Komu sekundują dziennikarze

Z Jackiem Chołoniewskim, właścicielem ośrodka badania opinii publicznej
Estymator, rozmawia Paulina Jarosińska

Jak ocenia Pan kampanię samorządową?
– Według mnie, można ocenić ją pozytywnie. Przede wszystkim zauważyłem aktywność
grup niezwiązanych z głównymi ośrodkami politycznymi, głównymi partiami. Są to
bardzo często środowiska, które naprawdę chcą coś zmienić w tych strukturach
lokalnych, które zajmują się konkretnymi sprawami, a przecież każda gmina,
powiat, województwo ma własne, odrębne ważne sprawy i problemy, które trzeba
rozwiązać. Odniosłem wrażenie, że pojawiły się konkrety w tej kampanii. Nie była
ona oczywiście jakoś specjalnie obecna w mediach, ponieważ media są drogim
środkiem przekazu i tylko największe i najbardziej wpływowe partie mają szanse
zwiększyć swoje poparcie tą drogą, ale zauważyłem większą niż cztery lata temu
liczbę chociażby ulotek prezentujących kandydatów czy nawet w lokalnej prasie
pojawiały się elementy kampanii. Przestrzenią również wykorzystaną okazał się
internet. To wszystko świadczy o tym, że powoli zmienia się świadomość i rośnie
zainteresowanie wyborami lokalnymi. W ich wypadku wyborca może mieć tylko jeden
dylemat więcej. Jeśli w wyborach parlamentarnych narzekamy na to, że jest za
mały wybór, to w wyborach samorządowych, pomimo także możliwości tylko jednego
głosu, zwiększa się liczba kandydatów, ponieważ oprócz partyjnych są również
lokalne komitety. W wyborach samorządowych łącznie kandyduje około 50 tysięcy
osób. Nie jest to często łatwy wybór, ale przecież demokracja to wymagający
ustrój. Wymaga w pewnych ważnych momentach odpowiedzialności obywatelskiej.
W przypadku dużych miast mieliśmy do czynienia z kandydowaniem na urząd
prezydenta ludzi ściśle związanych z polityką. Mało tego, tych, którzy już
pełnią jakieś urzędy, jak choćby posłowie, europosłowie, działacze partyjni.
– Brakuje w tej sferze pewnej konsekwencji. Jeśli ktoś zdobył zaufanie społeczne
i został wybrany na posła lub senatora, to powinien swoją kadencję do końca
pełnić. Niestety, cały czas mamy do czynienia z upartyjnianiem samorządów.

Jednak w wyborach samorządowych często nie decydują względy partyjne, ale
właśnie lokalne…

– Oczywiście. Wójt czy burmistrz ma jasno określone pole działania i zdarza się,
że niezależnie od tego, z jakiej jest partii i czy w ogóle jakąś reprezentuje,
to jeśli wypełnia dobrze swoją rolę, wyborcy łatwo są w stanie to zauważyć i
docenić. Dobrego gospodarza można poznać po tym, jak prezentuje się dane miasto
czy wieś. W pewnym sensie stanowi to o przewadze wyborów samorządowych nad
parlamentarnymi, ponieważ wyborcom łatwiej jest ocenić rządy prezydenta miasta
czy wójta niż partii, która ma większość w Sejmie. Jest to dużo bardziej
konkretne. Problemem jednak, jak zwykle, jest frekwencja.

Gdzie, według Pana, jest źródło niskiej frekwencji? Chodzi o to, że wybory
lokalne są – jak Pan już powiedział – mniej obecne w mediach, a to jednak one
dzisiaj decydują o tym, co najbardziej zainteresuje ludzi?

– Na pewno mniejszy szum medialny nie sprzyja zainteresowaniu lokalnymi
wyborami. Reklama to ogromnie wpływowe narzędzie i jeśli jest jej mniej, to na
pewno nie pomaga to nie tylko pojedynczym kandydatom, ale również frekwencji.
Oczywiście, mamy dzisiaj wolny wybór, nie ma przymusu głosowania i jeśli ponad
połowa społeczeństwa w ogóle nie idzie na głosowanie, to jest to bardzo ważny
sygnał dla polityków i rządzących.

Sondaże były po raz kolejny przychylne Platformie Obywatelskiej. Mimo że są
różne komitety lokalne – jak Pan zauważył – to bitwa o największe ośrodki, o
miasta toczyła się w wielu miejscach między dwoma największymi partiami, czyli
PO i PiS.

– Sytuacja jest o tyle ciekawa, że w wyniku katastrofy smoleńskiej cały czas
dokonuje się określanie Prawa i Sprawiedliwości, wewnątrz tej partii trwają
przetasowania, rozliczenia i jeszcze do końca nie wiadomo, jaki będzie
ostateczny wynik tego procesu. Poza tym media generalnie sprzyjają partii
rządzącej, a opozycja jest pod ostrzałem krytyki. Cokolwiek by nie zrobiła, robi
źle. Media cały czas aktywnie wspierają Platformę Obywatelską i nie pozostało to
także w tych wyborach bez wpływu na wynik. Nie mamy tu jednak do czynienia w
sensie ścisłym z walką partyjną, tak jak ma to miejsce w przypadku wyborów
parlamentarnych.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj