Kiedy cesarz siada na ołtarzu

Ksiądz biskup Józef Guzdek, biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej,
zostanie mianowany nowym ordynariuszem Wojska Polskiego – taką informację podała
wczoraj Telewizja Trwam. Czy jednak ta wiadomość ucieszy władze państwowe? –
trudno stwierdzić. Jak się okazuje, są one bardzo zainteresowane recenzowaniem
postanowień Stolicy Apostolskiej i wywieraniem nacisku na jej decyzje.

W dniu Święta Niepodległości, 11 listopada br., w warszawskiej bazylice Świętego
Krzyża ks. prałat Sławomir Żarski wygłosił piękne kazanie. Mówił o wolności,
patriotyzmie. Słowa administratora Ordynariatu Wojska Polskiego zgromadzeni w
świątyni wierni hojnie nagrodzili oklaskami. Jednak to, co pozytywnie poruszyło
lud, stanęło ością w gardle ekipie rządzącej. Nic dziwnego, że zaraz po Mszy
św., jeszcze w kościele, prezydent Bronisław Komorowski publicznie wykrzyczał
księdzu swoje niezadowolenie z treści homilii. Niedługo potem obecny przy całym
zdarzeniu minister obrony narodowej Bogdan Klich za treść kazania niezgodną z
jedynie słuszną linią władzy podjął decyzję o przeniesieniu księdza do "rezerwy
kadrowej". W międzyczasie przedstawiciele władzy zaproponowali nuncjuszowi
apostolskiemu w Polsce skreślenie ks. prałata Sławomira Żarskiego z listy
kandydatów na biskupa polowego Wojska Polskiego, na której ten zajmował znaczącą
pozycję. Choć ks. abp Celestino Migliore z propozycji nie skorzystał, wiadomo
już, że dotychczasowy administrator Ordynariatu Wojska Polskiego biskupem
polowym nie będzie, gdyż na jego kandydaturę nie zgodził się prezydent RP…
Wczoraj w Kielcach szef MON Bogdan Klich powiedział, że "w ciągu najbliższych
dni" decyzja Stolicy Apostolskiej dotycząca nowego biskupa polowego WP zostanie
podana do wiadomości publicznej. "Jeśli będzie taka, jak słyszałem, to osobiście
cieszę się z tej decyzji" – dodał minister. Nie wiadomo, co właściwie słyszał
minister, ale co będzie, jeśli się okaże, że ta nominacja nie ucieszy ekipy
rządzącej? Miejmy nadzieję, że nie będzie kolejnego przeniesienia do "rezerwy
kadrowej"…
Swoją drogą już samo przekonywanie, że nominacja biskupia powinna przede
wszystkim ucieszyć władze, musi wzbudzać nasz niepokój. Można przypuszczać, że
obecnemu prezydentowi RP marzą się biskupi, którzy zamiast prawdy głosić będą z
ambony pochwałę władzy. Ale to już przerabialiśmy. Wszak podobne marzenia mieli
ci, których historia nazywa "utrwalaczami władzy ludowej". Jeśli więc nawet
Bronisław Komorowski z komunizmu już wyszedł, to komunizm z Bronisława
Komorowskiego wyjść chyba jeszcze nie chce. Można powiedzieć, że historia kołem
się toczy, bo najwyraźniej znów doszliśmy do momentu, gdy – jak za
komunistycznego reżimu – władza świecka uzurpuje sobie prawo do decyzji
personalnych w Kościele katolickim i oczekuje, że postanowienia Kościoła powinny
satysfakcjonować przede wszystkim rządzących. Właśnie przeciw temu w 1953 r.
Prymas Tysiąclecia i biskupi polscy wystąpili z bezprecedensowym memoriałem, w
którym padły znamienne słowa: "Non possumus! Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara
składać nam nie wolno!". W pewnym sensie naprawdę historia kołem się toczy! Bo o
ile nie ma już Prymasa Wyszyńskiego, który by te słowa dziś z odwagą
wypowiedział, to pośród klakierów władzy – jak w 1953 r. – znów jest Tadeusz
Mazowiecki…
"Polityka to zadanie dla ludzi wielkich duchem, wielkich intelektem, wielkich
kulturą osobistą i wielkich charakterem" – mówił we wspomnianej na wstępie
homilii ks. prałat Sławomir Żarski. Postępowanie Bronisława Komorowskiego coraz
częściej dowodzi, iż brakuje mu każdej z wymienionych cech. Być może stąd to
oburzenie… Miał rację administrator Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, gdy
11 listopada br. w kościele Świętego Krzyża w Warszawie podkreślał, że "zadaniom
polityki są w stanie sprostać tylko ludzie wielkiej miłości do Ojczyzny, a nie
polityczni "klauni" z antykościelnymi kompleksami…", z którymi panu
Komorowskiemu być może bardziej jest "po drodze", gdy brak odwagi nie pozwala
spojrzeć prawdzie w oczy…

 

Sebastian Karczewski

drukuj