Pretorianie prezydenta elekta
Można przypuszczać, że wewnątrz Platformy Obywatelskiej z czasem dojdzie
do przesilenia politycznego i walki o wpływy pomiędzy premierem a prezydentem.
Dlatego każdy z nich potrzebuje swoich własnych pretorian.
Tragedia pod Katyniem spowodowała, że na szlaku swojej historii Polska znalazła
się ponownie w tragicznej sytuacji. Wydaje się, że od momentu zaistnienia III
Rzeczypospolitej w 1989 roku jest to najważniejszy czas próby. Okres obecny
stanowi istotny test dla struktur państwowych, mechanizmów funkcjonowania
państwa i aktualnej klasy politycznej.
Czas polityków
Ten szczególny czas pokazał też format naszych polityków, ich zalety i wady,
wielkość i małość. Z racji hierarchii uwaga skupiała się przede wszystkim na
osobie, która na skutek tragicznego biegu wydarzeń nieoczekiwanie stała się w
państwie numerem jeden – na Bronisławie Komorowskim, marszałku Sejmu wykonującym
przez bez mała trzy miesiące na podstawie rozwiązań ujętych w Konstytucji
obowiązki prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Okres ten zakończony został
wyborami prezydenckimi 4 lipca. To spowodowało, iż nowy prezydent elekt
formalnie zrezygnował z funkcji marszałka Sejmu. Wybrany na to stanowisko został
Grzegorz Schetyna. Owo przetasowanie to właściwie wynik wewnątrzpartyjnych
rozstrzygnięć w ramach Platformy Obywatelskiej, w której pierwsze skrzypce i
pełnię władzy dzierży premier Donald Tusk, rozdając karty w partii. Niemniej w
ten sposób zamknął się pewien etap w karierze politycznej Bronisława
Komorowskiego, który trwał od 10 kwietnia do 8 lipca 2010 roku.
Rola pełniącego obowiązki prezydenta jest szczególna. Formalnie osoba ta posiada
uprawnienia równe głowie państwa z wyjątkiem możliwości rozwiązania parlamentu.
Teoretycznie może nawet wprowadzić się do Pałacu Prezydenckiego. Niemniej z
racji wyjątkowej sytuacji, w jakiej zazwyczaj przychodzi pełnić ów urząd, należy
z wszystkich tych uprawnień korzystać w sposób przemyślany i wyważony. Chociażby
ze względu na szacunek wobec poprzedniej osoby piastującej to stanowisko.
Szczególnie delikatną sprawę stanowią wszelkie decyzje personalne dotyczące
nominacji na istotne stanowiska państwowe. Niestety, rzeczą najbardziej
rzucającą się w oczy odnośnie do trzymiesięcznego okresu wykonywania urzędu
prezydenta przez Bronisława Komorowskiego były pospieszne nominacje personalne.
Większość stanowisk, opróżnionych na skutek tragicznej katastrofy pod Katyniem,
sprawnie funkcjonowała dzięki mechanizmowi zastępstwa. Tak więc ich obsadzenie
to w większości wypadków decyzja mająca charakter zawłaszczenia politycznego.
Jak można się zresztą domyślać, osobą, która tak naprawdę zatwierdzała owe
nominacje, był nie Bronisław Komorowski, lecz Donald Tusk.
PO bierze wszystko
W kulturze politycznej Stanów Zjednoczonych Ameryki istnieje zasada łupów
politycznych. Tam zwycięski nominat obsadza swoimi ludźmi z góry określoną pulę
stanowisk. Amerykańscy wyborcy wiedzą o tym i przyjmują to jako oczywistą
konsekwencję zwycięstwa określonej siły politycznej. Wypada ubolewać, że w
Polsce my, jako społeczeństwo, wciąż dajemy się nabrać na "czarodziejską mowę"
naszych polityków o odpolitycznieniu stanowisk wcześniej upolitycznionych przez
przeciwników partyjnych. Okazuje się, że owo odpolitycznienie za każdym razem
polega na wprowadzeniu własnych popleczników. Dokładnie według tego schematu w
analizowanym okresie postępowała Platforma Obywatelska, realizując rękami
Komorowskiego wolę Donalda Tuska.
Na tym tle niedawno ujawnione "ciche" nominacje dwóch członków Krajowej Rady
Radiofonii i Telewizji – Krzysztofa Lufta i Jana Dworaka, dokonane przez
Bronisława Komorowskiego niejako rzutem na taśmę, można rozpatrywać w nieco
innym świetle. Wydaje się, że to jego oznaka słabości i niepewności własnej
pozycji w macierzystej partii. Świadczy o tym duże zamieszanie wokół sprawy przy
jednoczesnym milczeniu głównego zainteresowanego. Przede wszystkim nominacje
wyszły na jaw dopiero po dwóch dniach od momentu podjęcia decyzji (desygnacja
nastąpiła już 7 lipca). Nadto wśród wskazanych jest Krzysztof Luft, osoba mocno
zaangażowana w kampanię prezydencką Bronisława Komorowskiego – co należy
odczytywać w kategoriach nagrody za wierną służbę. Wydaje się, że owe nominacje
były zaskoczeniem dla ścisłego kierownictwa Platformy Obywatelskiej, w tym
również dla lidera Donalda Tuska. Komorowski uniknął w ten sposób możliwości
obsadzenia tych stanowisk przez Grzegorza Schetynę, nowego marszałka Sejmu
wykonującego obowiązki prezydenta, albowiem jako prezydent elekt już takiej
możliwości zostałby pozbawiony. W ten sposób ku zaskoczeniu towarzyszy
partyjnych nieoczekiwanie wyszedł przed szereg. Zdecydowanie zaznaczył swoją
pozycję. To daje wszystkim sporo do myślenia.
Prezydent pod kontrolą
Z politycznego punktu widzenia można już dziś pokusić się o napisanie możliwego
scenariusza rozwoju wydarzeń. Wydaje się, że Bronisław Komorowski jest
człowiekiem bardzo ambitnym. Bez wątpienia będzie chciał za pięć lat ubiegać się
o reelekcję na urząd prezydenta. Aby stało się to możliwe, musi stworzyć wokół
siebie w miarę niezależne i wierne zaplecze polityczne. Należy przypuszczać, że
początkowo będą to ludzie związani z Platformą Obywatelską. Niemniej gdyby
kiedyś nadszedł czas próby, to powinni oni bez wahania opowiedzieć się za głową
państwa. Jedynie posiadanie własnego zaplecza politycznego może być gwarantem
bezpieczeństwa przed kaprysami lidera partii Donalda Tuska. W tej chwili tylko
on ma na tyle silną pozycję, że jest w stanie w dowolny sposób kreować Platformę
Obywatelską. Dzięki swoim ludziom może również kontrolować poczynania nowego
prezydenta. Kto wie, jakie będzie stanowisko Donalda Tuska za pięć lat. Być może
sam zechce ubiegać się o urząd prezydenta. Ewentualnie – w przypadku gdy popsują
się relacje między nim a głową państwa – może wskazać innego kandydata z
ramienia Platformy Obywatelskiej, choćby zawsze chętnego Radosława Sikorskiego.
Komorowski z pewnością ma tego świadomość i dlatego zaczyna budować własne
zaplecze.
Dr Przemysław Wójtowicz
Autor jest politologiem, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i
Medialnej w Toruniu.
