Neoimperialne ambicje Rosji

Wydarzenia ostatnich miesięcy w zakresie relacji polsko-rosyjskich oraz
stojąca za nimi rządowa koncepcja polityki zagranicznej wobec Federacji
Rosyjskiej wymagają nie tylko krytycznej analizy, ale również przypomnienia
fundamentów, na których opiera się rosyjska wizja stosunków z naszym krajem.

Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich, którego prawnym sukcesorem jest
Federacja Rosyjska, zaczął liczyć się na arenie międzynarodowej w trakcie II
wojny światowej. Wcześniej państwo to, osłabione wojną domową i wewnętrznym
terrorem totalitarnym, było traktowane jako euroazjatycki parias. Z ulgą
przyjęto powstrzymanie marszu Armii Czerwonej na zachód Europy w 1920 r. i
przymusową koncentrację przywódców bolszewickich na wewnętrznych problemach
"ojczyzny proletariatu". Zmiana w postrzeganiu komunistycznej Rosji dokonała się
dopiero w wyniku wydarzeń II wojny światowej. ZSRS, przez atak niemiecki
wepchnięty w objęcia Zachodu, odegrał zasadniczą rolę w zwycięstwie nad III
Rzeszą. Dało mu to zyski polityczne – wyłączną strefę wpływów w Europie
Środkowo-Wschodniej i status jednego z dwóch globalnych supermocarstw,
podbudowane założeniami "alianckiego schematu historii" (Norman Davies), w
którym zwycięzcy II wojny światowej, reprezentujący siły dobra w walce z
demonicznym wrogiem, dysponują racją moralną i mają prawo decydować o
konstrukcji powojennego świata.

KGB już nie takie straszne

Trudno się dziwić, że tego rodzaju spojrzenie na historię XX w., świadomie
podtrzymywane w zmodernizowanej formie przez aktualną politykę historyczną
Kremla, jest ciągle żywe w społeczeństwie rosyjskim. Więcej – zwycięstwo nad III
Rzeszą (funkcjonujące już na poziomie mitu) jest jednym z najważniejszych
elementów budujących tożsamość narodową współczesnego społeczeństwa rosyjskiego,
kształtując jednocześnie aprobatę dla neoimperialnych dążeń Moskwy jawiących się
jako całkowicie usprawiedliwione, podczas gdy przeciwstawianie się im może być
piętnowane jako wyraz niewdzięczności i zapomnienia o wkładzie Rosjan w wolność
Europy.
Ważny dla relacji polsko-rosyjskich jest również fakt, że polityczno-gospodarcza
elita Federacji Rosyjskiej w dużej mierze wywodzi się ze środowiska służb
specjalnych ZSRS. Najlepszym tego przykładem jest postać obecnego premiera Rosji
Władimira Putina, który był funkcjonariuszem KGB. W Rosji trwa proces odbudowy
dobrego imienia służb, których nazwy brzmią złowrogo nie tylko dla każdego chyba
Polaka, lecz również dla sporej części społeczeństwa rosyjskiego. Wykorzystując
nowoczesne środki przekazu, tworzony jest jednak pozytywny wizerunek
NKWD-dzistów czy KGB-owców, podkreśla się ich zasługi dla sprawnego
funkcjonowania państwa, a krytyka sposobu działania służb specjalnych traktowana
jest wręcz jako osobista obraza premiera Putina. Doświadczył tego polski rząd,
kiedy po wypowiedzi Pawła Grasia o udziale funkcjonariuszy OMON w kradzieży kart
kredytowych jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej natychmiast nastąpiło
gwałtowne ochłodzenie w rzekomo serdecznych stosunkach polsko-rosyjskich, a
rzecznik polskiego rządu wyrażał w języku rosyjskim skruchę z powodu swojej
pomyłki.

Rosyjski realizm i polskie pustosłowie

Dążenie do odbudowy wpływów rosyjskich, zwłaszcza w państwach wchodzących
niegdyś w skład ZSRS, jest widoczne od kilku lat. W ostatnich miesiącach
realizacja tej polityki, określanej mianem "neoimperialnej", uległa jednak
wyraźnemu przyspieszeniu i trudno nie wiązać tego faktu ze śmiercią Lecha
Kaczyńskiego, który czynnie przeciwstawiał się dążeniom władz rosyjskich.
Niechęć do wizji polityki wschodniej zmarłego prezydenta, tak dobitnie
podkreślana przez prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej, z pewnością
nie uszła uwagi obserwatorów rosyjskich i musiała prowadzić do wniosku, że ze
strony tej siły politycznej nie należy spodziewać się jakichkolwiek utrudnień.
Konkluzja ta nabrała jeszcze większego znaczenia po zmonopolizowaniu całej
władzy wykonawczej w Polsce przez rzeczoną partię. Trudno nie dostrzec tak
ewidentnych sukcesów Rosji w realizacji polityki neoimperialistycznej, jak
utrzymywanie się faktycznej niezależności Osetii Południowej od Gruzji czy
przedłużenie kontroli rosyjskiej nad Półwyspem Krymskim do 2047 roku. Należy
jednak zauważyć, że newralgiczną dziś metodą budowania wpływów jest gra
surowcami naturalnymi – kontrola ich dystrybucji i możliwości, jakie daje
praktyczny monopol Rosji w tej dziedzinie w odniesieniu do niemal całej Europy.
Straszenie możliwością "zakręcenia kurka" gazowego zimą wielokrotnie przyczyniło
się w ostatnich latach do przymusowego ocieplenia stosunków państw dawnego ZSRS
z Rosją. Lekceważenie przez rząd polski (a także obecnego prezydenta RP w
kampanii wyborczej) potencjalnych możliwości gazowego uniezależnienia się od
Rosji jest karygodnym zaniedbaniem w dziedzinie bezpieczeństwa państwa. Warto w
tym kontekście zwrócić uwagę również na fakt, że 9 kwietnia br., dwa dni po
spotkaniu premierów Polski i Rosji w Katyniu, przedstawianego wówczas jako
niezwykle przyjazne, dokonano oficjalnego otwarcia budowy Gazociągu Północnego
omijającego Polskę, a więc znacznie zmniejszającego bezpieczeństwo dostaw
rosyjskiego gazu do naszego kraju. Bez Nord Stream, odcinając Polskę od dostaw
gazu, władze Federacji Rosyjskiej jednocześnie musiałyby wstrzymać jego przesył
do krajów Europy Zachodniej.
Ten ostatni przykład doskonale obrazuje różnicę pomiędzy sposobami uprawiania
polityki zagranicznej przez rządy Polski i Rosji. PR-owy styl Donalda Tuska,
sprawdzający się jak dotąd doskonale i akceptowany przez sporą część
społeczeństwa polskiego w odniesieniu do kwestii wewnętrznych, ukazał swoją
zerową wartość dla rozwiązania konkretnych problemów w stosunkach
międzypaństwowych. Twardy realizm rosyjski bez trudu wygrał z polskim
pustosłowiem, za którym nie stała realna siła i konkretne argumenty. Wykonawszy
PR-owy rytuał (przemówienie w Katyniu), władze Rosji przeszły do realnych czynów
(budowa Gazociągu Północnego). Tymczasem sternicy Rzeczypospolitej zatrzymali
się na etapie wizerunkowym, nie podejmując próby przeciwstawienia się
przedsięwzięciu groźnemu dla bezpieczeństwa Polski. Wydarzenia, które nastąpiły
niebawem, z jeszcze większą wyrazistością ukazały rządową koncepcję (a właściwie
jej brak) uprawiania polityki zagranicznej w stosunku do Federacji Rosyjskiej.

Smoleńsk 2010

Wszystko, co wydarzyło się w stosunkach polsko-rosyjskich od 10 kwietnia 2010
r., a także w miesiącach poprzedzających największą tragedię w najnowszych
dziejach naszego kraju, zasługuje na uważną analizę. Przede wszystkim uderza
kompletne podporządkowanie się strony polskiej rosyjskiej koncepcji śledztwa,
począwszy od wyboru podstawy prawnej do jego prowadzenia, poprzez czynności
śledcze, a skończywszy na pozostawieniu najważniejszych dowodów w rękach
rosyjskich. Ta sytuacja wydaje się nie mieć precedensu we współczesnych
relacjach międzynarodowych. Trudno wyobrazić sobie podobną niefrasobliwość w
analogicznej sytuacji ze strony jakiegokolwiek innego państwa Unii Europejskiej
lub NATO. Wiele błędów popełnionych przez polski rząd tłumaczy się wymogami
polsko-rosyjskiego pojednania, które – automatycznie i od razu – zrodziło
głębokie zaufanie do partnerów. Zaufania tego nie zakłócił ani bełkot
informacyjny dochodzący ze źródeł rosyjskich od pierwszych godzin po
katastrofie, utrudniający realną ocenę sytuacji, ani ujawnienie podstawowych
błędów w prowadzeniu śledztwa przez jego gospodarza. Przedstawiciele rządu
powtarzają jak mantrę zapewnienia o dobrej współpracy z Rosjanami, posuwając się
do podawania opinii publicznej nieprawdziwych informacji. Wydaje się, że polski
rząd nie ma żadnej koncepcji działania, reagując jedynie na zaskakujące go
wydarzenia.
Warto ponownie odwołać się do historii. Uznanie sowieckiej Rosji za realnego
uczestnika życia międzynarodowego było podstawą działań polskiej dyplomacji
zarówno w okresie II RP, jak i podczas II wojny światowej. Generał Władysław
Sikorski stojący na czele rządu polskiego po tragedii wrześniowej 1939 r., do
której doszło wskutek zmowy niemiecko-sowieckiej, w 1941 r. stał się rzecznikiem
porozumienia z ZSRS, narażając się na krytykę płynącą ze strony części polskiej
sceny politycznej w okupowanym kraju i na emigracji. Zwolennikiem porozumienia z
Rosją był również jego następca na stanowisku premiera – Stanisław Mikołajczyk.
Obydwaj prowadzili jednak politykę opartą na faktach, a nie dobrze sprzedających
się, lecz niemających pokrycia w rzeczywistości rojeniach. Obydwaj nie wahali
się przed żądaniem od kontrahenta elementarnej uczciwości i uznania suwerenności
drugiej strony. Polityka taka załamała się z jednego zasadniczego powodu:
znaleźli się Polacy, którzy mając realną władzę, wykorzystali ją nie w interesie
państwa polskiego, lecz realizując wytyczne płynące z Moskwy. Zarówno premier
Tusk, prezydent Komorowski, jak i inni czołowi politycy Platformy Obywatelskiej,
są historykami i zapewne dobrze znają te fakty. Dlaczego nie wyciągają z nich
wniosków? Dlaczego nie widzą trwałej cechy dyplomacji rosyjskiej polegającej na
tym, że za przyjaciół uważa się tych, którzy działają w interesie Rosji, a tych
z "bliskiej zagranicy", którzy pragną dobrych stosunków z Moskwą, ale przy
zachowaniu suwerenności w kształtowaniu polityki zagranicznej traktuje się jako
wrogów? Czy nie dostrzegają faktu, iż już dali się (być może nieświadomie) użyć
do realizacji celów Rosji – zburzenia jednolitej i konsekwentnej polskiej
polityki wschodniej polegającej na wspieraniu państw dawnej strefy sowieckiej w
ich uniezależnianiu się od Rosji? Dlaczego wszystkie elementy tej feralnej
układanki – począwszy od uścisków przywódców na miejscu smoleńskiej tragedii,
poprzez pomysł upamiętnienia bolszewickich najeźdźców w Ossowie, a skończywszy
na kuriozalnej decyzji ministra Radosława Sikorskiego, by w naradzie polskich
ambasadorów wziął udział szef rosyjskiego MSZ – wskazują jedynie na wschodni
kierunek? Czy stosunki polsko-rosyjskie są jeszcze relacjami dwóch suwerennych
podmiotów?

Dr Jarosław Rabiński

Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym KUL, stypendystą Polonia Aid
Foundation Trust, autorem monografii "Konstanty Turowski 1907-1983. Życie,
działalność, myśl społeczno-polityczna" (2008), nominowanej do Nagrody im. prof.
T. Strzembosza oraz licznych artykułów naukowych poświęconych historii XX wieku.
Jego badania koncentrują się na problematyce stosunków międzynarodowych,
działalności politycznej partii chrześcijańsko-demokratycznych, zagadnieniu
totalitaryzmu, propagandzie komunistycznej Polski.

drukuj