Ktoś jest zainteresowany ostatecznym rozwiązaniem kwestii smoleńskiej

Ze Stefanem Hamburą, berlińskim adwokatem, pełnomocnikiem Janusza
Walentynowicza, syna Anny Walentynowicz, i Andrzeja Melaka, brata Stefana Melaka,
rozmawia Waldemar Maszewski

Jak Pan ocenia postępy w śledztwie smoleńskim prowadzonym przez prokuratury
polską i rosyjską?

– Obecny stan rzeczy nie napawa optymizmem. Moim zdaniem, zostały popełnione
błędy w postaci decyzji, żeby śledztwo oddać w ręce Rosjan. A przecież jeszcze
10 kwietnia, już po katastrofie, ale jeszcze przed odlotem poskiego premiera, na
miejscu katastrofy odbyła się rozmowa telefoniczna między premierem Donaldem
Tuskiem a premierem Władimirem Putinem, a także rosyjskim prezydentem Dmitrijem
Miedwiediewem, co jest udokumentowane notatką umieszczoną na stronie
internetowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wynika z niej, że prezydent
Miedwiediew zapewnił polskiego premiera, iż śledztwo w sprawie katastrofy
smoleńskiej będzie prowadzone wspólnie przez prokuratorów polskich i rosyjskich.
I w tym kontekście jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego po takim zapewnieniu
śledztwo po kilku dniach i tak zostało oddane Rosjanom, czego dowiedzieliśmy się
po przesłuchaniu Edmunda Klicha. Jak wynika z jego zeznań, przez pierwsze trzy
dni śledztwo było prowadzone wspólnie, ale później zostało przekazane Rosjanom.
Dlatego dla mnie ciągle kluczowe jest pytanie, kto oddał śledztwo Rosjanom.
Należałoby sprawdzić, kto tak zadecydował i z jakiego powodu. Czy zostało to
zrobione pod jakimś naciskiem, czy też z dobrej woli? Tego właśnie musimy się
dowiedzieć.

Złożył Pan już taki wniosek, ale został on odrzucony.
– Chociaż prokuratura wojskowa odrzuciła mój wniosek, to dla mnie nadal jest to
niezrozumiałe, ponieważ jestem przekonany, że do wyjaśnienia wszelkich
okoliczności katastrofy również ta wiedza jest nam bardzo potrzebna. Złożyłem
ten wniosek, gdyż moim zdaniem jest to niezbędne, aby dowiedzieć się o
okolicznościach oddania śledztwa w ręce rosyjskie, co automatycznie znacznie
umniejszyło polską rolę w kwestii możliwości prowadzenia śledztwa i sprowadziło
polskich prokuratorów do roli zwykłych petentów proszących Rosjan o pomoc, a to
z kolei znacznie utrudnia dojście do prawdy.

Jak Pan ocenia współpracę rodzin i ich adwokatów z polską prokuraturą?
– Różnie, ale muszę przyznać, że do tej pory wgląd w akta przebiegał bez
trudności. Jesteśmy jako pełnomocnicy zaproszeni na spotkanie 28 lipca w sali
konferencyjnej Centralnej Biblioteki Wojskowej w Warszawie z polskimi
prokuratorami zajmującymi się śledztwem, czyli przedstawicielami Prokuratury
Generalnej, Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Wojskowej Prokuratury Okręgowej i
Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej w Warszawie. Spotkanie ma się odbywać w
godzinach 12.00-13.30.

Czego Pan się spodziewa po tym spotkaniu?
– Dobrze, że w ogóle dochodzi do takich spotkań. Rodziny ofiar katastrofy
prosiły o takie spotkanie już od dłuższego czasu i dobrze, że wreszcie do niego
dojdzie.

Planowane są kolejne spotkania tego typu?
– Nie wiem. Na początku sierpnia będę miał następną możliwość dokonania wglądu w
akta sprawy. Odbywa się on bez problemu, chociaż uważam, że ciągle mamy na ten
temat zbyt mało materiału, który napłynął z Rosji, co jest konsekwencją oddania
jej śledztwa. Takie rozwiązanie prowadzi do tak kuriozalnych zdarzeń jak
dwukrotna podróż polskiego ministra spraw wewnętrznych po kopie zapisów z
czarnej skrzynki do Rosji, a przecież chyba pan minister powinien mieć coś
innego na głowie niż bycie kurierem pomiędzy Warszawą a Moskwą.

Co sądzi Pan o sposobie informowania opinii publicznej o wynikach śledztwa?

– Moim zdaniem, praktyka informacyjna polskiej prokuratury zostawia wiele do
życzenia. Istnieje zbyt dużo tajemnic i niedomówień, a śledczy zbyt często
posługują się regułką tajemnicy śledztwa. Według mnie, polscy prokuratorzy
powinni informować opinię publiczną na bieżąco, wręcz co tydzień. Rozmawiałem z
niemieckimi ekspertami, którzy twierdzili, że w takim śledztwie informacyjne
konferencje prasowe powinny się odbywać co tydzień. Przynajmniej tak by było w
Niemczech.

Strona polska dysponuje jakimiś instrumentami, by zdynamizować śledztwo?

– Tak, zdecydowanie jeszcze można działać w tym kierunku. To śledztwo, już raz
oddane, może jeszcze być prowadzone wspólnie, gdyż w tej sytuacji poruszamy się
na terenie prawa międzynarodowego. Jeżeli będzie wola Polski i Rosji, aby
powrócić do wspólnego prowadzenia tej sprawy, to ciągle jest to możliwe. I na to
powinni naciskać zarówno polscy politycy, jak i polskie społeczeństwo. Obecnie
współpraca z Rosjanami wygląda moim zdaniem źle i sprowadza się do bycia
petentem rosyjskiej strony, co w efekcie doprowadza do tego, że wszelkie polskie
wnioski są bardzo opieszale załatwiane przez Rosjan.

Istnieje duża grupa polskich polityków sprawiająca wrażenie zainteresowanej
ostatecznym rozwiązaniem kwestii smoleńskiej, czyli innymi słowy wyciszenia jej?

– Do tej pory mieliśmy do czynienia raczej z działaniem oddolnym, czyli z
przejawami działalności obywatelskiej. Obywatele wychodzą na ulicę, organizują
się i właśnie na politykach powinien ciążyć obowiązek, aby ta oddolna inicjatywa
nie została zignorowana. Za chwilę będą wybory samorządowe, później wybory do
parlamentu i myślę, że to jest okres, kiedy podczas setek spotkań
przedwyborczych obywatele powinni pytać swoich kandydatów także o ich osobisty
stosunek do śledztwa i do ujawnienia prawdy o tragedii z 10 kwietnia 2010 roku.
W ten sposób dotarłoby do polityków, że jest to temat, który bardzo żywo
interesuje całą opinię publiczną.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj