Najwyższy czas zdemitologizować sondaże
Z dr. Krzysztofem Pietrowiczem z Instytutu Socjologii Uniwersytetu
Mikołaja Kopernika w Toruniu rozmawia Mariusz Bober
Wybory
powszechne w ostatnich latach coraz częściej ujawniają ewidentne wpadki
pracowni badania opinii publicznych. Tak było również tym razem.
Zaledwie kilka dni przed wyborami niektóre sondaże dawały nawet
kilkanaście procent przewagi kandydatowi PO. Z czego wynikają takie
błędy?
– Zwłaszcza w kontekście I tury obecnych wyborów
prezydenckich widać było wyraźnie, że zawodzą sondaże przeprowadzane
metodą telefoniczną. W Polsce większość sondaży przeprowadza się w ten
sposób z prostego względu – są kilkakrotnie tańsze niż te przeprowadzane
za pomocą wywiadów bezpośrednich. Błędy wynikają natomiast z różnych
przyczyn, np. wiele osób nie zgadza się w ogóle na rozmowę. Ankieterzy
zapewne w ogóle nie liczą takich osób przy obliczaniu ostatecznych
wyników sondażu. W ten sposób nie wiadomo, ile osób nie jest ujętych w
statystykach. W dodatku stopień telefonizacji w Polsce, choć jest
wysoki, nie obejmuje całego społeczeństwa. Te różne elementy sprawiają,
że prowadzący badania muszą się posługiwać złożonymi metodami doważania
próby, tzn. muszą wziąć pod uwagę fakt, że pewne grupy społeczne w
przeprowadzonym taką metodą sondażu są niedoreprezentowane. W ten sposób
badacze wchodzą na teren, na którym mogą popełnić wiele błędów.
To
znaczy, że sondaże w praktyce nie są przeprowadzane bardziej
wiarygodnymi metodami?
– Tak naprawdę bardzo rzadko wykonuje się
badania dotyczące preferencji politycznych przeprowadzane klasycznymi
metodami, czyli za pomocą wywiadu bezpośredniego, na próbie
reprezentatywnej ogólnopolskiej, gdy ankieter w relacji twarzą w twarz
zwraca się do losowo wybranych respondentów.
A dlaczego zwykle
jest tak, że te sondaże przeszacowują wyniki kandydatów lewicy albo PO?
–
Można oczywiście zakładać, że sondaże mogą być wykorzystywane jako
narzędzia wpływania na opinie wyborców, a nie ich zbierania i
prezentowania. Jednak trudno jest udowodnić takie praktyki. Część
przeszacowań jest powiązana z doważaniem próby i przypisywaniem
niewłaściwych preferencji wyborczych osobom niezdecydowanym i
odmawiającym odpowiedzi.
W dniu I tury wyborów prezydenckich
sondaże SMG/KRC dla TVN oraz Homo Homini dla Polsatu znacząco odbiegały
od ostatecznych wyników…
– Firmy te przeprowadziły dwa duże
sondaże telefoniczne. To był ewidentny przykład tego, że chciano
przeprowadzić badania niskim kosztem. Okazało się, że ten, kto nie
wykłada pieniędzy, zostaje z produktem wątpliwej jakości. Jakość po
prostu kosztuje. Jedynym medium, które zamówiło badania typu exit pools,
była Telewizja Polska, mająca dość trafne wyniki. Dlatego konsekwencje z
tych sytuacji powinny wyciągnąć również media, bo każda taka wpadka
podważa ich wiarygodność. W trakcie drugiej tury sytuacja była już inna:
wyniki badań były porównywalne z rzeczywistymi.
Jakie i
przez kogo powinny być wyciągnięte wnioski z tych sytuacji?
–
Rzeczywiście, przed kolejnymi wyborami prezentowane są sondaże, które po
głosowaniu okazują się nietrafione, a w następnych kampaniach sytuacja
się powtarza. Najlepiej byłoby, gdyby sondaże zostały zdemitologizowane,
bowiem większość z nich jest przeprowadzana za pomocą metod, które
sprawdzają się w badaniach marketingowych, ale niekoniecznie w badaniach
społeczno-politycznych na próbie ogólnopolskiej. Trzeba pamiętać, że
pracownie badania opinii publicznej na co dzień zajmują się przede
wszystkim właśnie badaniami marketingowymi. Przy takich badaniach nie ma
problemu sondaży telefonicznych – ten sposób zbierania danych się
sprawdza. Dlatego pracownia stosująca wyłącznie klasyczne metody
badawcze miałaby problem z utrzymaniem się na rynku. Natomiast można
sobie wyobrazić sytuację powołania jakichś instytucji, które
kontrolowałyby sposób przeprowadzania sondaży dotyczących preferencji
politycznych, ale wówczas natychmiast rozpoczęłaby się dyskusja, jak
mają funkcjonować tego typu instytucje kontrolne i kto ma je nadzorować.
Problem rzeczywiście istnieje, jednak w obecnej sytuacji nie widać
dobrego rozwiązania. Zauważmy, że wybory prezydenckie wygrał wprawdzie
kandydat, który był faworytem większości sondaży, ale wygrał z mniejszą
przewagą niż mogło się to wydawać, patrząc na wyniki badań. Przed nami
kolejne wybory: najpierw samorządowe, a później parlamentarne. I
wszystko wskazuje na to, że sytuacja nadal będzie wyglądała tak jak
dotychczas.
Dziękuję za rozmowę.
