Cięcia wydatków i wyższe podatki?
Grecja już sprzedaje swoje wyspy, my na razie „tylko” strategiczne
sektory gospodarki. Czy rząd, który zadłużył Polskę na 200 mld zł, zdoła
przerwać spiralę zadłużenia? Jakim kosztem?
Dług publiczny,
czyli środki pożyczone przez państwo, samorządy oraz fundusze publiczne
(typu ZUS, Krajowy Fundusz Drogowy) w polskich i zagranicznych bankach
oraz u własnych firm i obywateli, sięga już powyżej 700 mld zł, a na
koniec roku może – według Komisji Europejskiej i Międzynarodowego
Funduszu Walutowego – przekroczyć 800 mld złotych. Dla porównania – w
chwili obejmowania władzy przez obecny rząd pod koniec 2007 roku dług
wynosił 520 mld złotych. – Roczny raport o zadłużeniu za 2009 rok ukaże
się w ciągu 2 tygodni – poinformowała „Nasz Dziennik” Magdalena Kobus,
rzecznik resortu finansów.
Na podstawie dostępnych danych ekonomiści
oceniają, że w ciągu zaledwie dwóch ostatnich lat zadłużenie sektora
publicznego powiększyło się o 200 mld zł, co stanowi niechlubny rekord w
ostatnim dwudziestoleciu. W 2009 r. potrzeby pożyczkowe państwa
wyniosły 80 mld zł, w bieżącym zaś – 120 mld zł, a w przyszłym roku
zapowiadają się podobnie. Polska jest zadłużana coraz bardziej i na
coraz wyższy procent. Szczególnie ryzykowną część długu publicznego
stanowi pożyczka zaciągnięta za granicą poprzez emisję obligacji w
walutach obcych lub umowy swapów walutowych, z której to formy obecny
rząd chętnie korzysta. Na koniec 2009 r. dług publiczny w walutach
obcych wynosił ok. 60 mld euro i nadal rośnie. Pytanie – kiedy osiągnie
pułap, powyżej którego terminowa obsługa stanie się niemożliwa?
Zadłużona
ponad miarę Grecja, mimo początkowych głosów oburzenia, wystawiła
jednak na sprzedaż niektóre swoje wyspy. Polska na razie rzuca na rynek
kolejne spółki Skarbu Państwa, wśród nich – strategiczne, jak firmy
energetyczne czy Giełda Papierów Wartościowych. Ściąga też energicznie
dywidendy do pustego budżetu, nie bacząc, że spółki w kryzysie bardzo
potrzebują pieniędzy. Jeśli dług będzie przyrastał w obecnym tempie –
zadłużenie pod koniec kadencji może sięgnąć… 1 bln złotych! Jak
przerwać ten niebezpieczny trend, by nie powtórzył się w Polsce
scenariusz grecki lub głośny krach argentyński z 2002 roku?
–
Redukować deficyt można w dwojaki sposób – poprzez wysoki wzrost
gospodarczy i zwiększenie dochodów budżetowych albo też poprzez cięcia
wydatków budżetowych i zwiększanie obciążeń podatkowych – wyjaśnia
Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. Według wyliczeń prof. Andrzeja
Kaźmierczaka z Rady Polityki Pieniężnej, dopiero wzrost gospodarczy na
poziomie 4,5 proc. PKB rocznie pozwoliłby na zmniejszenie rozmiarów
deficytu i tempa zadłużenia. O takim wzroście jednak na razie nie ma co
marzyć. Pozostaje zatem druga droga. Zapewne rząd ją nam przedstawi w
przyszłorocznym budżecie. Założenia do ustawy budżetowej ukażą się w
nadchodzącym tygodniu. Zgodnie z programem konwergencji przesłanym przez
rząd Komisji Europejskiej oszczędności w budżecie na 2011 rok mają
sięgnąć ok. 20 mld zł, a w roku następnym – aż 40 mld złotych.
Spodziewane są: radykalne obniżenie wydatków społecznych i
inwestycyjnych, ograniczenie waloryzacji emerytur i płac sfery
budżetowej, być może próby podwyższenia wieku emerytalnego, wzrost
podatku VAT i akcyzy, wzrost składki rentowej itp. Wraz z ustawą
budżetową resort finansów przedstawia corocznie strategię zarządzania
długiem. Zatem jesienią przekonamy się, czy spirala zadłużenia nadal
będzie się nakręcać i ile będziemy musieli pożyczyć w kolejnym roku. Na
jaki procent będą to pożyczki – wyceni rynek.
Małgorzata Goss
