Wiara uczonych
Czy wybitne osiągnięcia naukowe mogą iść w parze z głęboką wiarą i
religijnością? Jak wierzą ludzie uczeni? Czy to, że więcej wiedzą na temat
powstawania wszechświata, oznacza, że mniej wierzą? A może jest wprost
przeciwnie. Niektórzy chcieliby się pewnie dowiedzieć, co czuje naukowiec, kiedy
dociera do granic ludzkiego poznania. I wreszcie – nawiązując do słów Jana Pawła
II – czy wiara dodaje naukowcom skrzydeł, czy wręcz przeciwnie, godząc się z
tym, że istnieją rzeczy niewyjaśnione, przedwcześnie rezygnują z badań?
"Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku
kontemplacji prawdy" – pisał Jan Paweł II w encyklice "Fides et ratio". Na
przestrzeni wieków ludziom czasem wydawało się, że za pomocą tylko jednego z
tych skrzydeł – rozumu – uda im się poznać istotę bytu. Od epoki oświecenia
człowiek coraz mocniej zaczął zakładać, że wszystko można wytłumaczyć za pomocą
intelektu. Dzisiejsze zafascynowanie rozwojem techniki, która sprawia, że życie
staje się coraz wygodniejsze, może skłaniać do postawienia pytania, czy aby
współczesny świat nie próbuje na nowo przeciwstawić sobie nauki i wiary? A może
osiągnięcia współczesnej techniki mają pomóc wypełnić pustkę, jaka powstaje,
kiedy się nie wierzy? Wielu z nas zastanawia się, czy fizyk kwantowy badający
tajemnice powstania wszechświata znajduje dodatkowe dowody na istnienie Boga.
Nauka argumentem za wiarą
– Badania kosmosu w największej skali pokazują, gdzie są granice naszej
wiedzy uzyskiwanej drogą naukową – twierdzi prof. Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz,
kierownik Zakładu Fizyki Kwantowej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. –
Nie da się wszystkiego wyjaśnić w ramach nauki. W związku z tym pojawiają się
pewne nowe argumenty dotyczące rzeczywistości, w której centralne miejsce
zajmuje Bóg. Są to więc argumenty za tym, żeby w Niego wierzyć – podkreśla.
Nauka stosuje metodologię, która z góry zakłada, że nie zajmuje się niczym poza
naturą. Bada tylko relacje, które zachodzą w naturze. Podejście to określamy
mianem naturalizmu metodologicznego, który wyklucza z obszaru zainteresowań
wszystko to, co wychodzi poza badania empiryczne i dotyczy samej natury.
Wykluczenie to obejmuje rzeczywistość nadprzyrodzoną. Rodzi się zatem pytanie,
czy ta metodologia jest zawsze skuteczna, a jeśli tak, to gdzie są jej granice.
Zdaniem prof. Jacyny-Onyszkiewicza, właśnie w badaniach kosmologicznych, a
przede wszystkim w kosmologii kwantowej, istnieją takie granice, wobec których
metodologia naukowa jest bezradna. Tak jest między innymi w przypadku kwantowych
zjawisk bezprzyczynowych, tj. zjawisk, których przyczyn nie można i nie będzie
można nigdy w przyszłości określić metodą naukową. Do zjawisk takich zaliczamy
chociażby rozpad jąder pierwiastków promieniotwórczych. To dostarcza argumentów
za tym, że istnieje rzeczywistość, której nie obejmują badania naukowe. – A taka
obserwacja naprowadza na świat metafizyki, a nawet teologii – podkreśla prof.
Jacyna-Onyszkiewicz.
Świętość jak asymptota krzywej
– Na obecnym etapie badań naukowych w dziedzinie fizyki potrzebna jest
naprawdę duża wiara, aby być ateistą – tak na pytanie, czy osiągnięcia naukowe
mogą służyć jako argument przeciw wierze i religii, odpowiada z kolei prof.
Henryk Szydłowski, również fizyk. Jakie elementy w jego pracy naukowej
przybliżają go do Boga? W matematyce funkcjonuje pojęcie "asymptoty", prostej,
do której przybliża się pewna krzywa. Zdaniem naszego rozmówcy, na jej
przykładzie można pokazać, jak rośnie nasza wiedza, ale również to, jak może
wzrastać świętość człowieka. – To model, który uzasadnia fakt, że nawet święci
twierdzą, iż są wielkimi grzesznikami – mówi prof. Szydłowski. To taka wspólna
cecha świętości i nauki: dążenie i zbliżanie się do bezwzględnej wartości, która
jednak zawsze pozostaje bardziej lub mniej odległa. Profesor Szydłowski wskazuje
także na inne elementy wspólne dla wiary i nauki. Jego zdaniem, badania naukowe,
szczególnie z dziedziny fizyki, która obecnie właściwie dominuje w naukach
przyrodniczych i technice, zawsze przybliżają nas do prawdy. – W nauce nie można
kłamać – podkreśla profesor. Jeżeli oszukałoby się jakiekolwiek prawo fizyczne,
to świat byłby inny. Na uzasadnienie swoich słów przytacza przykład: – Gdyby
ktoś miał taką moc, aby zawiesić w działaniu jedno prawo fizyczne, jakim jest
prawo indukcji elektromagnetycznej, to cała nasza cywilizacja techniczna w
jednej chwili przestałaby istnieć. Bo po prostu nie byłoby ani prądu, ani
łączności – argumentuje prof. Szydłowski.
Nauka jako służba
– Praca naukowa jest rodzajem mojego powołania – twierdzi prof. Artur
Przelaskowski, pracownik naukowy Instytutu Radioelektroniki Politechniki
Warszawskiej, kierownik Pracowni Telemedycyny. – Moje wiara w Boga ukształtowała
się na długo przed tym, zanim postanowiłem, że będę naukowcem i pracownikiem
wyższej uczelni. Jestem chrześcijaninem, katolikiem. Ze spotkania kochającego
Boga rodzi się sposób życia oraz wiara w zbawienie. I w tym spotkaniu nauka może
tylko i wyłącznie pomóc – podkreśla. Praca naukowa pozwala prof.
Przelaskowskiemu na poznawanie oraz wynajdywanie skutecznych sposobów
rozwiązywania pojawiających się problemów, także w życiu codziennym. Pomaga mu
trafniej dostrzegać dobro. Dlatego uważa, że nauka udoskonala wiarę. – Każdy
poważny naukowiec widzi swoje ograniczenia, niedoskonałość teorii i narzędzi
oraz bezradność wobec tajemnic przyrody. Naukowiec, który ufa Bogu, szuka Go, by
przybliżyć się do Prawdy. Wiara z nauką wspaniale się uzupełniają – gdybym nie
wierzył, to byłbym gorszym naukowcem – ocenia. Profesor Przelaskowski prowadzi
badania, które mają na celu udoskonalanie obrazowej diagnostyki medycznej. Ma
zatem kontakt z lekarzami, a za ich pośrednictwem z ludzkimi dolegliwościami. –
Sens i użyteczność mojej pracy naukowej widzę w tym, że jest ona nakierowana na
pomoc człowiekowi w skrajnych sytuacjach. To mnie cieszy, napędza i motywuje do
dalszego rozwoju – wyznaje profesor.
Istota wiary
– Istota wiary to relacja osobowa: ja i Chrystus – podkreśla prof.
Jacyna-Onyszkiewicz. Opiera się ona na Objawieniu i zawierzeniu Jezusowi z
Nazaretu. Jak zauważa profesor, nauczanie Jezusa spotkało się ze sprzeciwem.
Powstał więc problem: jak wyrazić przesłanie Ewangelii, treść Objawienia, w
języku zrozumiałym dla śródziemnomorskich elit intelektualnych? Tym językiem
dysponowała filozofia grecka. I dlatego teologia chrześcijańska w dużej mierze
korzysta z terminologii zaczerpniętej właśnie z tej filozofii. – Ale to jest coś
drugorzędnego, co nie może zastąpić osobowej relacji z Bogiem, ponieważ
chrześcijaństwo nie jest doktryną ani teorią – podkreśla prof.
Jacyna-Onyszkiewicz. Wśród fizyków stosunkowo duży procent stanowią osoby
wierzące. Jako badacze przyrody konfrontują się z granicami poznania naukowego i
stają często przed tajemnicą. To wyczula człowieka na to, że istnieją sfery,
które mimo iż są niepoznawalne, stanowią fundament rozumienia rzeczywistości.
Teoria ewolucji i przyczynowość wsteczna
Przykładem przywoływanym często jako dowód konfliktu wiary i nauki jest
stworzenie człowieka. Na tej płaszczyźnie dochodzi do ostrych dyskusji między
zwolennikami teorii ewolucji a tymi, którzy dosłownie traktują opis tego
wydarzenia zawarty w Księdze Rodzaju. – Teologów i naukowców nie powinien
dzielić chiński mur – stwierdził przed dwoma laty przewodniczący Papieskiej Rady
ds. Kultury ks. kard. Gianfranco Ravasi, gdy dyskusja na ten temat przybrała na
sile. Kościół nigdy zresztą nie potępił teorii ewolucji Karola Darwina, lecz
jedynie "darwinizm ideologiczny", odmawiający roli stwórczej Bogu. Taką skrajnie
zideologizowaną interpretację teorii ewolucji reprezentuje znany i szeroko
promowany biolog i genetyk Richard Dawkins. W swoich książkach, takich jak
"Samolubny gen", starał się wyjaśnić w kategoriach czysto biologicznych nie
tylko rozwój organiczny, ale również ludzką wolę, świadomość, kulturę i zjawiska
społeczne. Doprowadziło go to do zaangażowania w tzw. antyteizm, to jest
niewiarę połączoną z przekonaniem o szkodliwości wierzeń religijnych i walką o
ich eliminację z życia ludzi. – Teoria ewolucji jest niewątpliwie potrzebna w
ramach metodologii naturalistycznej – uważa prof. Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz.
Jeżeli zakłada się, że nie istnieje nic poza przyrodą, musi się mieć jakąś
koncepcję wyjaśniającą powstanie biosfery na Ziemi oraz człowieka. Koncepcję,
która pozwoli to wytłumaczyć w ramach nauki. Ale czy jest to jedyne możliwe
rozwiązanie? Fizyka kwantowa pokazuje, że tak być nie musi. Że może istnieć
przyczynowość wsteczna. – Oznacza to, że uznaje się ewolucję biologiczną, której
dowodzą wykopaliska ze szczątkami dinozaurów, wymarłych zwierząt, obserwuje się
również gwiazdy czy galaktyki, które świecą od paru miliardów lat, ale to nie
znaczy, że taka była kolejność rzeczy, tzn. że w takiej kolejności powstawały –
mówi prof. Jacyna-Onyszkiewicz. – Fizyka kwantowa dopuszcza przyczynowość
wsteczną, tzn. że dany obiekt mógł mieć różne historie, zanim doszedł do danego
stanu. A to stwarza prawdopodobieństwo sytuacji, że dopiero gdy powstał ten
obiekt, to wtedy została wybrana jedna z możliwych historii – objaśnia fizyk.
Takie podejście daje więc możliwość naukowej reinterpretacji teorii ewolucji,
która – jako zjawisko – została i w dalszym ciągu jest lepiej czy gorzej
obserwowana przez biologów. Dlatego, zdaniem profesora, również z punktu
widzenia naukowego nie można traktować jej jak niepodważalny dogmat.
Bezradność lekcją pokory
Człowiek dokonał już tylu wspaniałych odkryć i ciągle dokonuje nowych.
Zdaniem naszych rozmówców, naukowiec, widząc niezgłębioną wspaniałość
wszechświata, odczuwa odwrotność pychy, czyli pokorę, ponieważ wie, że to go
przerasta. A od pokory niedaleka jest droga do religii, do wiary, do zawierzenia
Bogu. Zdaniem prof. Jacyny-Onyszkiewicza, są granice poznania naukowego, których
nie da się przekroczyć. – Ta część wszechświata, którą możemy obserwować,
praktycznie nie zmienia swoich rozmiarów w skali czasu istnienia ludzkości.
Wszechświat natomiast przyspiesza swoją ekspansję. Dlatego z upływem czasu
będziemy mogli badać coraz mniejszą część wszechświata. To też trzeba przyjąć z
pokorą, że istnieją granice ludzkiego poznania, choć jeszcze sto lat temu
wydawało się, że tak nie jest – dodaje naukowiec. Profesor Artur Przelaskowski
wskazuje, że ludzie nauki w swojej pracy natrafiają czasem na ekstremalnie
trudne problemy. Nie ma formalnych sposobów ich rozwiązania, wykorzystuje się
podejście heurystyczne. Ale tutaj może zadziałać tzw. pierwiastek Boży,
przejawiający się np. w ludzkiej intuicji. W jego opinii, wielu wybitnych
fizyków i matematyków właśnie tak dokonywało przełomowych odkryć uhonorowanych
niejednokrotnie Nagrodą Nobla. – Mieli niesamowite możliwości, ale z pokorą
patrzyli i odkrywali Bożą wszechmoc i swoją ograniczoność. Nauka uczy wielkiej
pokory, wiara podąża za prawdą – konstatuje profesor.
Bogusław Rąpała
