Rosjanie zatrzymali ministra
10 kwietnia kilka godzin na lotnisku w Smoleńsku czekał na możliwość
wylotu do Polski prezydencki minister Jacek Sasin. Rosjanie uzasadniali to tym,
że została zamknięta przestrzeń powietrzna po katastrofie polskiego Tu-154M, ale
na lotnisku lądowały rosyjskie maszyny. W tym czasie w Polsce miały miejsce
"fakty przejmowania władzy" przez marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.
Kilka godzin po katastrofie minister z Kancelarii Prezydenta Jacek Sasin chciał
jak najszybciej powrócić do Polski. Powodem były m.in. niepokojące telefony od
współpracowników z Polski, gdzie – jak sam określa – następowały wówczas "fakty
przejmowania władzy". Poprosił o pomoc ambasadora Józefa Bahra, który zapytał
go, czy na pewno chce wracać, ponieważ wieczorem do Smoleńska przylecą premier
Donald Tusk i prezes PiS Jarosław Kaczyński, i czy nie uważa, że powinien być
obecny.
– Odpowiedziałem, że zdecydowanie chcę wrócić, i żeby mi pomógł – relacjonuje
Sasin. Rozważano powrót przez Moskwę, ale ostatecznie zdecydowano się na powrót
rządowym Jakiem-40, który rano 10 kwietnia przywiózł dziennikarzy.
Ale okazało się to niemożliwe, ponieważ – jak poinformowali przedstawiciele
rosyjskich służb – przestrzeń lotnicza została zamknięta i wstrzymano wszystkie
loty. – Zdziwiło mnie to, bo w międzyczasie lądował rządowy samolot rosyjski –
mówi były prezydencki minister.
Rosjanie tłumaczyli, że lotnisko zamknięto, ponieważ kontrolerzy zostali
zatrzymani i należy czekać na nowych. Jednak gdy pojawili się ich zastępcy,
polski samolot nadal nie dostawał zgody na start. Sasin postanowił interweniować
w sztabie kryzysowym.
– Zaprowadzono mnie do sztabu, ale gdy przedstawiłem sprawę, to jego
przedstawiciele sprawiali wrażenie zdziwionych moją interwencją – mówi Sasin.
Rosjanie zasłaniali się tym, że zgodę może wydać tylko najwyższe dowództwo w
Moskwie. Prezydencki minister zwrócił się ponownie do ambasadora Bahra, aby ten
wystarał się o tę zgodę. – Prosiłem Bahra, żebyśmy mogli wystartować – tłumaczy.
Ostatecznie około 15.30, po dwóch godzinach oczekiwania, Jak otrzymał zgodę na
start.
O zamknięciu lotniska i granicy mówił też dowódca Jaka-40 Artur Wosztyl.
Rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa w rozmowie z
"Naszym Dziennikiem" zapewnia, że musi ten wątek sprawdzić w aktach
postępowania. Zaznacza, że w zakresie zainteresowania prokuratury są wszelkie
informacje związane z rosyjskimi procedurami lotniczymi.
Minister Sasin dotarł do kraju dopiero po godz. 17.00, gdzie już od wielu godzin
trwało przejmowanie władzy przez marszałka Bronisława Komorowskiego.
Były prezydencki minister nie chce spekulować, co było powodem tak długiego
przetrzymywania go na lotnisku. Czy było to spowodowane ogólnym "zamieszaniem i
bałaganem" po katastrofie, czy też było to zamierzone przez Rosjan? – Nie wiem
tego – stwierdza.
Pytany przez nas o powody zamknięcia przestrzeni lotniczej ekspert z zakresu
międzynarodowego prawa lotniczego prof. Marek Żylicz zaznacza, że "żadnego
takiego prawa nie ma", ale jeśli katastrofa nastąpiła na lotnisku, to ze
względów bezpieczeństwa wstrzymuje się ruch lotniczy. – Decyzja w zależności od
sytuacji – mówi.
Zamknięcie można też wiązać ze spodziewanym przylotem premiera Rosji Władimira
Putina, podczas przelotu którego zamykana jest w Rosji przestrzeń lotnicza. Ale
zjawił się on w Smoleńsku dopiero wieczorem.
Zenon Baranowski
