MP: Sejm

Donald Tusk ogłosił, że w najbliższym czasie miejscem jego urzędowania
będzie gabinet w Sejmie przy ul. Wiejskiej, zamiast gabinetu w Kancelarii
Prezesa Rady Ministrów przy Alejach Ujazdowskich. Decyzja jest absolutnie
wyjątkowa, a sam pomysł kuriozalny. Premier uzasadniał go tym, że osobiście musi
przez kilka tygodni października pilnować w gmachu Sejmu, jak są uchwalane
rządowe projekty. To wygląda na sytuację zupełnie nadzwyczajną, jeżeli nawet nie
jest to wojna, to z pewnością wielkie manewry. Tak właśnie opuszcza swoją
kwaterę główną wódz naczelny wojska, gdy udaje się na pole bitwy albo właśnie na
manewry, i wówczas na dokumentach przy dacie podawany jest zwrot MP – "miejsce
postoju". Takim miejscem postoju premiera rządu RP ma być już wkrótce Sejm.
Donald Tusk powiedział: "Ta idea nie jest ekstrawagancją. Mamy do
przeprowadzenia kilkadziesiąt ustaw. Wolę być na miejscu i tłumaczyć, jak będzie
trzeba dyscyplinować, siedzieć razem z posłami, kiedy będzie moment podejmowania
decyzji".

Trudno sobie wyobrazić, aby kanclerz Niemiec opuściła swoją kancelarię i
przeniosła na jakiś czas urzędowanie do Bundestagu. Podobnie nikt nie słyszał,
aby premier rządu brytyjskiego opuścił siedzibę przy Downing Street i
przeprowadził się do parlamentu. W Stanach Zjednoczonych tego typu roszada
prezydenta z Białego Domu do Kongresu groziłaby ogromną awanturą polityczną, a
nawet oskarżeniem prezydenta o naruszanie amerykańskiej konstytucji, naruszanie
równowagi pomiędzy władzą wykonawczą a ustawodawczą oraz wywieranie
bezpośredniej presji na Kongres, co jest łamaniem demokracji. To jest Ameryka.
Tam nie tylko nie ma premiera Tuska, ale w ogóle nie ma premiera, bo Amerykanie
są oszczędni i uważają, że nie ma potrzeby mieć jednocześnie premiera i
prezydenta, by państwo sprawnie funkcjonowało.

W jakim celu Donald Tusk przenosi się do Sejmu? Na to pytanie odpowiedział sam.
Mianowicie jego obecność w gmachu polskiego parlamentu ma zapewnić sprawne i
szybkie przeforsowanie wszystkich projektów rządowych.

W praktyce oznacza to, że premier pragnie uniknąć zbytecznych, jego zdaniem,
debat i dyskusji. Sejm ma po prostu zaklepać wszystko to, co chciałby rząd. A
przecież samą istotą demokracji w ogóle, a demokracji parlamentarnej w
szczególności, jest właśnie dyskusja, czasami wnikliwa i dramatyczna aż do bólu.
Bo przecież dzięki dyskusjom i sprzecznym stanowiskom można osiągnąć to
najlepsze dla państwa i społeczeństwa rozwiązanie. Po to jest przecież Sejm. I
po to wreszcie na sali plenarnej Sejmu jest specjalna loża rządowa z miejscami
dla ministrów oraz premiera. Sam szef rządu często z tego miejsca korzystał, a
teraz okazuje się, że to jednak za mało! Sejm ma być nowym MP, jakby kwaterą
polową. Ale w tym wszystkim jest jeszcze jakby drugie dno. Bo gdyby od osobistej
obecności prezesa Rady Ministrów zależało tak wiele, to mógłby się przenieść
równie dobrze do Ministerstwa Zdrowia na ulicę Miodową, aby osobiście pilnować
resortu tak ważnego dla wszystkich obywateli. Równie dobrym MP dla premiera
byłoby Ministerstwo Finansów przy ul. Świętokrzyskiej. Ale nic nie wskazuje na
to, aby Donald Tusk chciał przenieść się pod wskazane adresy. Wręcz odwrotnie,
to ostatnie miejsca, gdzie chciałby urzędować, choćby przez jeden dzień.

Wydaje się, że gmach Sejmu jako MP premiera oznacza brak zaufania do marszałka
Sejmu. Bo przecież jest on gospodarzem tego gmachu. Tu nie ma miejsca na dwóch
gospodarzy. Dlaczego Tusk wprowadza się na Wiejską teraz, kiedy marszałkiem jest
Grzegorz Schetyna, a nie Bronisław Komorowski? Czyżby do tego pierwszego nie
miał zaufania, do swojego kumpla z piłkarskiego boiska? Czyżby w praktyce Tusk
chciał łączyć funkcje premiera i marszałka Sejmu? Jego logika rozumowania może
być jednak odwrócona, no bo przecież z tego samego powodu – aby projekty rządowe
były sprawnie uchwalane przez Sejm – to czyż jego marszałek, a więc Schetyna…
nie powinien przeprowadzić się do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów?

Jest jeszcze trzecie dno. Oto niewątpliwie Tuskowi zależy na jeszcze większym
poklasku mediów, jeszcze większej obecności w telewizjach, jeszcze
intensywniejszym PR. A dziennikarzy, mikrofonów, kamer TV jest oczywiście
znacznie więcej na Wiejskiej niż w Alejach Ujazdowskich. Tak jest – już za rok
odbędą się wybory parlamentarne, a za kilka miesięcy rozpocznie się kampania
wyborcza. Być może Donald Tusk uznał, że należy ją rozpocząć dużo wcześniej.
Jednak to może być polityczny falstart wynikający z "pesymizmu i strachu"
premiera, nikt bowiem tak jak on nie zna rzeczywistego, prawdziwego stanu
państwa oraz nastrojów społecznych. Oczywiście można manipulować odczytywaniem
skrótów, jak Donald Tusk uczynił ze skrótem PiS. Ale to obosieczny miecz, gdyż
skrót PO sam już trzy lata temu na łamach "Naszego Dziennika" rozszyfrowałem
jako Platforma Obietnic. Dzisiaj dodałbym jeszcze PO jak POpulizm, Platforma
Oportunistów, a nade wszystko Pijar Obowiązkowo.

Józef Szaniawski

drukuj