Potrzebujemy prezydentury niepodporządkowanej rządowi
Z prof. Zdzisławem Krasnodębskim, socjologiem, wykładowcą na Uniwersytecie
Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Uniwersytecie w Bremie, rozmawia Małgorzata
Goss
Czego oczekujemy od prezydenta. Jakie jest, Pańskim zdaniem, pierwsze zadanie
stojące przed głową państwa?
– Prezydent elekt powinien przede wszystkim zwrócić się do zwolenników
pokonanego kandydata i przypomnieć, że z chwilą wyboru reprezentuje nasze
państwo, które jest dobrem wspólnym. Ostatnio zarysowały się tendencje, aby
część wyborców wykluczyć, zdelegitymizować opozycję, ośmieszyć przeciwników…
Każdy, kto zostanie prezydentem, musi przypomnieć, że ci "inni Polacy", o innych
przekonaniach, mają do nich prawo. Że na tym właśnie polega demokracja, wolność,
wspólna Rzeczpospolita, że w ramach jednego państwa różnimy się poglądami, ale
on, prezydent, będzie stał na straży wolności poglądów odmiennych od tych, które
jego wyborcy i on sam reprezentują. Powinien powiedzieć: "Zostałem wybrany z
pewnym programem. Wiem, że nie wszyscy mnie popierają. Będę realizował pewne
wyobrażenie dobra Rzeczypospolitej. Być może są inne wyobrażenia o tym, jak to
dobro realizować. Będę starał się przekonać do swojego programu tych 'innych’,
ale jednocześnie będę dbał o ich prawo do wyrażania własnych poglądów, będę stał
na straży wolności politycznej". Taki apel-oświadczenie jest tym bardziej
potrzebny, że prawdopodobnie różnica poparcia pomiędzy kandydatami będzie bardzo
niewielka, jesteśmy społeczeństwem bardzo podzielonym politycznie.
W ostatnim czasie można odnieść wrażenie, że państwo "rozpływa się" jakby w
morzu różnych grupowych interesów…
– Ma pani rację. Prezydent jest symbolem jedności Rzeczypospolitej. Powinien tę
jedność państwa i jego siłę reprezentować, a może nawet przywrócić. Jego
obowiązkiem jest zadbać o to, aby okoliczności śmierci jego poprzednika zostały
do końca wyjaśnione. Powinien przywrócić państwu godność, która była w ostatnich
latach szargana. Zwłaszcza wobec obywateli, którzy przed 10 kwietnia mieli
negatywny stosunek nie tylko do osoby śp. prezydenta czy jego urzędu, ale – moim
zdaniem – do Rzeczypospolitej jako państwa.
Bezwład państwa, tak widoczny w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej,
budzi niechęć części obywateli do utożsamiania się z nim. Nikt za nic nie
odpowiada…
– Tu znów daje o sobie znać ów brak poszanowania odmiennych przekonań i państwa
jako dobra wspólnego. Problem w Polsce polega nie na tym, że my się spieramy
politycznie, lecz na tym, że często spieramy się w sposób, który poniża drugą
stronę, wyklucza, piętnuje, ośmiesza i wypycha ze sfery publicznej. Tu także
widzę zadanie dla prezydenta – przypomnienie aparatowi państwowemu, ludziom w
aparacie sprawiedliwości o ich obowiązkach, że Rzeczpospolita jest dobrem
nadrzędnym nad wszystkimi partykularnymi interesami – lokalnymi, grupowymi,
partyjnymi, zawodowymi. Że Polska jest też dla ludzi uboższych, starszych,
bezsilnych, mniej zamożnych, i państwo musi zapewniać im równouprawnienie.
Po debatach telewizyjnych padały zarzuty, że pytano kandydatów na prezydenta
o sprawy, które nie leżą w jego kompetencji…
– To jest oczywiście nieprawda. Prezydent ma kompetencje władzy wykonawczej, ale
oprócz tego powinien się wypowiadać w wielu innych sprawach, oczywiście –
wypowiadać ogólnie, nie prowadząc bieżącej polityki. Na przykład w Niemczech
prezydent ma prerogatywy symboliczne, ale wygłasza przemówienie programowe,
wskazując pewne kierunki strategiczne i cele. Polska zakończyła pewien etap
swego rozwoju. Nowo wybrany prezydent powinien zarysować ogólną strategię Polski
na przyszłość. Dotyczy to polityki gospodarczej, roli państwa w takich
dziedzinach, jak służba zdrowia, budowa autostrad etc., polityki zagranicznej,
solidarności społecznej. Wypełniając zadanie konsolidacji Rzeczypospolitej,
skupienia jej na nowo, zapobieżenia owemu "rozmyciu", musi wyznaczać kierunki
rozwoju w sensie intelektualnym. Musi stać na straży podstawowych zasad
zapisanych w Konstytucji, ale także na straży tradycji, "polskości", czyli
sposobu, w jaki żyjemy jako Naród. To się oczywiście zmienia, ale nasz sposób
życia z tego wyrasta.
Prezydent ma prawo weta oraz inicjatywy ustawodawczej. Co więcej – ma duże
możliwości kształtowania atmosfery politycznej w Polsce, mobilizowania obywateli
do podjęcia działań czy poparcia jakiegoś programu. Prezydent posiada –
sztucznie ograniczane ostatnio – prerogatywy w polityce zagranicznej i obronnej.
Powinien z nich korzystać. Uważam, że powinna to być mocna prezydentura, a nie
słaba, podporządkowana partii politycznej czy rządowi. Potrzebujemy mocnej
prezydentury spinającej państwo, ponieważ partie są uwikłane w konflikt
polityczny. Potrzebujemy instancji, która jest inaczej usytuowana i w sposób
widoczny reprezentuje całość Rzeczypospolitej. Mocny prezydent – co ważne –
powinien przywrócić zaufanie obywateli do państwa.
Dziękuję za rozmowę.
