Zakładamy partię
rozmawia Eugeniusz Tuzow-Lubański
Czy wraz ze zmieniającymi się na Ukrainie ekipami rządowymi
zmienia się sposób traktowania Polaków?
– Niestety nie. Przykładem tego, że Polacy na Ukrainie są źle
traktowani, jest to, iż rozmawiamy teraz w nowym lokalu, który
Związek Polaków na Ukrainie (ZPU) musiał wynająć, gdyż z
poprzedniego, w którym pracowaliśmy prawie 20 lat, wyrzucono nas
wskutek nacisków władz dzielnicowych Kijowa. Administracja ukraińska
podniosła prawie trzydziestokrotnie czynsz za nasz lokal.
Opuściliśmy siedzibę przy ulicy Gogolewskiej 23 i – wykorzystując
wszystkie nasze oszczędności – wynajęliśmy inny lokal za mniejsze
pieniądze. Z prośbą o ratowanie naszej organizacji zwróciliśmy się
m.in. do Stowarzyszenia "Wspólnota Polska". ZPU zrzesza obecnie 95
organizacji polskich z różnych regionów Ukrainy i ma prawie 30 tys.
członków. Pozostawienie tak potężnej instytucji bez dachu nad głową
jest poważnym ciosem wymierzonym w Polaków na Ukrainie.
Tak horrendalny czynsz świadczy o tym, iż organizacje polskie w
Kijowie nie mogą korzystać z żadnych ulg finansowych?
– Kiedyś ukazało się rozporządzenie prezydenta Ukrainy, mówiące, że
organizacjom społecznym nieprowadzącym działalności biznesowej mogą
przysługiwać różne ulgi. Ale w ukraińskich realiach jesteśmy zdani
na łaskę lokalnych władz. A takiej dobrej woli ze strony władz
ukraińskich jeszcze nie spotkałem. Są tylko drobne wyjątki np. w
Odessie, gdzie władze miejskie dobrze traktują Polaków. Oddział ZPU
w Odessie płaci za swój lokal symboliczne pieniądze. Jest jeszcze
klika takich przychylnych Polakom miast, ale to wyjątki. W
pozostałych przypadkach władze lokalne próbują zarabiać na polskich
organizacjach, które są traktowane po prostu skandalicznie.
Nasuwa się pytanie, jak polskie władze podchodzą do Związku
Ukraińców w Polsce?
– Jeszcze na początku lat 90. ówczesny rząd premiera Tadeusza
Mazowieckiego przekazał wszystkim organizacjom mniejszości
narodowych, w tym i Związkowi Ukraińców w Polsce (ZUP), środki
finansowe, które pozwoliły wówczas zakupić lokale konieczne do
funkcjonowania organizacji. Wiem, że ZUP nabył za te pieniądze dobry
lokal w Warszawie. Polacy na Ukrainie w rozmowach z władzami obu
krajów nie wykorzystywali nawet tego faktu jako argumentu. Wtedy
byliśmy zbyt wyrozumiali, tłumacząc, iż Ukraina ma trudności
finansowe, że ma więcej mniejszości narodowych itd. Ale mijały lata,
a sytuacja Polaków na Ukrainie jedynie się pogarszała. Władze
ukraińskie latami deklarują, że trzeba wybudować dom, w którym
siedzibę znajdą organizacje wszystkich mniejszości narodowych, ale
to deklaracje bez pokrycia. W tym czasie wyrosło nowe pokolenie
obywateli ukraińskich żyjących w niepodległym państwie, ale
położenie Polaków nie zmieniło się.
Jakie dostrzega Pan drogi wyjścia z tej sytuacji? Może warto
zastosować zasadę symetrii i w podobny sposób traktować Ukraińców w
Polsce?
– Rozumiem to pytanie. Wcześniej, przez 10 lat twierdziłem, iż
żadnej symetrii w tej kwestii nie można stosować, bo każde państwo
ma swoje specyficzne warunki. Ale teraz, gdy Ukraina przez 20 lat
lekceważy mniejszość polską, zmieniłem stanowisko. Obecnie jestem
zwolennikiem stosowania prawa symetrii w relacjach
polsko-ukraińskich. To konieczność w sytuacji, gdy władze polskie
szanują prawa mniejszości narodowych i je finansują, a na Ukrainie
rządzący jedynie deklarują swoje dobre intencje, praktycznie nic nie
robiąc. Mówię o tym głośno, ponieważ tylko w taki sposób można
zmienić na lepsze położenie Polaków na Ukrainie.
Czy polskie władze zareagowały na problemy Związku Polaków
związane z koniecznością opuszczenia siedziby?
– O sprawie powiadomiłem Stowarzyszenie "Wspólnota Polska",
odpowiednie komisje w polskim Sejmie i Senacie, Ambasadę RP na
Ukrainie i Wydział Konsularny przy Ambasadzie RP w Kijowie. Na razie
nic mi nie wiadomo o reakcji władz polskich. Nie otrzymujemy żadnego
wsparcia od ukraińskiego komitetu ds. mniejszości narodowych i
religii. Przez długie lata funkcjonowaliśmy dzięki pomocy
Stowarzyszenia "Wspólnota Polska". ZPU nie jest organizacją
komercyjną i gdyby nie pomoc finansowa z Polski, nie bylibyśmy w
stanie działać. Przez cały okres niepodległości Ukrainy nie
widziałem żadnych oznak dobrej woli w stosunku do Polaków na
Ukrainie. Było mnóstwo deklaracji i obietnic, ale zawsze gorzej było
z ich realizacją.
Kilkanaście lat temu władze kijowskie wydzieliły działkę pod
budowę Domu Polskiego. Jaki finał znalazła ta inicjatywa?
– Prezydent Ukrainy Leonid Kuczma wydał rozporządzenie władzom
kijowskim o przydziale takiej działki na terenie miasta. Teren
został przydzielony. Skompletowaliśmy wszystkie niezbędne w tej
sprawie dokumenty. Ale na posiedzeniu Rady Miejskiej Kijowa podjęto
negatywną decyzję. Podobne historie z różnymi działkami dla
organizacji polskich kilkakrotnie się powtórzyły i zawsze były
torpedowane przez lokale władze. Na decyzjach w sprawie działek
można zarobić grube pieniądze, a dla ukraińskich radnych liczy się
tylko zysk. To samo powtórzyło się za rządów prezydenta Wiktora
Juszczenki. Gdy tylko objął urząd, zwróciliśmy się do niego z prośbą
o ziemię, gdyż liczyliśmy, że "pomarańczowa" władza będzie sprzyjać
Polakom. Ale teraz widzimy, jak bardzo się myliliśmy. Juszczenko tak
samo jak i jego poprzednik wydał rozporządzenie i tak samo władze
kijowskie je zignorowały. Teraz napisaliśmy w tej samej kwestii do
nowego prezydenta Wiktora Janukowycza. Ciekaw jestem, jak ta sprawa
się potoczy. Nie oczekuję zbyt wiele.
Może w obecnej sytuacji Polacy na Ukrainie powinni utworzyć
partię polityczną, aby walczyć o swoje prawa?
– Partię polityczną Polaków na Ukrainie należałoby założyć, ale broń
Boże, nie kosztem społecznych polskich organizacji! Na przykład
Związek Polaków na Ukrainie ma ponaddwudziestoletnią historię, którą
można się szczycić. Ale dzisiejsza sytuacja polityczna w kraju, a
także sytuacja w samym ZPU jednoznacznie przemawia za powołaniem
polskiej partii. Poczyniliśmy już pewne kroki w tym kierunku.
Jaki byłby profil tej partii?
– Jako członek grupy inicjatywnej mam nadzieję, że przyszła partia
Polaków na Ukrainie będzie ugrupowaniem o profilu
chrześcijańsko-demokratycznym, pomagającym Ukrainie w integracji z
chrześcijańską Europą. Ale głównym zadaniem tej partii będzie obrona
praw Polaków zamieszkałych na Ukrainie. Będziemy także dążyć do
liczniejszej reprezentacji Polaków w lokalnych i centralnych
organach władzy.
Być może należałoby zawalczyć o stałą kwotę dla Polaków i innych
mniejszości narodowych w parlamencie ukraińskim?
– Dwa miesiące temu prezes organizacji zrzeszającej wszystkie
mniejszości narodowe na Ukrainie i deputowany do parlamentu z
ramienia Bloku Julii Tymoszenko Oleksandr Feldman wystąpił z
inicjatywą w Radzie Najwyższej, aby organizacjom mniejszości
narodowych przydzielić taką stałą kwotę, ale parlament ukraiński
odrzucił propozycję większością głosów. To kolejne świadectwo
nastawienia władz Ukrainy do mniejszości narodowych. Dlatego bez
partii politycznej trudno będzie cokolwiek uczynić na korzyść
Polaków. Wiemy z własnego gorzkiego doświadczenia, iż władze
ukraińskie niczego nam nie przyniosą na talerzu. Musimy stać się
uczestnikiem sceny politycznej, gdyż w przeciwnym razie zostaniemy
zepchnięci na margines. Innej drogi nie ma.
Ilu Polaków żyje obecnie na Ukrainie? Czy według Pana, powszechny
spis ludności w kraju sprzed kilku lat był przeprowadzony
nieuczciwie, często nawet z łamaniem prawa, w atmosferze nacisków na
obywateli ukraińskich pochodzenia polskiego, aby nie przyznawali się
do swojej polskości?
– Obecne szacunki ludności polskiej na Ukrainie wynoszą 146 tys.
osób. Nie odpowiada to rzeczywistości, ponieważ Polaków i osób
polskiego pochodzenia jest od 1,5 do 2 milionów. Te szacunki są
ustalone nie tylko przez ZPU, ale i przez Kościół rzymskokatolicki.
Kościół jeszcze w 1995 r. liczył praktykujących katolików na
Ukrainie. Było ich wówczas 1,5 miliona. Według wstępnych badań
Stowarzyszenia Uczonych Polskich na Ukrainie, Polaków wśród
katolików obrządku łacińskiego jest ok. 90-92 proc., czyli ok. 1 mln
300 tysięcy. Dodając do tej liczby Polaków niepraktykujących, mamy
ok. 2 mln, a nie 146 tys., jak tego chcą władze ukraińskie.
Odrodzenie tożsamości polskiej na Ukrainie mocno ożywiła także Karta
Polaka.
Czy otrzymują Państwo sygnały o trudnościach związanych z
przyznaniem Karty Polaka niektórym obywatelom ukraińskim polskiego
pochodzenia?
– Tak, w tej kwestii mam pewne zastrzeżenia. Znam niejeden już
przykład, kiedy osoba, która zachowała nawet w strasznych czasach
sowieckie dokumenty o swoim polskim rodowodzie, w polskiej placówce
konsularnej nie dostaje Karty Polaka, bo słabo włada językiem
polskim. To dotyczy przede wszystkim osób polskiego pochodzenia w
starszym wieku. Tak nie powinno być. Ci ludzie najczęściej przez
całe życie czuli się Polakami i byli traktowani na Ukrainie jak
Polacy. I nagle grom z jasnego nieba – konsul polski na Ukrainie
twierdzi, że nie zasługują na Kartę Polaka i w ten sposób
kwestionuje polskość tych osób. Jaka to tragedia dla Polaków tak
długo czekających na Kartę Polaka, która jest pewnym
zadośćuczynieniem za Golgotę Wschodu – to także trzeba rozumieć.
Dziękuję za rozmowę.
