Nic nie widziałem, nic nie słyszałem

Po raz drugi przed hazardową komisją śledczą stanął wczoraj były
minister sportu Mirosław Drzewiecki. Polityk Platformy podtrzymywał
swoją wersję zdarzeń: nie wiedział, że podpisuje pismo stwierdzające, iż
jego resort nie chce dopłat do gier. Likwidację dopłat u kolegów z
Platformy próbowali załatwiać biznesmeni branży hazardowej. Winę za
treść pisma Drzewiecki zrzucał na urzędników ministerstwa, którym
kierował.

Mirosław Drzewiecki, czyli „Miro” z podsłuchów
rozmów biznesmenów branży hazardowej z politykami Platformy
Obywatelskiej, powtórzył wczoraj, iż stał się mimowolnym uczestnikiem
„pseudoafery” hazardowej sprokurowanej przez byłego szefa CBA Mariusza
Kamińskiego.
Śledczy ponownie dopytywali Drzewieckiego o pismo,
które 30 czerwca ub.r. skierował do Ministerstwa Finansów z informacją,
że resort sportu rezygnuje z drugiego etapu budowy Narodowego Centrum
Sportu, a skoro pieniądze na ten cel miały pochodzić z dopłat do gier,
to i dopłat resort nie chce. Wprowadzenie dopłat mogło być bardzo
bolesne finansowo dla biznesmenów branży hazardowej. Dlatego m.in.
biznesmen tej branży Ryszard Sobiesiak – „Rycho”, próbował załatwić u
kolegów z Platformy Obywatelskiej – „Mira” (Mirosława Drzewieckiego),
„Zbycha” (Zbigniewa Chlebowskiego) i „Grzecha” (Grzegorza Schetyny) –
porzucenie przez rząd pomysłu ich wprowadzenia. Drzewiecki tłumaczy
teraz, że składając swój podpis pod pismem do resortu finansów, gdzie
znalazł się zapis, iż resort sportu dopłat nie chce, stwierdził, że nie
wiedział, co podpisuje. A winę za treść pisma spychał na swoich
podwładnych. Były minister tłumaczył, iż doszło w tym przypadku do
błędu. Nie potrafił jednak wczoraj wskazać, na czym ten błąd miałby
polegać. Co więcej, żaden z urzędników do żadnego błędu podczas
przesłuchania przed komisją się nie przyznał, a nawet za rzekomo
popełniony błąd nie został też ukarany w myśl przepisów kodeksu pracy.
Drzewiecki zeznał, iż o konieczności wysłania pisma do Ministerstwa
Finansów, informującego, że resort sportu rezygnuje z drugiego etapu
budowy NCS, poinformowała go Monika Rolnik, dyrektor generalny w
resorcie sportu. Rolnik zleciła przygotowanie pisma Rafałowi Wosikowi,
który w ministerstwie sportu pełnił funkcję dyrektora departamentu
prawno-kontrolnego. Wosik zeznał w czwartek, że dostał od swojej
przełożonej szczegółowe informacje o zawartości pisma i się do nich
dostosował. Przesłał też Monice Rolnik pismo do akceptacji, tytułując
służbowego e-maila: „Ustawa o grach losowych. Rezygnacja z dopłat”. Nikt
więc nie powinien mieć wątpliwości, iż pismo zawiera zapis właśnie o
rezygnacji z dopłat. Rolnik pytana przez śledczych, dlaczego przepuściła
w piśmie zapis o rezygnacji z dopłat, skoro podobno nie było to
intencją ministra Drzewieckiego, stwierdziła, iż nie ma upoważnienia do
weryfikacji merytorycznej pisma.

Narracja Drzewieckiego
Mirosław
Drzewiecki przekonywał z kolei, iż wcale zrezygnować z dopłat nie
chciał. Zaznaczył, że wprowadzenia dopłat chciało Ministerstwo Finansów,
dlatego, jego zdaniem, stanowisko ministra sportu w tej sprawie nie
miało znaczenia dla wprowadzania bądź niewprowadzania dopłat. Drzewiecki
już wcześniej zwracał się do tego resortu z postulatem wycofania się z
pomysłu poszerzenia katalogu dopłat. Później zmieniał jednak zdanie po
interwencji ministra finansów Jacka Rostowskiego, który wprowadzenie
dopłat argumentował napiętą sytuacja budżetową.
Drzewiecki twierdzi,
że nie wiedział, co podpisuje, ale dobrze wiedzieli biznesmeni branży
hazardowej, którzy po piśmie ministra sportu zacierali ręce. 6 lipca,
czyli kilka dni po wysłaniu pisma z resortu sportu do Ministerstwa
Finansów o rezygnacji z dopłat, współpracujący z Sobiesiakiem były
prezes Totalizatora Sportowego Sławomir Sykucki informuje biznesmena:
„Mam na rękach pismo o wycofaniu się Drzewieckiego z dopłat”. 7 lipca
natomiast wicedyrektor Departamentu Służby Celnej w resorcie finansów
Anna Cendrowska skierowała pismo do wicedyrektora Departamentu Kontroli
Celno-Akcyzowej i Kontroli Gier w Ministerstwie Finansów, informując, iż
w związku z wycofaniem się ministra sportu z dopłat z projektu ustawy
zostaną usunięte dotychczasowe propozycje w tym zakresie.
Wycofanie
się, na wniosek ministra sportu, z pomysłu dopłat przez Ministerstwo
Finansów potwierdzał także w rozmowie z dziennikarzem „Pulsu Biznesu”
Witold Lisicki, rzecznik wiceministra finansów Jacka Kapicy. Informacja
podana przez Lisickiego o tym, że resort finansów „wniosek ministra
sportu przyjmuje i w związku z tym wprowadzi stosowną zmianę”, nie
został później sprostowany.

Amnezja z Florydy
Drzewiecki
dopytywany był także o swoje spotkanie z Ryszardem Sobiesiakiem na
Florydzie, do którego miało dojść w listopadzie 2009 roku. Były minister
sportu konsekwentnie zaprzeczał, że spotkał się wtedy z Sobiesiakiem,
zeznając, że z biznesmenem spotkała się jego żona. Sobiesiak przyznał
jednak przed komisją, że z Drzewieckim się wtedy spotkał. Jednakże na
początku marca przy podpisaniu protokołu zeznań zmienił zdanie,
zaprzeczając, że do takiego spotkania doszło. Co ciekawe, protokół
zeznań do podpisania został dostarczony Sobiesiakowi na Florydę. Na
pytanie Beaty Kempy (PiS) Drzewiecki – zasłaniając się niepamięcią – nie
odpowiedział, czy w dniu, w którym Sobiesiak zmieniał swoje zeznania,
także były minister przebywał na Florydzie.

Artur Kowalski

drukuj