że uwagi do rosyjskiego raportu zostały już sporządzone?
– Oczywiście, mogłaby, gdyby zachodziła konieczność przeprowadzenia dodatkowych
badań. Mogłyby to być dodatkowe badania techniczne dotyczące na przykład nagrań
z rejestratorów. Badania te mogłyby zostać zlecone ekspertom agencji
międzynarodowych w przypadku zaistnienia pewnych wątpliwości z naszej strony co
do konkretnej kwestii. Z tego co wiem, strona polska już się o taką pomoc
zwracała do instytucji amerykańskich. Nie znam jednak szczegółów. Nie widziałem
wszystkich uwag, które zgłosiła strona polska, ale sądzę, że są one
wystarczająco jasne, by dokonać korekt raportu MAK bez uciekania się do pomocy
innych ekspertów.
Czy polska ustawa Prawo lotnicze z 2002 roku, na której opiera się praca
komisji Millera, precyzuje, skąd ci eksperci mają się wywodzić?
– Nie, mogą być oni dowolnie wybrani – jeśli oczywiście będą w ogóle potrzebni.
Kto decyduje o ich wyborze?
– Rząd albo sama komisja.
Kwestię tę reguluje konwencja z Chicago?
– Aneks 13 do konwencji z Chicago mówi, że możemy angażować ekspertów do pomocy
naszego akredytowanego przedstawiciela przy MAK. Przy czym nie jest powiedziane,
skąd oni mogą być. Ich wybór należy tu do naszego rządu. Tak samo konwencja nie
przesądza o terminie, w jakim nasz akredytowany ma być przy MAK. Moim zdaniem,
dopóki nie nastąpiło ostateczne sformułowanie raportu rosyjskiej komisji, tak
długo polski rząd ma prawo uczestniczyć w pracach rosyjskiej komisji poprzez
dotychczasowego akredytowanego przedstawiciela.
Premier Donald Tusk ogłosił, że raport MAK w sprawie katastrofy z 10 kwietnia
jest nie do przyjęcia…
– Rozumiem, że nie do przyjęcia w takiej postaci, i to jest prawda. To była
ocena nieprawnicza. Pod względem prawnym my nie możemy przyjąć lub nie przyjąć
raportu. Możemy tylko zgłosić uwagi do projektu raportu. Ostateczny dokument
sporządzą Rosjanie. Nasze uwagi, których nie uwzględnią, będą musiały zostać do
ich raportu dołączone. Cała ta dokumentacja zostanie wysłana do ICAO i
opublikowana.
To znaczy, że słowa Tuska nie wpłyną na procedowanie raportu MAK?
– Najwyżej mogą mieć one taki wpływ, że będą argumentem dla strony rosyjskiej,
że powinna zmienić raport.
Jakie regulacje prawne odnoszą się do kwestii odszkodowań, o które mogą
występować rodziny ofiar katastrof lotniczych?
– Tych regulacji jest bardzo wiele. Konkretne ich zastosowanie zależy od tego,
jak określi się status lotu, czy był to samolot używany w służbie cywilnej, czy
państwowej. Gdyby lot uznano za państwowy – nie stosuje się prawa
międzynarodowego, a jedynie prawo krajowe, czyli w Polsce kodeks cywilny.
Jak Pan ocenia medialną aktywność płk. Edmunda Klicha, a zwłaszcza wypowiedź
w jednym z wywiadów, że nie zajmuje się wyjaśnianiem katastrofy, a jest tylko
akredytowanym przy MAK? Jego kolejna uwaga dotyczyła tego, jakoby Polacy za
bardzo naciskali w trakcie przesłuchania mjr. Ryżenki: "Rosyjski kierownik lotów
[Wiktor Ryżenko – przyp. red.] nie miał ochoty być w krzyżowym ogniu pytań
zadawanych przez siedmiu ludzi. Prawie skończyło się zerwaniem wysłuchania.
Powtarzam – odczułem, że wojskowi eksperci stosują się do poleceń, które
otrzymali".
– Nie rozumiem tych słów. Nie będę komentował wypowiedzi pana Klicha.
Czy konwencja chicagowska obliguje komisję dochodzeniową – czyli w tym
wypadku MAK – do przeprowadzenia badań sekcyjnych ciał załogi?
– Konwencja chicagowska nie reguluje kwestii odnoszących się do przeprowadzania
sekcji. Te sprawy leżą w gestii prokuratorów, którzy dysponują aparaturą i
procedurami wyspecjalizowanymi w tej dziedzinie.
Komisja ma jednak za zadanie zbadać wszystkie okoliczności, które mogą
wyjaśnić przyczyny wypadku.
– Wyniki badań sekcyjnych mogą być wykorzystane przez komisję lotniczą. Jeżeli
więc miałoby to znaczenie dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy – na przykład
gdyby, teoretyzując, chodziło o zbadanie, czy pilot nie był podtruty – to może
zająć się tym komisja badająca przyczyny i okoliczności wypadku lotniczego. Ale
załącznik 13 konwencji chicagowskiej tego nie reguluje.
Dziękuję za rozmowę.
