Platforma dokona lewoskrętu

Z dr. Tomaszem Żukowskim, politologiem, byłym doradcą prezydenta Lecha
Kaczyńskiego, rozmawia Zenon Baranowski

Wynik wyborów prezydenckich wpłynie znacząco na dotychczasowy układ sił na
scenie politycznej?

– To, iż w drugiej turze znaleźli się kandydaci związani z dwoma głównymi
partiami wywodzącymi się z obozu solidarnościowego, niewątpliwie potwierdza
fakt, że w Polsce skończył się czas, w którym istniał główny podział polityczny
między obozem wywodzącym się z partii komunistycznej a obozem solidarnościowym,
zwanym przez socjologów podziałem postkomunistycznym. Punktem założycielskim dla
obu głównych obozów jest dziś opozycja solidarnościowa, która jest różnie
odczytywana, niemniej jest to nowa jakość, która w Polsce utrzymuje się od
pięciu lat. Bardzo intensywnie komentowany przez media wynik Grzegorza
Napieralskiego pokazuje, że lewica pokomunistyczna jest tak naprawdę siłą numer
trzy i znajduje się ewidentnie w cieniu dwóch partii, które nie są lewicowe.

Co to oznacza?
– To oznacza, że polska scena polityczna jest przesunięta na prawo w stosunku do
wielu innych krajów europejskich. Ma to swoje daleko idące konsekwencje.
Przytoczmy chociażby taki przykład. Platforma Obywatelska lokująca się bardziej
na lewo zabiega o wyborców katolickich chociażby przez to, że ich kandydat
przyjeżdża do Lichenia. Sytuacja, kiedy to zdarzenie jest akceptowane przez
lewicową inteligencję wielkich miast, jest sama w sobie bardzo ciekawa. To coś
nowego w Polsce. Żadna z lewicowych gazet i mediów nie skrytykowała marszałka
Bronisława Komorowskiego za tę wizytę. Obaj kandydaci w sprawie in vitro mówili
coś, co jest wyraźnie oddalone od lewicowego mainstreamu.

Z dotychczasowych sondaży wynika, że w przyszłorocznych wyborach
parlamentarnych PSL może nie trafić do parlamentu…

– Przed wyborami parlamentarnymi będą wybory samorządowe. Nie sądzę, żeby PSL
wypadło w nich słabo, a po mobilizacji w samorządowych może uzyskać dobry wynik
w parlamentarnych. Moim zdaniem, scena partyjna nadal pozostanie zapełniona
czterema ugrupowaniami. Na pewno nie ma na niej miejsca dla trzeciej partii
prawicowej czy centroprawicowej.

Ukłon w stronę lewicy przysporzył Platformie zwolenników?
– Strategia PO, żeby być wyraziście na prawo, aby zahamować potencjalną dynamikę
wzrostu notowań PiS, okazała się nieskuteczna. Wiadomo, że po tych wyborach
notowania PiS będą wynosiły 40 i więcej procent. Przesunięcie wizerunkowe, na
prawo, spowodowało to, że PO odsłoniła się na lewym skrzydle i w konsekwencji
nie udało im się zamienić SLD w przystawkę. Z tej racji ambitny Napieralski może
podjąć próbę umocnienia się. W tej sytuacji prawdopodobnie Platforma będzie
musiała rozważyć następujący dylemat: czy dalej walczyć na centroprawicy i
próbować wypchnąć ze sceny PiS, co wydaje się w tej chwili nierealne, czy raczej
dokonać zwrotu na lewo, by bronić się przed ofensywą Napieralskiego. Może to
oznaczać, że będziemy mieli jedną partię prawicowo-republikańską, czyli PiS, i
jedną partię centrowo-liberalno-społeczną, zreformowaną Platformę, ze skrzydłem
centrolewicowym, i obie będą miały, co ważne, wspólne solidarnościowe korzenie.
A tradycja postkomunistyczna, przynajmniej na poziomie partii politycznych,
będzie słabiej reprezentowana i będzie próbowała walczyć, szukając nowych
lewicowych odniesień.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj