Krzyż wróci na miejsce, które wybrał Naród

Z prof. dr. hab. Stanisławem Mikołajczakiem z Instytutu Filologii Polskiej
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, jednym ze współzałożycieli
Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej w Smoleńsku,
rozmawia Paulina Jarosińska

Prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu może się wydawać, że usuwając krzyż z
miejsca, w którym postawili go harcerze, wygrał z krzyżem…

– Na sprawę należy spojrzeć z perspektywy światowej i europejskiej. Mamy obecnie
do czynienia z polską odmianą walki z krzyżem. Wpisuje się ona w całą walkę z
chrześcijaństwem, która toczy się na naszych oczach. To nieświadomy element
właśnie tego napięcia. Jeśli natomiast spojrzymy na sprawę tylko z naszego,
polskiego punktu widzenia, to krzyż smoleński jest problemem zastępczym wobec
godnego upamiętnienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wszystkich osób, które
leciały z nim na uroczystości katyńskie. Wszystko jest tak rozgrywane, żeby nie
mówić o tragicznie zmarłym prezydencie i całkowicie zablokować utrwalanie
pamięci o nim i jego niewątpliwych zasługach. Wtórną sprawą jest również w tym
miejscu zastępowanie tym tematem kwestii budżetowych i tak krytykowanych reform
rządu związanych z podnoszeniem podatków. Jeśli chodzi o sam krzyż smoleński, to
jeszcze dzień przed jego usunięciem byłem przekonany, że ten krzyż powinien w
odpowiednim czasie zostać przeniesiony czy to do kościoła św. Anny, czy też
powinien stać się krzyżem pielgrzymkowym. Jednak po wydarzeniach z 16 września
uważam, że skończy się to inaczej. Ten historyczny krzyż, który jest już częścią
naszej najnowszej historii, po upływie jakiegoś czasu znów stanie tam, gdzie
został postawiony w pierwszych dniach po katastrofie. On niczego nie przesłania
i przesłaniać nie będzie. W tej chwili jest to niemożliwe, ale gdy tylko zmieni
się władza w Polsce, krzyż smoleński wróci na miejsce, gdzie postawił go Naród.
Jestem coraz bardziej o tym przekonany.

Krzyż został przeniesiony bez jakichkolwiek konsultacji z rodzinami ofiar i
Kościołem, odseparowany od modlących się przy nim ludzi, którzy zresztą nie
przestali pod Pałac Prezydencki przychodzić z krzyżami. To standardy bliskie
demokracji?

– Przenoszenie tego wyjątkowego krzyża przy pomocy funkcjonariuszy Biura Ochrony
Rządu, bez asysty kapłana i nazywanie tego ceremonią jest dowodem na to, jak
władza traktuje społeczeństwo. Tutaj znowu dotykamy szerszego problemu obecności
krzyża w przestrzeni publicznej. Temu jednemu konkretnemu krzyżowi odmawia się
obecności w miejscu publicznym. W całej Polsce krzyże stoją w miejscach, które
Naród wybrał, upamiętniają ważne wydarzenia dla Polaków, a temu jednemu krzyżowi
nie przysługuje prawo obecności. On będzie stał, ale musi się zmienić ekipa.

Ciągle mamy do czynienia z walką o pamięć. Widać wyraźnie, że zdania w tej
materii są rozbieżne. Naród domaga się upamiętnienia wszystkich ofiar tragedii
na czele z prezydentem, a władza cały czas od tego ucieka czy wręcz przeszkadza
temu.

– Wszelkie formy zastępczego upamiętnienia są tylko namiastką. Przecież na
cmentarzach są pomniki nagrobne. Tutaj chodzi natomiast o pomnik, o godne
upamiętnienie w przestrzeni publicznej, a konkretniej w miejscu symbolicznym.
Ciągle zapomina się, że cała delegacja leciała do Katynia z oficjalną wizytą,
czyli w służbie Ojczyźnie. Oni zginęli jako reprezentanci Narodu, jako najwyżsi
przedstawiciele. Teraz nowi najwyżsi przedstawiciele odmawiają ludziom prawa do
godnego uczczenia ich pamięci.

Panie Profesorze, w czym należy upatrywać źródeł takich działań ośrodka
prezydenckiego?

– To są bardzo płytkie i czysto partyjne przyczyny. Celem jest walka polityczna
z szeroko pojętym obozem Prawa i Sprawiedliwości. Zwróćmy uwagę również na
zasadnicze różnice w uprawianiu polityki, m.in. zagranicznej, pomiędzy obecnym
prezydentem a śp. Lechem Kaczyńskim. Nowa ekipa ma zupełnie inną wizję Polski.
Nasz kraj powoli dostosowuje się do interesów mocarstw nie na zasadzie partnera,
ale klienta. Nie ma ciągłości, jest cel zamazania zasług i braku kontynuacji.
Brak upamiętnienia się z tym ściśle wiąże.

Jak Pan odbiera sam pomysł przetransportowania krzyża do Smoleńska? Część
rodzin ofiar nie zgadza się z tym postulatem, mało tego, o apelu z takim
pomysłem dowiedziała się z mediów…

– To budzi we mnie skojarzenia z czasami komunistycznymi. Ówczesne władze w
czasie stanu wojennego zmuszały do masowej emigracji polską elitę
solidarnościową. Teraz zmusza się do emigracji krzyż, który jest zwornikiem
myślenia patriotycznego. Fakt, że część rodzin w ogóle o tym nie wiedziała,
świadczy o chęci obecnej ekipy do utrwalania podziału rodzin i ciągłego
konfrontowania ich ze sobą. Pejoratywne i funkcjonujące w obiegu określenie
niektórych rodzin jako "pisowskie" jeszcze bardziej ma eskalować podział wśród
bliskich wszystkich 96 ofiar tragedii.

Wracając do kwestii godnego upamiętnienia: jak Pan widzi teraz prace
Komitetu? Czy jest możliwe obecnie wybudowanie w bliskiej odległości od Pałacu
Prezydenckiego pomnika ofiar?

– My możemy teraz tylko przekonywać opinię publiczną. Trzeba robić swoje. Możemy
przygotowywać rozpisanie międzynarodowego konkursu na pomnik blisko Pałacu.
Powtórzę: to miejsce wybrał Naród. W tym miejscu, gdzie stał krzyż, po prostu
musi być wmurowana w chodnik płyta pamiątkowa. Będzie to jednak możliwe tylko w
przypadku zmiany ekipy rządzącej w Pałacu Namiestnikowskim. Wówczas wróci
również w to historyczne miejsce krzyż smoleński. Niczego nie będzie zasłaniał
ani przesłaniał, będzie upamiętniał piękną postawę Polaków w dniach po
smoleńskiej tragedii.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj