Nawróceni uciekinierzy
Szefowa Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach lobbuje za kolejnym
swoim projektem, choć nie jest to pomysł nowy. Chodzi o ustanowienie 5 sierpnia
Dniem Pamięci o Ofiarach Wypędzeń.
Znając skuteczność pani Steinbach, należy przyjąć, że już w niedalekiej
przyszłości to "święto" na stałe zagości w kalendarzu niemieckiej polityki.
Czego dowiemy się w tym uroczystym dniu? Nie jest to już żadną tajemnicą. Otóż
Arnold Toelg, członek BdV, który reprezentuje Związek Wypędzonych (Uciekinierów)
w radzie państwowej Fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie", powiedział w
wywiadzie dla radia Deutschlandfunk, że pozbycie się Niemców było "długofalowym
planem Polski i częściowo Czech" oraz że wojna wywołana przez Hitlera dała nam
(Polsce i Czechom) okazję do realizacji tegoż planu. Toelg mówił otwarcie o
"winie po drugiej stronie". I dodał, że "to Francja i Anglia wypowiedziały wojnę
Niemcom, a nie odwrotnie". Nie da się ukryć, że to ostatnie zdanie jest na
wskroś prawdziwe, choć przecież w żaden sposób nie odzwierciedla całego
historycznego tła ówczesnych wydarzeń. Na takiej właśnie "prawdzie" będzie
budowane Centrum Wypędzonych.
O czym jeszcze mówi Karta Niemieckich Wypędzonych? O tym między innymi, że
uciekinierzy "rezygnują z zemsty i odwetu". Warto zauważyć, że jedną trzecią
sygnatariuszy Karty stanowili zadeklarowani naziści, a wielu członków BdV
aktywnie wspierało reżim Hitlera. W tym kontekście wspaniałomyślna rezygnacja z
zemsty wydaje się niczym innym jak przerażającą drwiną, policzkiem wymierzonym
milionom ofiar niemieckiej agresji. Sam Związek Wypędzonych (Uciekinierów) nie
ma zamiaru rozliczać się ze swojej nazistowskiej przeszłości, gdyż – jak
szczerze powiedziała p. Steinbach – "nie ma na to pieniędzy". Rozumiem nawet,
dlaczego organizacja nie zamierza przeprowadzać historycznych remanentów, bo
mogłoby się okazać – a nawet jest to wręcz pewne – że fundamenty pod organizację
kładli panie i panowie z błyskawicami w sercach i ze swastyką na rękawach,
którzy po wojnie nagle nawrócili się na chrześcijaństwo (w samej Karcie
uciekinierzy aż trzy razy odwołują się do Boga). Czy jestem zaskoczona słowami,
które padły w Stuttgarcie? Nie. Nieustannie powtarzam i staje się to już nudne,
że niemieccy uciekinierzy krok po kroku realizują swoje cele. Centrum
Wypędzonych – sztandarowy projekt Związku – powstanie. Opinie (że powołam się na
klasyka) "dyplomatołków" o jakimś polskim sukcesie w tej materii należy włożyć
między polityczne brednie. Kolejnym krokiem Związku jest ustanowienie Dnia
Pamięci. I tego też dożyjemy.
Pytanie, co mamy zrobić? Otóż musimy wybudować własne centrum – Centrum
Wypędzonych Obywateli II RP. Wiem, że aktualnie nie ma politycznej woli, by taka
instytucja powstała, ale jeżeli dzisiaj jej nie ma, to wcale nie znaczy, że
jutro nie będzie. Musimy czekać, uzbroić się w cierpliwość i przy nadarzającej
się okazji sfinalizować nasz projekt. Jesteśmy to winni naszym ojcom, ale
paradoksalnie – również uciekinierom, którzy kilka dni temu spotkali się w
Stuttgarcie. Musimy im stale przypominać, że Hitler nie narodził się w próżni,
że to nie był jakiś kosmita: to był wasz pobratymiec, krew z waszej krwi, kość z
waszej kości. I tę lekcję, dzięki naszej pomocy, będziecie stale odrabiali.
Dorota Arciszewska-Mielewczyk, prezes Powiernictwa Polskiego
