Ta świątynia ewangelizuje

Z ks. kard. Lluísem Martínezem Sistachem, arcybiskupem Barcelony, rozmawia
o. Marek Raczkiewicz CSsR

Jak zrodził się pomysł, aby Benedykt XVI osobiście konsekrował świątynię
Świętej Rodziny w Barcelonie?

– Budowa tej jedynej w swoim rodzaju z racji stylu i genialności świątyni trwa
już trzy wieki. Pomyślałem, że konsekracji powinien dokonać właśnie sam Papież,
ale dochodzi tu także jeszcze inny motyw. Kiedy pytano jej genialnego
architekta, Sługę Bożego Antonia Gaudiego, o to, kto zakończy budowę świątyni,
to odpowiadał, że św. Józef, ponieważ ta budowa była rozpoczęta i kontynuowana
przez Stowarzyszenie Czcicieli Świętego Józefa. Niejako spełni się więc
zapowiedź Gaudiego, ponieważ Papież, który dokona konsekracji świątyni, nazywa
się Józef Ratzinger. Ojciec Święty przyjął moje zaproszenie, za co jesteśmy
bardzo wdzięczni. Będzie to celebracja historyczna, jedyna w swoim rodzaju,
światowa. Rokrocznie odwiedza tę świątynię i podziwia ją wewnątrz i na zewnątrz
siedem milionów osób ze wszystkich kontynentów.

Każda papieska wizyta budzi oczekiwania, jakie są nadzieje Księdza Kardynała?
– Papież troszczy się o cały Kościół powszechny i ubogaci nas tą katolickością,
a także dynamizmem ewangelizacyjnym i misyjnym. Chciałbym, abyśmy dzięki
obecności Ojca Świętego i jego przesłaniu na nowo odkryli, że nasze życie
pochodzi od Boga i że On dał je nam, aby każdy mógł rozwinąć swoje własne
powołanie. Chciałbym, aby wzrosły autentyczne powołania do małżeństwa i do
kapłaństwa. Mam też nadzieję, że Papież podkreśli powołanie wiernych świeckich i
ich znaczenie w życiu publicznym.

Ojciec Święty przybywa do Hiszpanii w czasie, kiedy w tym kraju wchodzi w
życie nowa ustawa o aborcji, wskaźnik przyrostu naturalnego jest bardzo niski, a
rodziny usiłują przetrwać kryzys ekonomiczny, który zostawił ponad cztery
miliony bezrobotnych. Czego będzie – zdaniem Księdza Kardynała – dotyczyło
przesłanie Benedykta XVI?

– Sądzę, że przesłanie Papieża będzie polegało na ukazaniu pozytywów, jakie
Kościół ofiaruje małżeństwom, rodzinom, obronie życia od chwili poczęcia, światu
ekonomicznemu, pracowniczemu i finansowemu wraz z zasadami etycznymi, które
prezentuje nauka społeczna Kościoła. Ojca Świętego boli ta rzeczywistość, o
której jest mowa w pytaniu. Ufam, że jego słowa pomogą nam wszystkim wprowadzić
w życie to, co Kościół naucza i powtarza jako miłująca Matka.

Bardzo wymowna będzie wizyta Ojca Świętego w siedzibie dzieła dobroczynnego
Nen Deu (Dziecię Boże).

– Tak. Chodzi o fundację diecezjalną, którą zarządzają Siostry Franciszkanki
Najświętszych Serc, a która zajmuje się rodzinami z dziećmi z syndromem Downa i
innymi upośledzeniami. Papież odwiedzi ich w niedzielę po południu, aby docenić
ich ofiarną troskę i opiekę nad dziećmi. Będzie to też podkreślenie miłości Ojca
Świętego i całego Kościoła do każdego ludzkiego życia do momentu poczęcia aż do
naturalnej śmierci.

Co, zdaniem Księdza Kardynała, najbardziej przyciągnie uwagę Benedykta XVI
podczas konsekracji świątyni Świętej Rodziny?

– Papież Benedykt XVI, oprócz zwrócenia uwagi na piękno świątyni Świętej
Rodziny, odniesie się też do teologicznej koncepcji kościoła, którą miał Antonio
Gaudi. Ten genialny architekt znalazł inspirację w 47. rozdziale Księgi
Ezechiela i w 22. rozdziale Apokalipsy, tworząc świątynię Świętej Rodziny jako
niebieską Jerozolimę, nowe i święte miasto, które zstępuje z nieba. Uwagę Ojca
Świętego przyciągnie zapewne bogactwo symboliki biblijnej, liturgicznej i
katechetycznej, jaką zastosował Gaudi w swoim projekcie. Ponadto Papież zwróci
także uwagę na przykładne życie chrześcijańskie tego "Bożego architekta" – jak
sam nazywał siebie Gaudi, którego proces beatyfikacyjny jest w toku.

Geniusz Gaudiego przyciąga rzesze pielgrzymów i turystów. Czy to owocuje
także nawróceniami?

– Antonio Gaudi przyciąga rzeczywiście rzesze. Każdego roku odwiedza świątynię
ponad 3 miliony osób, a 4 miliony podziwia ją na zewnątrz. Dlaczego przychodzą?
Przyciąga ich harmonia, piękno, symbolika. Uważam, że ta świątynia ewangelizuje.
Gaudi chciał, aby wszystkie jego konstrukcje prowadziły ludzi do Boga. Sądzę, że
to mu się udało w świątyni Świętej Rodziny. Były przypadki nawróceń. Niektóre
znamy bardziej, inne mniej. Budowa świątyni stopniowo przemieniała przecież też
samego architekta, który w końcu poświęcił się jej całkowicie, odrzucając
propozycje nowych konstrukcji, jakie mu proponowano w Paryżu i w Nowym Jorku.

Przykładem nawróconego jest japoński rzeźbiarz Etsuro Soto, który podczas prac w
świątyni otrzymał dar wiary dla siebie i dla żony. Z pewnością było wiele
nawróceń, ponieważ wizyta w świątyni pomoga w refleksji nad stworzeniem i
zbawieniem jako dziełami Bożymi. Jak powiedział Benedykt XVI do artystów
zgromadzonych w Kaplicy Sykstyńskiej w listopadzie ubiegłego roku, piękno jest
drogą do transcendencji, do ostatniej tajemnicy, do Boga. Papież podkreślił
przyjaźń Kościoła ze światem sztuki, przyjaźń skonsolidowaną, ponieważ
chrześcijaństwo zawsze rozumiało wartość sztuki i użyło jej wielokształtnego
języka, aby przekazać przesłanie o zbawieniu.

Barcelona ma już swoją katedrę, swój kościół ekspiacyjny (Tibidabo) i inne
kościoły. Na czym polega wyjątkowość świątyni Świętej Rodziny?

– Jej wyjątkowość to oryginalność. Została zaprojektowana w 1883 roku. Jest
świątynią inną, nową, nie powtarza żadnego stylu. Jednak jej oryginalność polega
przede wszystkim na wspomnianym bogactwie symboliki, którą zaprojektował Gaudi,
owocu jego znajomości i szacunku dla Liturgii. Wszystkie treści liturgiczne,
biblijne i katechetyczne zostały przez niego głęboko przemyślane. Ta świątynia,
którą Ojciec Święty ogłosi bazyliką 7 listopada, jest też szczególna, ponieważ
odwiedza ją kilka milionów ludzi ze wszystkich kontynetów każdego roku. Wierzący
i niewierzący. Staje się przez to jakby "przedsionkiem pogan" dla wielu osób,
które jeszcze nie należą do Kościoła, ale symbolika i piękno tej wspaniałej
budowli zmusza je do myślenia.

Kiedy zostanie beatyfikowany Sługa Boży Antonio Gaudi?
– Proces beatyfikacyjny jest w toku i w tej chwili czekamy na cud za jego
wstawiennictwem. To otworzy drogę do tego, abyśmy mogli celebrować beatyfikację
Bożego architekta w świątyni, którą zaprojektował i sam rozpoczął jej budowę.
Będzie to wydarzenie wzruszające. Jednocześnie Gaudi stanie się wtedy pierwszym
beatyfikowanym architektem i dobrym przykładem dla dzisiejszych architektów i
artystów.

Wizyta Papieża będzie wielkim wydarzeniem dla Barcelony, ale też całej
Katolonii?

– Barcelona i Katalonia oczekują na Ojca Świętego z otwartymi ramionami. Ta
świątynia Gaudiego jest mocno zakorzeniona w sercach Barcelończyków, ale także
Katalończyków. Na Mszę św. w niedzielę, 7 listopada, przybędą delegacje ze
wszystkich diecezji katalońskich, a także z innych części Hiszpanii.
Rozprowadziliśmy ponad 100 tys. egzemplarzy siedmiu katechez przygotowujących do
wizyty Benedykta XVI: trzy o posłudze kościelnej Piotra i jego następców, dwie o
Gaudim i dwie o symbolice świątyni i znaczeniu jej poświęcenia Bogu.

Dziękuję za rozmowę.

Z ks. bp. Józefem Szamockim, toruńskim biskupem pomocniczym, rozmawia
Katarzyna Cegielska

We wrześniu br. Jego Eminencja odbył pielgrzymkę szlakiem Jakubowym do
Santiago de Compostela. Co było główną przyczyną tego, że akurat w tym roku
zdecydował się Ksiądz Biskup podjąć trud pielgrzymowania?

– Motywacją był właśnie Rok św. Jakuba. Pomyślałem, że to rzeczywiście wyjątkowa
okazja. Rok Jubileuszowy przypada wtedy, kiedy 25 lipca – czyli wspomnienie św.
Jakuba – wypada w niedzielę. Następny taki rok zostanie ogłoszony za 11 lat,
więc mogę już nie zdążyć. I to była główna przyczyna. A to pragnienie i
marzenie, żeby pójść do tego sanktuarium, było w moim sercu już od dawna, tylko
nigdy nie było na to czasu, a tym razem była pewna mobilizacja.

Jaka wyglądała trasa podróży?
– Dolecieliśmy do Madrytu, a potem pociągiem dojechaliśmy do stacji Sahagun
między Burgos a Leon. Do przejścia mieliśmy około 360 km do samego Compostela.
Szliśmy 12 dni. 6 września rano wyruszyliśmy na szlak, a 17 przybyliśmy do
sanktuarium.

W drodze z pewnością spotykał Ksiądz Biskup wielu ludzi…
– Spotykaliśmy ludzi z różnych kręgów kulturowych. Dużym zaskoczeniem była np.
wspólna wyprawa Polki z Koreanką. Okazało się, że Koreanka, katoliczka,
usłyszała o tej drodze w Korei. Wsiadła do samolotu, przyleciała do Paryża i
stamtąd przeszła cały szlak.
Poza tym spotykaliśmy wielu poszukujących. Był taki młody człowiek z Niemiec,
student filozofii z Lipska, nawet nieochrzczony, szukający na swojej drodze
czegoś, co byłoby inne od tego, co proponuje współczesny świat. Wprost
powiedział, że właśnie studiowanie filozofii skłoniło go do pójścia tym
szlakiem, bo może na nim znajdzie jakieś inne wartości, jakąś inną
rzeczywistość.

Co wyjątkowego jest w tej drodze, że tylu ludzi, nawet niewierzących,
decyduje się, by wyruszyć na tę pielgrzymkę?

– Chyba nostalgia, pragnienie dotknięcia Absolutu. Po drodze można było zobaczyć
ludzi, którzy siadali na trawie, uprawiali medytację. Byli też i tacy – wyraźnie
się to czuło – którzy szli z pobudek wyłącznie religijnych. To znaczy, kiedy
widzieli, że odprawiamy Mszę św. w plenerze, od razu do nas dołączali, prosili o
Komunię Świętą. Czasem nawet wyrażali żal, że po drodze nie zawsze mogli wejść
do kościoła i uczestniczyć w Eucharystii. Ludziom świeckim nie zawsze się to
udawało, bo albo przyszli za wcześnie, albo za późno, więc decydowali się iść
dalej, a na miejscu nie było już wieczornej Mszy Świętej.

Ksiądz Biskup pielgrzymuje też pieszo na Jasną Górę. Co różni te dwie
pielgrzymki?

– Widzę zdecydowane różnice między oboma szlakami. To są właściwie dwie tak
odmienne formy pielgrzymowania, że nawet trudno je porównywać. Wspólne jest
tylko to, że oboma szlakami się idzie. To jedyne podobieństwo. Pielgrzymka do
Częstochowy ma charakter zorganizowany, ma swój temat. To rekolekcje w drodze,
które się głosi, w których się uczestniczy. Czas jest zorganizowany dla całej
wspólnoty. Koniecznie trzeba iść obok siebie, słucha się tego, co wybrzmiewa z
głośników, modli się wspólnie. Natomiast pielgrzymka do Santiago de Compostela
jest jakby pójściem na pustelnię. Idzie się samemu, a nawet idąc w małych
grupkach – nas było sześcioro – bardzo rzadko wędruje się razem, gęsiego czy w
szeregu. Tu każdy idzie swoim rytmem; umawiamy się, że jeden na drugiego poczeka
po kilku godzinach czy w określonym miejscu. Poza jedną chwilą modlitwy
różańcowej, którą razem odmawialiśmy, każdy szedł zupełnie sam i mógł ofiarować
Panu Bogu swoje myśli, modlitwę medytacyjną. Mógł też, jeśli kogoś spotkał,
dołączyć do niego na chwilę i porozmawiać. A poza tym – czego nie ma na
pielgrzymce do Częstochowy – cały czas niesie się ze sobą cały ekwipunek. Tam
bagaż się oddaje, a tu on ciągle daje o sobie znać. To też jest zasadnicza
różnica.

Ojciec Święty Benedykt XVI udaje się z wizytą do Santiago de Compostela. Jan
Paweł II także dwukrotnie pielgrzymował do grobu św. Jakuba. Czego możemy się
spodziewać po pielgrzymce Benedykta XVI?

– Myślę, że Benedykt XVI – podobnie jak Jan Paweł II – będzie chciał mówić o
korzeniach Europy. To prawda, że udający się tam ludzie myślą o tym samym –
szukają swoich korzeni.
Można dziś zaobserwować swego rodzaju modę na szukanie swoich przodków – ludzie
jeżdżą do różnych parafii, sprawdzają swoje pochodzenie od strony matki, ojca…
Myślę, że ze szlakiem Jakubowym jest w pewnym sensie podobnie. Jest taki
popularny, bo ludzie – i to nie tylko z Europy, ale z całego świata –
przemierzają go, chcąc chyba te korzenie odnaleźć. Chociaż może od Kościoła
trochę odeszli, są mniej czy bardziej związani z Kościołem, chociaż tam, gdzie
mieszkają, są świątynie, to dopiero na szlaku włączają się w Mszę Świętą. Ten
młody Niemiec mówił, że dotąd był na zewnątrz, tylko się przyglądał, a teraz, na
szlaku, przyłączał się do naszych Eucharystii.
Ludzi ciągnie tam też podświadome szukanie korzeni, i na to – jak sądzę –
Benedykt XVI będzie zwracał uwagę. Ale też na fundamentalne podstawy wiary. I tu
muszę podkreślić, że samo sanktuarium, obsługa pielgrzymów były dla mnie dużym,
pozytywnym odkryciem. O ile na trasie można było zobaczyć puste albo zamknięte
kościoły, bo wkradł się tam laicyzm, o tyle sanktuarium św. Jakuba jest bardzo
zadbane. Są tam regularne Msze św., ludzie się spowiadają, uczestniczą w
nabożeństwach, modlą się. To miejsce modlitwy. I może też dlatego Benedykt XVI
przyjeżdża, aby to miejsce umocnić, wesprzeć jego promieniowanie…

Promieniowanie – no właśnie, rok jubileuszowy przebiega pod hasłem
"Pielgrzymując ku światłu"…

– Tak, bo Compostela, stelle, to są gwiazdy. I rzeczywiście tak jest, że jak się
wyrusza w trasę jeszcze w nocy, to na niebie bardzo mocno świeci gwiazda. I
idzie się w kierunku, który ona wskazuje swym światłem. Bo to pielgrzymowanie ma
to do siebie, że bardzo wcześnie się wstaje. Im wcześniej się wstaje, tym więcej
ujdzie się kilometrów, bo potem przychodzi upał. I nawet pierwsze dwie godziny
idzie się przy latarce, aż do brzasku poranka, wtedy łatwiej jest wędrować.

Wizyta Benedykta XVI w Santiago de Compostela na pewno sprawi, że
pielgrzymowanie do grobu św. Jakuba stanie się jeszcze bardziej popularne.

– Przypuszczam, że tak. Ksiądz Wojciech Miszewski, z którym teraz
pielgrzymowałem, przeszedł ten szlak także siedem lat temu. I mając w pamięci
tamto doświadczenie, mówił, że czasami może gdzieś noclegu nie znajdziemy, że
trzeba będzie pójść do następnego schroniska. Okazało się jednak, że obecnie
jest ich dużo więcej. Ponadto gdy chodzi o gastronomię, warunki również są
bardzo dobre. I w związku z tym rzeczywiście ten szlak stał się bardziej
uczęszczany i bardziej bezpieczny.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj