Nie fakty, ale niechęć i emocje przeważyły
Z Anną T. Pietraszek, reżyserem, dziennikarzem i byłym członkiem Rady
Etyki Mediów, rozmawia Paulina Jarosińska
Rada Etyki Mediów krytykuje "Nasz Dziennik" za artykuł, który nie istnieje…
– Moim zdaniem, zadziałały w tym przypadku emocje, to znaczy pani Magdalena
Bajer zasugerowała się tym, co ktoś jej mógł powiedzieć, i kierując się przede
wszystkim emocjami związanymi z niechęcią, postanowiła wystosować takie
oświadczenie. Jednak działanie pod wpływem emocji w dziennikarstwie, sytuacje, w
których właśnie emocje biorą górę nad faktami, jest bardzo nieprofesjonalne.
Jest wręcz amatorskie. Świadczy o wielkiej niechęci w stosunku do konkretnych
nadawców, bo gdyby takiej niechęci nie było, to rzetelność wzięłaby górę nad
emocjami.
Takie oświadczenie, w opinii prawników, może mieć bardzo dalekosiężne skutki,
ponieważ może budować fałszywe przekonanie, że "Nasz Dziennik" "produkuje"
nieprawdziwe informacje w ogóle, jeśli chodzi o katastrofę smoleńską…
– Oczywiście, że tak może być. Jest to typowe działanie na szkodę dobrego
imienia, a w tym wypadku – naruszenie wiarygodności konkretnego medium. Takie
działanie jest niedopuszczalne.
Z Rady Etyki Mediów wystąpili wczoraj Teresa Bochwic i Tomasz Bieszczad,
motywując swoje odejście przede wszystkim brakiem symetrii w linii oceny, jaką
kierowała się REM.
– Doświadczyłam tego samego. Oznacza to, że nic się przez ten czas nie zmieniło.
Swoją rezygnację złożyłam trzy lata temu. Pierwszym dużym przeżyciem było to, że
często się zdarzało, że REM wydawała oświadczenia, nie informując mnie jako jej
członka o tym, że podpisuje owe oświadczenia jako całość. W drobnych kwestiach
przymykałam na to oko, ale w sytuacji, gdy Rada zajęła się sprawą pani Szczuki i
Magdaleny Buczek, odmówiłam podpisania oświadczenia. Nie pojawiła się wówczas
żadna wzmianka o tym, że wstrzymałam się od głosu w tej kwestii. Swoje odejście
umotywowałam w 2007 roku głównie wyczerpaniem możliwości dalszego wypracowywania
wspólnego stanowiska w sprawie lustracji środowiska dziennikarskiego i nie
tylko. Moja postawa wobec tej niezwykle istotnej kwestii znacząco różniła się od
opinii pozostałych członków gremium. Prawdą jest, że pewne opcje miały podczas
mojej kadencji w Radzie priorytety i przywileje, a inne były traktowane
niezwykle surowo. Na pierwszym miejscu w bardzo krytycznym i nieobiektywnym
traktowaniu były media katolickie i Radio Maryja. Widać, że dziś jest tak samo,
że nic się nie zmieniło. Mało tego, Rada Etyki Mediów nie ma w zwyczaju
wychodzić z inicjatywą, nawet jeśli na rynku medialnym dochodzi do niepokojących
zjawisk. Czeka dopiero, aż jakieś środowisko, odbiorcy albo nadawcy zwrócą się z
prośbą o interwencję, i dopiero wówczas podejmuje kroki.
Można odnieść wrażenie, że Rada nie zajmuje się tym, czym powinna…
– Przekroczono wiele granic, paradoksalnie przekracza się normy etyczne. Odmawia
się prawa do głoszenia poglądów dziennikarzom katolickim, którzy ciągle są
cenzurowani, a chroni dziennikarzy z innych opcji.
Dziękuję za rozmowę.
