Pod sztandarami Rzeczypospolitej

Wybuch Powstania
Warszawskiego oznaczał nie tylko możliwość otwartej walki zbrojnej z
okupantem, lecz także – po niemalże pięciu latach konspiracji – wyjście z
podziemia legalnych struktur państwa polskiego. Przez ponad dwa
miesiące w powstańczej Warszawie działały instytucje wolnej i
demokratycznej Rzeczypospolitej, wychodziła prasa, funkcjonowała
administracja cywilna.

Powstanie wywołało euforię wśród
mieszkańców stolicy. Po blisko pięciu latach okrutnej okupacji 1
sierpnia 1944 r. miasto tętniło długo oczekiwaną wolnością. „Entuzjazm
szalony, ludzie padają sobie w objęcia ze łzami w oczach, gromkimi
oklaskami witają wywieszone właśnie w tym momencie na domach flagi
narodowe. W tej chwili na Chmielnej po raz pierwszy po blisko pięciu
latach niewoli na wszystkich domach ukazały się sztandary
Rzeczypospolitej. Ludzie wychodzą po prostu z siebie, radość nie da się
opisać. Kobiety podchodzą do żołnierzy AK, całują ich biało-amarantowe
opaski, wpychają im przemocą słodycze, papierosy” – relacjonował
„Biuletyn Informacyjny”.
Ludność stolicy, bez względu na wiek i
płeć, czynnie włączyła się w życie powstańczej Warszawy. Pracowała przy
budowie barykad; pomagała rannym; gasiła pożary; tworzyła samorządy
obywatelskie; organizowała kuchnie i stołówki dla powstańców, uchodźców i
pogorzelców. Wyczuwało się niebywałą jedność całego społeczeństwa w
walce o wolność. Każdy pomagał wspólnej sprawie, jak mógł najlepiej.
„(…) większość warszawiaków wyszła na ulice budować barykady i
świętować 'pierwszy dzień wolności’ – bez Niemców, bez strachu przed
gestapo, nareszcie po pięciu latach u siebie. (…) Było już ciemno, nie
widać było twarzy, ale we wspólnej gorączkowej pracy, w urywanych
słowach radości, w udzielanych sobie wzajemnie informacjach, gdzie są
nasi, i że Londyn nam pomoże – czuło się, że wszyscy przeżywają to samo
uniesienie, chcą walczyć, i że w tym momencie są zdolni do wielkich
poświęceń i bohaterstwa niezależnie od różnic politycznych, społecznych,
religijnych i wszelkich innych” – wspominała pierwsze chwile wolności
studentka ze Starego Miasta.

Administracja cywilna
Od
pierwszych dni Powstania Warszawskiego organizowała się administracja
cywilna. Na jej czele stanął okręgowy delegat rządu RP na m.st. Warszawę
Marceli Porowski „Sowa”, który 5 sierpnia 1944 roku przejął pełnię
władzy cywilnej w mieście. Walki powstańcze podzieliły Warszawę na
odseparowane obszary, co spowodowało konieczność powołania delegatów
rejonowych. Przedsięwzięcie to powiodło się jedynie w Śródmieściu, w
którym działały cztery delegatury: I Powiśle, II Śródmieście Północ
(pomiędzy Nowym Światem a Marszałkowską), III Śródmieście Północ (na
zachód od Marszałkowskiej), IV Śródmieście Południe. Na terenie Starego
Miasta zorganizowano starostwo grodzkie, na Żoliborzu – ekspozyturę
starostwa Warszawa Północ, a na Mokotowie powołano komisarza do spraw
ludności cywilnej. W wielu częściach Warszawy nie działała jednak żadna
forma administracji, np. na Woli, Pradze czy Ochocie, ze względu na
szybkie zajęcie tych dzielnic przez nieprzyjaciela.
Delegaci
rejonowi działali za pośrednictwem domowych i blokowych komitetów, gdzie
poszczególny dom, blok czy kamienica stanowiły samodzielną jednostkę
administracyjną, na której czele stał znany wszystkim mieszkańcom
komendant OPL (obrony przeciwlotniczej). Do zadań komitetów należało:
organizowanie obrony przeciwpożarowej i przeciwlotniczej, zapewnienie
ładu, bezpieczeństwa i porządku na terenie domu, opieka społeczna nad
mieszkańcami i uchodźcami oraz prowadzenie akcji propagandowych.
W
ramach struktur cywilnych powstawały wydziały i referaty odpowiedzialne
za zachowanie bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz opiekę nad
ludnością cywilną. Z władzami cywilnymi i samorządami obywatelskimi
współpracowali: Kościół, organizacje wojskowe oraz instytucje społeczne
działające jawnie pod okupacją niemiecką: Rada Główna Opiekuńcza i
Polski Czerwony Krzyż. Ich zadaniem było zorganizowanie życia ludności
cywilnej, wyszukanie schronienia dla bezdomnych, zbiórka żywności i
odzieży, tworzenie punktów zbornych dla osób zagubionych, organizowanie
kuchni i ich zaopatrywanie, zapewnienie podstawowych warunków higieny,
organizowanie pralni, łaźni, szpitali cywilnych i punktów opatrunkowych.

Aprowizacja
Jednym
z najważniejszych problemów, jaki stanął przed powstańczą Warszawą,
było zaopatrzenie stolicy w żywność i wodę. Wybuch powstania gwałtownie
zahamował system aprowizacji walczącego miasta. Zapewnienie
kilkusettysięcznej oblężonej stolicy dostaw żywności stało się
praktycznie niemożliwe. Mieszkańcy musieli przystosować się do
frontowych warunków i ograniczyć do własnych zapasów. Walcząca Warszawa
korzystała również z rezerw zgromadzonych przez instytucje społeczne i
charytatywne przed wybuchem powstania oraz z produktów pochodzących z
niemieckich magazynów zdobytych w trakcie walk.
Największym
spichlerzem głodującej stolicy stały się magazyny Browaru Haberbusch i
Schiele mieszczące się przy ulicy Ceglanej, z dużymi zapasami zbóż –
głównie jęczmienia, po który zgłaszały się zorganizowane drużyny cywilne
i wojskowe, nazywane szturmowymi kolumnami powstańczej Warszawy. Do
transportu żywności i wody werbowano ochotników za obietnicę przydziału
artykułów spożywczych. Z czasem problem zorganizowania ludzi do prac
narastał. Władze cywilne wydały specjalne zarządzenia o powszechnym
obowiązku pracy. Podlegali mu wszyscy mężczyźni w wieku od 17 do 50 lat i
kobiety od 17 do 40 lat.
Trudną sytuację żywieniową ratował nieco
system kuchni społecznych, nazywanych publicznymi, oparty na sieci
stołówek prywatnych, miejskich oraz organizowanych przez różnego rodzaju
instytucje: RGO, Kościół, komitety blokowe i domowe. Jedna z kuchni RGO
mieszcząca się przy ulicy Złotej wydawała dziennie 300 porcji zupy, a w
ciągu zaledwie czterech dni zwiększyła wydawanie do 6 tysięcy. Zdarzało
się, że na podwórze wynoszono ogromne kotły wypełnione zupą, by
nakarmić wszystkich głodnych. W samym tylko Śródmieściu Południe
zorganizowano 178 kuchni społecznych i punktów dożywiania ludności.

Innym ważnym problemem do rozwiązania było zaopatrzenie w wodę.
Nieustanne bombardowania lotnicze i ostrzał artyleryjski powodowały
ciągłe uszkodzenia sieci wodociągowej. W połowie sierpnia podjęto akcję
uruchamiania studni zastępczych, wyłączonych z eksploatacji oraz budowy
nowych. W samym tylko Śródmieściu Południe pod koniec sierpnia czynnych
było 25 studni, a około 30 pozostawało w budowie.

Na pomoc uchodźcom i pogorzelcom
W
miarę opanowywania kolejnych dzielnic i rejonów przez nieprzyjaciela, a
także nieustannych bombardowań i ostrzału artyleryjskiego przybywało
bezdomnych. „Przez zasypane gruzem i szkłem, przegrodzone barykadami
ulice ciągną korowody tych najnieszczęśliwszych. Worek na plecach
zawiera całe ich mienie. Nie posiadają już nic. Nie wiedzą, gdzie spędzą
noc, czym nakarmią dzieci. Popędzani kulami, smagani pożarem, idą w
szczęśliwsze dzielnice. Z oczu ich wygląda rozpacz” – pisał w jednym z
sierpniowych numerów „Biuletyn Informacyjny”. Najgorzej sytuacja
wyglądała na Starym Mieście i w Śródmieściu. Pod koniec sierpnia
Śródmieście łącznie z mieszkańcami Powiśla zamieszkiwało 260 tys. ludzi,
w tym 125 tys. uchodźców z innych dzielnic. Bez dachu nad głową
pozostawało 55 tys. osób wymagających stałej opieki społecznej. Marceli
Porowski, pełniący obowiązki prezydent Warszawy, apelował do mieszkańców
stolicy o solidaryzm z bezdomnymi: „Wskutek ostatnich barbarzyńskich
bombardowań Warszawy są już nowi bezdomni w Stolicy. Muszą się nimi
zająć mieszkańcy, którzy nie stracili dachu nad głową, a przede
wszystkim najbliżsi sąsiedzi. Potrzebna jest natychmiastowa pomoc dla
rannych i chorych, starców, kalek i dzieci w pierwszym rzędzie, poza tym
dla wszystkich bez wyjątku zbombardowanych. Znając solidarność ludności
Warszawy w walce i niedoli, nie wątpię, że otoczy ona zbombardowanych
opieką, da im do dyspozycji bodaj kąt w każdym mieszkaniu, podzieli się
jedzeniem, zaopiekuje się rzeczami, pomoże odgrzebać spod gruzów resztki
mienia, zabitych i rannych. Do tego zbiorowego wysiłku, który musi być
podjęty niezwłocznie, wzywam obywateli Warszawy z całą pewnością, że nie
pozostanie on bez skutku”.
Zgłaszający się bezdomni uchodźcy i
pogorzelcy byli rejestrowani, a następnie umieszczani w schroniskach,
niektórych kwaterowano w prywatnych mieszkaniach, w porozumieniu z
komendantami OPL i komitetami obywatelskimi. Każda kamienica żywiła po
kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób. Jeden z patroli Wojskowej
Służby Informacyjno-Społecznej meldował: „Marszałkowska 36 – stałych
mieszkańców 47, przybyłych 34. Stali – przeważnie inteligencja.
Przybysze w większości rzemieślnicy – biedni. Są na utrzymaniu stałych
lokatorów. Zapasy na 5 dni. Tłuszczów już od kilku dni nie ma. Dzieci:
jedno 5-letnie, jedno dwudniowe. Nastrój dobry. Chętnie pracują –
obecnie kopią studnie. Potrzebują świdra i pompy. Proszą o to. Komendant
skarży się na biurokrację urzędów. Żądają ciągłych wykazów. Nadmiar
papierków. Załatwianiem tych spraw jest przeciążony”.

„Ratujcie dzieci, nasze, wasze, polskie, warszawskie dzieci…”
W
ogarniętym walkami mieście w szczególnie trudnej sytuacji znalazły się
dzieci i kobiety w stanie błogosławionym. Codzienne bombardowania,
konieczność życia w piwnicach i schronach wywoływały strach i
przerażenie wśród najmłodszych. Z każdym dniem przybywało osieroconych i
zagubionych najmłodszych warszawiaków. Wszyscy jednoczyli się w
wysiłku, aby chronić dzieci przed wszechobecnym okrucieństwem wojny.
Organizowano schroniska i zbiórki żywności, otwierano kuchnie mleczne
gromadzące mleko oraz odżywki dla niemowląt i małych dzieci. Dla kobiet w
stanie błogosławionym otwierano przychodnie ginekologiczne i
położnicze. Prasa powstańcza wzywała wszystkich do opieki nad
najmłodszymi: „Ratujcie dzieci, nasze, wasze, polskie, warszawskie
dzieci…”.

Epilog
W ciągu kolejnych tygodni walk
początkowy entuzjazm i euforia zaczęły ustępować miejsca zwątpieniu i
rozgoryczeniu. Coraz trudniej było znaleźć ochotników do budowy barykad,
gaszenia pożarów, transportu żywności i wody czy budowy studni. W
drugiej połowie września sytuacja stała się katastrofalna – Warszawa
głodowała. W momencie upadku i kapitulacji kolejnych dzielnic następne
grupy warszawiaków opuszczały miasto. 2 października 1944 roku
przedstawiciele Komendy Głównej AK podpisali w kwaterze gen. Ericha von
dem Bacha w Ożarowie „Układ o zaprzestaniu działań wojennych w
Warszawie”. Zgodnie z jego postanowieniami oddziały Armii Krajowej miały
złożyć broń i wyjść do niewoli. Warszawę opuścić musiała również
ludność cywilna. W ciągu kolejnych dni kolumny ludzi z resztkami dobytku
na plecach opuszczały zrujnowane miasto. Szacuje się, że przez obozy
przejściowe przeszło około pół miliona warszawiaków, z czego 60 tys.
trafiło do obozów koncentracyjnych, 90 tys. do obozów pracy przymusowej,
a pozostałych, tj. około 350 tys. warszawiaków wywieziono w głąb
Generalnego Gubernatorstwa.
Szacuje się, że w Powstaniu Warszawskim zginęło od 130 do 180 tys. ludności cywilnej.

Katarzyna Utracka


Autorka jest zastępcą kierownika Pracowni
Historycznej Muzeum Powstania Warszawskiego.

drukuj