PiS musi się spolaryzować wobec PO
Z dr. Tomaszem Telukiem, politologiem, założycielem Instytutu
Globalizacji,
rozmawia Paulina Jarosińska
Jak ocenia Pan wynik
Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich?
– Paradoksalnie,
choć Jarosław Kaczyński przegrał wybory, to w pewnym sensie można go
nazwać zwycięzcą. Pamiętajmy, że jego brat, śp. prezydent Lech
Kaczyński, mógł liczyć tuż przed tragedią smoleńską na mniej więcej 25
procent poparcia. Doszło do ogromnej mobilizacji. Wydarzenia z 10
kwietnia obudziły w Polakach patriotyzm i widać, że miały niewątpliwy
wpływ na obecny sukces Jarosława Kaczyńskiego. Wynik jest ogromnym
potencjałem na przyszłość, na zbliżające się wybory parlamentarne i
samorządowe. Prawo i Sprawiedliwość powinno ten potencjał wykorzystać.
Jakie
cele strategiczne Prawa i Sprawiedliwości ujawniła ta kampania, a jakie
powinny one być?
– Przede wszystkim jednym z głównych celów
strategicznych powinna być dalsza mobilizacja elektoratu prawicowego,
który nie godzi się na monopol władzy PO. Powinna ona nastąpić poprzez
polaryzację programu PiS względem PO, a nie tak, jak to było w kampanii,
poprzez ujednolicenie kandydatów. Dla człowieka nierozeznanego mogło to
być niezrozumiałe i mógł wręcz się nie zorientować, kto jest z jakiej
partii. Polaryzacja powinna skupić się wokół wartości patriotycznych,
prawicowych czy choćby silniejszego nawiązania do tragedii smoleńskiej
zapomnianej na czas kampanii. Jarosław Kaczyński nie chciał tego
wykorzystywać, a przecież ogromna rzesza Polaków chce poznać prawdę o
tym wydarzeniu i jest zbulwersowana faktem, że śledztwo jest w rękach
Rosjan. Elementy narodowe są ważne. To tragedia smoleńska skłoniła
Polaków do wyjścia na ulicę z biało-czerwonymi sztandarami, do
solidarności z tragicznie zmarłą parą prezydencką. W tej kampanii
zabrakło odniesienia do tych elementów.
Jarosław Kaczyński po
ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów powiedział, że choć temat
Smoleńska został na czas kampanii zawieszony, to trzeba do tego powrócić
i domagać się wyjaśnienia…
– Te słowa świadczą, że Jarosław
Kaczyński zdał sobie sprawę z niewykorzystania szansy odwołania się do
tragedii w Smoleńsku, że nie położył większego nacisku na kwestię
rozliczenia tej sprawy. Jako opozycjonista ma nieporównywalnie mniejszy
wpływ na wyjaśnienie przyczyn i przebiegu katastrofy, niż miałby jako
głowa państwa. Jednak zapowiedź Kaczyńskiego w wieczór wyborczy może
świadczyć o tym, że teraz będzie to jeden z głównych celów i haseł na
sztandarach PiS w drodze do sukcesu w następnych wyborach.
Pana
zdaniem, w kampanii prezes PiS mógł przekonać do siebie większą grupę
niezdecydowanych? Jeśli tak, to w jaki sposób?
– Sam wzrost
frekwencji wyborczej świadczy o tym, że część niezdecydowanych mogła się
przekonać, elektorat w pewnym sensie się zmobilizował. Jarosław
Kaczyński przejął część wyborców, którzy nie wiedzieli, na kogo
głosować, np. jakąś część elektoratu Napieralskiego. Uważam, że jest też
taka grupa ludzi, którzy są kompletnie zagubieni i niezdecydowani,
nieokreśleni, którzy poprzednio głosowali np. na Leppera, a teraz na
Napieralskiego. Myślę, że Jarosław Kaczyński mógł jakąś część tych
wyborców do siebie przekonać, w przeciwieństwie do żelaznej lewicy, dla
której IV RP była czymś w rodzaju „straszaka”, i która, co ciekawe, była
bardziej przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu niż za Bronisławem
Komorowskim.
Sztab wyborczy Jarosława Kaczyńskiego starał się
zmienić wizerunek zarówno samego kandydata, jak i całej partii. Mamy do
czynienia z rzeczywistą redefinicją czy to był chwyt tylko na potrzebę
chwili?
– Obawiam się, że ten nowy wizerunek testowany był tylko
na potrzeby kampanii i w ten sposób Kaczyński za bardzo zbliżył się do
swojego kontrkandydata. Hasła o braku konfliktu, o pojednaniu padały z
obu stron. Skoro podobna taktyka okazała się nieskuteczna w
doprowadzeniu do spektakularnego zwycięstwa, to teraz PiS powinno
postawić na konfrontację i odróżnienie się od swojego głównego oponenta.
Od kilku lat scena polityczna jest zdominowana przez PiS i PO, a
konflikt między nimi może mieć znamiona konfliktu wyreżyserowanego. W
niedługim czasie może nastąpić przełom na scenie politycznej,
radykalizacja. Jeśli dojdzie do zmiany koalicjanta w rządzie i PO
wejdzie w układ parlamentarny z SLD, to może nastąpić zwrot w lewo i
reaktywacja tej opcji politycznej. Z drugiej strony, mamy do czynienia z
odradzaniem się prawicy konserwatywno-narodowej, która może w szerokim
zakresie obejmować dawne ruchy skupione wokół LPR czy obecnych
sympatyków postulatów Prawicy Rzeczypospolitej. Może powstanie jakieś
nowe ugrupowanie. Przecież część elektoratu prawicowego, konserwatywnego
musi znaleźć dla siebie jakieś miejsce, zwłaszcza w momencie, gdy
brakuje oparcia w parlamencie.
Z niepokojem obserwowaliśmy,
jak kandydat PiS przestaje różnić się od kandydata PO…
–
Mieliśmy do czynienia z feerią obietnic. Myślę, że elektorat prawicowy
miał prawo być zakłopotany i zbulwersowany. Nawet bardzo zorientowani w
niuansach sceny politycznej ludzie mogli być zagubieni. Nie tylko
wizerunek się liczy, ale też kwestie programowe – a w tym względzie
obydwaj kandydaci zlali się w jakąś niejasną całość. A przecież jest w
Polsce elektorat silnie prawicowy i katolicki, dla którego kwestie
związane z rodziną są niezwykle ważne, bo teraz rodzina jest najbardziej
zagrożona ze strony państwa. Ostatnio mamy do czynienia z próbami
reform, które wprost godzą w tę podstawową jednostkę, np. ustawa o
odbieraniu dzieci pod byle pretekstem, niszczenie instytucji małżeństwa
przez próby legalizacji przez państwo układów osób tej samej płci czy
też jawne zamachy na życie człowieka. To są problemy, które stają się
powszechne w Europie Zachodniej. Jeśli pojawi się ugrupowanie, które
będzie walczyć z opresyjnymi zakusami państwa na rodzinę, to elektorat
silnie prawicowy skupi się wokół niego.
Jaka przyszłość czeka
teraz Prawo i Sprawiedliwość? Czy klaruje się jakaś korzystna
perspektywa dla tej partii?
– Jeśli PiS zależy nie tylko na
silnej pozycji politycznej, lecz przede wszystkim na dobru Polski, to
powinno opowiedzieć się wprost, spolaryzować swój program wobec PO w
kwestii najważniejszej, czyli właśnie rodziny. Jeśli PiS zaangażuje się w
obronę tych wartości, które stanowią o życiu, rodzinie, która jest
podstawową komórką społeczną, to wtedy nie straci elektoratu
prawicowego, a może tylko zyskać.
Dziękuję za rozmowę.
