Szansa na duchową odnowę Wysp
Z prof. Johnem Zmirakiem, z Uniwersytetu w Yale, komentatorem życia
Kościoła w Wielkiej Brytanii, rozmawia Łukasz Sianożęcki
Rozpoczyna się wizyta Ojca Świętego Benedykta XVI w Wielkiej Brytanii. Jakie
słowa – według Pana – Papież powinien skierować do tak specyficznego
społeczeństwa, z jakim mamy do czynienia na Wyspach?
– Jestem głęboko przekonany, iż Ojciec Święty dokładnie wie, co powinien
powiedzieć. Mam nadzieję, że w tym mieści się także wspomnienie wszystkich
katolickich męczenników, którzy oddali życie w obronie wiary na Wyspach. Mam
nadzieję, że Papież zdecyduje się także na to, aby wyrazić słowa krytyki wobec
Kościoła anglikańskiego. Nie chodzi mi tu wszakże o tę część tej wspólnoty,
która postanowiła przywrócić swoją łączność z Watykanem, ale o najwyższe władze
anglikanów. Ich rządy bowiem doprowadziły do rozpadu wspólnoty na coraz mniejsze
grupki, bardziej przypominające sekty niż rzeczywisty Kościół. Doprowadziła do
tego przede wszystkim zachłanność i skorumpowanie anglikańskich biskupów. To
właśnie oni są głównymi odpowiedzialnymi za rozkład prawdziwej wiary w
Zjednoczonym Królestwie. Potrzebna jest więc i krytyka, ale z drugiej strony –
jak już wspomniałem – przypomnienie brytyjskich świętych i zachęta do wiary.
Jakie społeczności w Wielkiej Brytanii najbardziej pozytywnie reagują na
wizytę Głowy Kościoła? Na jaki grunt trafią słowa Papieża?
– Zastanawiam się, czy najbardziej uważną grupą przyjmującą przybywającego Ojca
Świętego będą rodowici Anglicy. Wydaje mi się nawet, że nie będą to także
katolicy irlandzkiego pochodzenia, choć oni z całą pewnością będą stanowić spory
procent pielgrzymów. Wiele wskazuje na to, że tymi najbardziej zasłuchanymi w
słowa Papieża będą Polacy, którzy w ostatnich latach licznie osiedlili się na
Wyspach. To przecież oni sprawiają, że temat wiary jeszcze się pojawia wśród
mieszkańców Wielkiej Brytanii. To oni co niedziela zapełniają liczne jeszcze
kościoły. To oni tworzą żywy Kościół w tym kraju.
Ale chyba nie do Polaków udaje się Benedykt XVI. Jako miejsce pielgrzymki
wybrano Wielką Brytanię, Londyn. Dlaczego?
– Odejście Anglii od wiary katolickiej, a także jej późniejsza dominacja w
kulturze zachodniej, były jedną z największych klęsk Kościoła od czasu porażki
jezuitów w Chinach. Kultura anglo-amerykańska wciąż nadaje ton całemu Zachodowi
i wydaje się, że potrwa to jeszcze jakiś czas. Kultura ta była do tej pory jakby
głównym wskaźnikiem walki Kościoła z modernizmem i postmodernizmem. Obecnie
jednak sama jest coraz bardziej zatruwana przez te niebezpieczne zjawiska. W
konsekwencji sprowadzają się one do jednoznacznego zwalczania Kościoła,
niszczenia moralności i wywracania do góry nogami porządku cywilizacji
chrześcijańskiej. Dlatego tak ważne jest, aby katolicy na Wyspach powstali i
jednogłośnie wyrazili swój sprzeciw dla narastającej wobec nich wrogości. Myślę,
że wizyta Papieża ma na celu wzbudzić w nich tego ducha.
Pojawiają się jednak głosy, że Zjednoczone Królestwo jest już całkowicie
zeświecczone. Wobec tego wizyta Papieża nie zrobi na nikim wielkiego wrażenia i
wspomnianego przez Pana „ducha” nie da się w Brytyjczykach wskrzesić. Co Pan
sądzi o takim stawianiu sprawy?
– Jako anglofil irlandzkiego pochodzenia mam głęboką nadzieję na przetrwanie
żywego katolicyzmu w kulturze Anglii. Do tego jest potrzebne wskrzeszenie
tradycyjnych form liturgii i być może szerszy powrót anglikanów do łączności ze
Stolicą Apostolską. Potrzebne są także liczne prywatne inicjatywy we wszystkich
dziedzinach życia społecznego. Inicjatywy, które będą przede wszystkim
niezależne od coraz bardziej antychrześcijańskiego, antyzachodniego i
proislamskiego rządu. Wówczas jest nadzieja na odnowę.
Dziękuję za rozmowę.
