Jaruzelski to patriota, ale sowiecki
Z dr. Sławomirem Cenckiewiczem, historykiem i byłym szefem komisji
likwidacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych, rozmawia Maciej Walaszczyk
Bronisław Komorowski zaprosił Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady
Bezpieczeństwa Narodowego. Ma wraz z innymi byłymi prezydentami i premierami
doradzać obecnej głowie państwa w kwestii relacji polsko-rosyjskich przed wizytą
Miedwiediewa. Jak Pan odebrał te informacje?
– Ze smutkiem, bo po raz kolejny okazało się, że w polityce polskiej po 1990 r.
triumfuje zasada ciągłości prawno-ustrojowej z PRL. Niestety, tym razem uosabia
ją autorytet głowy państwa – Bronisław Komorowski, który kiedy jest mu to
wygodne, powołuje się chętnie na swoje antykomunistyczne tradycje z Nurtu
Niepodległościowego, ROPCiO, środowiska "Głosu" i "Solidarności".
Ale przecież cała tradycja niepodległościowa, do której tak często odwołuje
się Komorowski, była właśnie przez Jaruzelskiego czynnie zwalczana.
– Być może istotną rolę odgrywa tu znana już słabość prezydenta do środowiska
wojskowych z komunistyczną przeszłością. Pewnie dlatego Jaruzelski z
Dukaczewskim wspierali Komorowskiego podczas ostatnich wyborów. Warto pamiętać,
że na Jaruzelskim ciążą zarzuty sprawstwa kierowniczego w związku z masakrą
Grudnia ’70 oraz kierowania związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym w
związku z wprowadzeniem stanu wojennego. Zapraszanie Jaruzelskiego na
prezydenckie salony zawiera zatem również pewien wymiar nielojalności wobec
polskiego wymiaru sprawiedliwości, który w bólach stara się osądzić
komunistycznych zbrodniarzy za niezliczone przestępstwa.
To bardzo symboliczny gest. Jak Pan jako historyk zajmujący się dziejami PRL
go odczytuje?
– Jako kolejną próbę relatywizacji historii, zamazywania różnicy pomiędzy tym,
co bohaterskie, a tym, co zdradzieckie. Ale to szersze i ugruntowane już
zjawisko w "polityce historycznej" III RP. Przecież od lat żołnierz AK, NSZ i
PSZ jest traktowany z taką samą estymą jak "gwardzista" z AL, "wojskówki" KPP i
Dywizji Kościuszkowskiej LWP. Mamy pomniki krasnoarmiejców z 1920 r., siepaczy z
UPA i niemieckich "bohaterów" z obu wojen światowych, mamy też pomnik Berlinga,
"czterech śpiących", pomniki wdzięczności Armii Czerwonej i aleję "zasłużonych"
na wojskowych Powązkach, gdzie obok sowietników w rodzaju Dworakowskiego,
Korczyńskiego i Geberta leżą bohaterowie września 1939 r., powstańcy warszawscy
i ofiary komunistycznego terroru. "Dla każdego coś miłego", w zależności od
opcji!
Jak mocno Wojciech Jaruzelski, jako wojskowy, szef MON i wysoki rangą
dygnitarz PZPR, był związany z Sowietami? Znamy opinie, że w porównaniu z
Gomułką czy Gierkiem była to wyjątkowa rosyjska marionetka, której zależność od
Sowietów można stawiać na równi z Bierutem.
– Być może ze względu na moje aktualne obszary badawcze, które oscylują prawie
wyłącznie wokół zagadnień związanych z Ludowym Wojskiem Polskim, patrzę na
Jaruzelskiego głównie przez pryzmat jego kariery wojskowej, dopiero później
widzę w nim I sekretarza KC PZPR. A z moich badań wynika coraz jaśniej, że pasem
transmisyjnym wpływów sowieckich nad Wisłą od początku było wojsko. To
najbardziej podległy i lojalny wobec Sowietów sektor PRL, który po 13 grudnia
1981 r. opanował w dodatku główne segmenty państwa – od tajnych służb, poprzez
administrację, aż po politykę i finanse państwa. Dzięki temu przetrwał w stanie
nienaruszonym tzw. transformację ustrojową. Nadwerężyła go dopiero likwidacja
WSI. Jaruzelski uosabia zatem wszystkie cechy tej podległości i lojalności – od
szlaku bojowego u boku Sowietów, działalności agenturalnej dla Informacji
Wojskowej (a faktycznie "Smiersza"), walki z Kościołem, poprzez zarządzenie
gotowości bojowej i wyprowadzenie wojska w Grudniu ’70, aż po uwojskowienie
pogrążonej w kryzysie PZPR, wprowadzenie stanu wojennego i wojnę z
"Solidarnością". Trzeba przyznać, że po 1989 r. dość inteligentnie obudował tę
swoją życiową drogę, akcentując w zależności od sytuacji i towarzystwa, do
którego się zwracał – raz to sybiracką przeszłość, raz to fascynację endecją,
innym razem szacunek dla Jana Pawła II, Kuronia i Michnika oraz obronę Polski
przed inwazją sowiecką. Wielu dało się na to nabrać.
Jaruzelski ma na koncie masakrę robotników Wybrzeża w 1970 roku. Jak Pan
wspomniał, jest podsądnym w toczącym się od lat procesie w tej sprawie. Ciąży na
nim też odpowiedzialność za przygotowanie i wprowadzenie stanu wojennego. W tym,
jak wykazują dokumenty, prośby kierowane do marszałka Kulikowa o interwencję
zbrojną przeciw "Solidarności". Czy historia osądziła już gen. Jaruzelskiego?
– Wiele kart z życiorysu Jaruzelskiego jest wciąż do odkrycia. Wiem, że po
świetnej książce Lecha Kowalskiego o Jaruzelskim powstają następne prace. Za
szybko więc na końcowy osąd historii, choć jedno jest pewne – Wojciech
Jaruzelski to patriota Związku Sowieckiego. Zresztą często sam się tak
definiował. Kiedy jesienią 1981 r. został I sekretarzem KC PZPR, przysięgał
Moskwie bezwarunkową rozprawę z "Solidarnością", mówiąc: "Zrobię wszystko jako
komunista i żołnierz, Leonidzie Iljiczu, żeby sytuacja się poprawiła, żeby
doprowadzić do przełomu w kraju i naszej partii (…), walcząc o zdrowie sił
narodu, które zbłądziły i wstąpiły do 'Solidarności’. (…) Będziemy atakować
przeciwnika, i to naturalnie tak atakować, żeby to przyniosło rezultaty". Nic
dodać, nic ująć. Biedna Rzeczpospolita, która poprzez swojego prezydenta prosi
kogoś takiego o radę!
Dziękuję za rozmowę.
