W tej sprawie będzie się liczyć dobra wola
Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Trybunału Stanu,
rozmawia Paulina Jarosińska
Mecenas Stefan Hambura zwrócił się do Komisji Europejskiej z
wnioskiem o wszczęcie postępowania w sprawie uchybienia dotyczącego
katastrofy smoleńskiej, a także o wezwanie Rzeczypospolitej Polskiej do
zaniechania tego uchybienia, powołując się na artykuł traktatu o
funkcjonowaniu UE mówiący o ochronie praw człowieka, w tym prawa do
rzetelnego procesu. Czy taki wniosek ma szanse na realizację?
– Bardzo dobrze się stało, że mecenas Hambura złożył takie pismo,
ponieważ należy wykorzystać wszystkie narzędzia prawne i formy nacisku
na instytucje i organy, które mogłyby mieć wpływ na to postępowanie.
Jednak prawo Unii Europejskiej jest tak skonstruowane, że tak naprawdę
wniosek, który jest zasadny według jednego przepisu, może już przestać
takim być wedle innego. Poza tym nie ma za granicą woli, aby śledztwem
smoleńskim się zajmować. Nie ma takiej woli zarówno na płaszczyźnie
instytucjonalnej, prawnej i politycznej, jak i na poziomie zwykłego
zainteresowania opinii publicznej. Mecenas Stefan Hambura powołuje się
na artykuł, który mówi o zagwarantowaniu podstawowych praw obywatelom
państw członkowskich, ale niestety Komisja Europejska zawsze może
powiedzieć, że przecież śledztwo dalej się toczy, nie ma końcowego
raportu komisji prowadzących je, Polska jest suwerennym krajem i Unia
Europejska nie może wtrącać się w śledztwa prowadzone przez suwerenne
kraje. Niezwykle istotną sprawą jest to, że nikt nie jest zainteresowany
wyjaśnieniem przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej. Cieszę się,
że taki wniosek się pojawił, ale przy takim, jak widzimy, nastawieniu
większości opinii publicznej nie widzę możliwości jego pozytywnego
rozpatrzenia i uaktywnienia organów unijnych w tej sprawie.
Jeśli KE rozpatrzyła ten wniosek pozytywnie, to jakie będzie mieć to
skutki dla osób odpowiedzialnych za uchybienia?
– Nawet jeśli rozpoczęłoby się takie postępowanie, to wyglądałoby ono
mniej więcej tak, jak w przypadku Romów we Francji – to znaczy
polegałoby głównie na apelowaniu do państwa i ewentualnie rządu
polskiego, ale żadnych sankcji by nie podjęto, ponieważ nikomu na tym
nie zależy. Wystarczy spojrzeć, jaką polskie służby i instytucje
odpowiedzialne za śledztwo przyjęły narrację, jak informują o stanie
śledztwa. Tylko nieliczna grupa obywateli i zdeterminowane rodziny ofiar
katastrofy smoleńskiej domagają się rzetelnych informacji i prawdy.
Mecenas Hambura reprezentuje właśnie bliskich ofiar tragedii, więc musi
wykorzystywać wszystkie możliwości prawne, aby wywierać nacisk. Jednak
nie jestem w tym względzie optymistką i na podstawie wniosków, jakie
można wyciągnąć, stwierdzam, że kwestia wyjaśnienia tajemniczych
przyczyn tej katastrofy nie jest, w pierwszej kolejności, w interesie
rządzących nami. Smutny jest też brak solidarności głów innych państw w
naleganiu na wyjaśnienie okoliczności tej katastrofy. Społeczeństwo,
niestety, również bezkrytycznie ulega wersji podawanej oficjalnie w
przeważającej liczbie mediów.
Jakie ścieżki na gruncie polskiego prawa można brać jeszcze pod
uwagę, jeśli chodzi o ewentualne pociągnięcie do odpowiedzialności osób,
które dopuściły do uchybień i oddania śledztwa w ręce Rosjan?
– Jest oczywiście, jeśli chodzi o odpowiedzialność najwyższych
urzędników w państwie, Trybunał Stanu, ale jak wiadomo, do tego trzeba
większości sejmowej, a obecnie jest to niemożliwe. Na gruncie ustaw
zwykłych jest prawo karne i prawo cywilne. Na gruncie prawa karnego
mecenas Hambura powołał się na art. 129 kodeksu karnego, mówiący o
przestępstwie na szkodę interesów państwa, czym byłoby oddanie śledztwa
innemu państwu, co bardzo istotnie naruszyło kwestię wiarygodności tego
śledztwa, a co za tym idzie – interes państwa polskiego. Jeśli chodzi o
prawo cywilne, to na jego podstawie można działać dopiero wtedy, jeśli
już po zakończeniu śledztwa określi się odpowiedzialnych za konkretne
uchybienia poszczególnych funkcjonariuszy publicznych, za działania na
szkodę obywateli. Pamiętajmy, że to wszystko zależy od tego, czy ktoś w
ogóle zostanie uznany za odpowiedzialnego. Natomiast na podstawie prawa
unijnego równie dobrze można kogoś obwinić, jak i odmówić, zależnie od
potrzeby politycznej, ścigania.
Dziękuję za rozmowę.
