Sztuka a miłość Ojczyzny
Pomnik upamiętniający ofiary tragedii smoleńskiej powinien być mocnym
symbolem i znakiem polskości, idei wolnej i niepodległej Ojczyzny, którą oni
reprezentowali. Monument ten winien poruszać serca i umysły Polaków. Czy są w
stanie tego dokonać kubistyczne bryły przełamanego kamiennego monolitu, które
otoczą groby ofiar tragicznego lotu na warszawskich Powązkach?
Po raz kolejny w Warszawie polskich patriotów ma upamiętnić pomnik realizowany w
stylu konstruktywizmu sowieckiego. "Sama koncepcja pomnika nie nawiązuje, wbrew
wielu interpretacjom, do lotniska ze strąconym samolotem. Chodziło mi raczej o
przełamanie bryły monolitu, czyli tej jednej struktury, która nagle w sposób
niekontrolowany i nieoczekiwany została przełamana i właśnie w jej środku są
nazwiska ofiar" – tak koncepcję pomnika opisuje jego autor Marek Moderau, który
zdaje się odwoływać do idei rozbijanej bryły monolitu mającej swoje źródło w
słynnym plakacie propagandowym Ela Lissitzky’ego "Czerwonym klinem uderz w
białych" z 1919 roku.
Pomniki konstruktywistyczne i socrealistyczne pojawiły się w Polsce razem z
Armią Czerwoną. W III Rzeczypospolitej już czas skończyć z budową monumentów o
podłożu ideologicznym, niszczącym duchowość Narodu Polskiego. Polska musi zerwać
z komunistyczną przeszłością także w sztuce. To właśnie polska sztuka, wyrosła z
chrześcijańskiej kultury europejskiej, powinna wspierać wolną, demokratyczną
Ojczyznę. Szczególnie ważne jest to w przypadku pomników monumentalnych, które
są wznoszone dla przyszłych pokoleń, mówią o nas i o ideałach, którym jesteśmy
wierni.
Pomnik-symbol, który godnie upamiętniłby ofiary katastrofy pod Smoleńskiem,
już… powstał, daleko od Polski, w Stanach Zjednoczonych, na cmentarzu
wojskowym przy klasztorze Ojców Paulinów w Doylestown, w miejscu zwanym
potocznie Amerykańską Częstochową. Pochowani są tam polscy żołnierze walczący o
Polskę na wszystkich frontach II wojny światowej. Na ziemi amerykańskiej, gdzie
znaleźli schronienie i rozpoczynali ciężkie emigracyjne życie, gdzie umierali z
marzeniem o wolnej Polsce. Nad ich grobami czuwa teraz wsparty na mieczu polski
husarz – "Mściciel", symbol Ojczyzny, zwycięstwa i zwiastun wolności. Klęczący
rycerz jest mścicielem, który w modlitwie nad żołnierskimi grobami zapewnia ich,
że krew, cierpienia i ofiara życia, jaką złożyli dla Ojczyzny, nie pójdą na
marne. Dominujący nad grobami rycerz stał się aniołem stróżem spoczywających w
grobach polskich żołnierzy. Rzeźba o statycznej kompozycji jest pełna
dostojeństwa i spokoju, inspiruje nas do kontemplacji jej formy. Idealne, niemal
surowe proporcje rzeźby nadają jej siły i dynamiki. Ostry, wyraźny kontur,
harmonijnie oplatający bryłę, zdecydowanie odcina się w przestrzeni wzgórza
otaczającego pomnik.
Na próżno szukać w polskiej rzeźbie monumentalnej dzieła sztuki o tak czystej
polskiej formie. Postać klęczącego rycerza trzymającego miecz albo hełm jest
wielokrotnie spotykana w ikonografii, ale rycerz ze skrzydłem husarskim to już
element czysto polski. Motyw skrzydła husarskiego, niestosowany dotychczas w
rzeźbie monumentalnej, spotkał się w Ameryce z tak dużym zainteresowaniem, że
ilustracja tej rzeźby znalazła się w prestiżowym albumie autorstwa profesora
Donalda Reynoldsa z nowojorskiego Columbia University pt. "Mistrzowie
amerykańskiej rzeźby".
Autorem "Mściciela" jest polski rzeźbiarz Andrzej Pityński, urodzony w Ulanowie
nad Sanem, w rodzinie o bogatych tradycjach patriotycznych i głęboko
zaangażowanej w walce o wolną Polskę. Pomnik został ufundowany w 1988 r. przez
Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej oraz Stowarzyszenie Polskich Kombatantów
z Nowego Jorku.
"Sztuka jest pewnego rodzaju orężem w walce, oddzielać sztuki od miłości
ojczyzny nie wolno" – te słowa Jana Matejki, którym były wierne pokolenia
polskich artystów, są nadal aktualne, a w obecnej sytuacji Polski nabierają
jeszcze większego znaczenia. O nich powinien pamiętać cały Naród. Przed polską
sztuką stoi wielkie zadanie. Czy nawiąże ona do wspaniałych tradycji
reprezentowanych przez Jana Matejkę, Artura Grottgera, Stanisława Wyspiańskiego,
Jacka Malczewskiego, czy też ulegnie łatwej w percepcji sztuce abstrakcyjnej?
Dr Witold Zych
Autor jest historykiem sztuki.
