„Cud gospodarczy” to metafora

Z Andrzejem Czerwińskim, posłem Platformy Obywatelskiej,
wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Gospodarki, rozmawia Mariusz Bober

Przed
trzema laty Platforma Obywatelska obiecała Polakom cud gospodarczy.
Tymczasem w czasie kryzysu gospodarczego i budżetowego państwa sprowadza
się on chyba do utrzymania dodatniego wskaźnika produktu krajowego
brutto?

– Hasło wyborcze zawsze jest pewną metaforą, która
pobudza wyobraźnię i wskazuje wyborcy, co dana partia posługująca się
nim chce zrobić dla dobra kraju. Patrząc bez emocji na to, z czym Polsce
przypadło się zmierzyć – czyli potężny kryzys ekonomiczny, powodzie –
trzeba jasno powiedzieć, że jako jedyni w Europie mieliśmy w ubiegłym
roku i mamy obecnie dodatni wskaźnik PKB.

Ale w programie PO
sprzed trzech lat mowa była o dążeniu do utrzymania wysokiego PKB, byśmy
mogli doganiać gospodarczo kraje Unii Europejskiej, a nie o
przybliżaniu się do ich obecnego poziomu rozwoju…

– Patrząc na
statystyki, widać, że zmniejszyliśmy dystans do najbogatszych krajów UE.
Polska dzięki dodatniemu PKB nadal się rozwija. Wykorzystaliśmy prawie w
stu procentach dostępne fundusze unijne. Krytykowany wolny proces
budowy dróg i autostrad ruszył z miejsca, wzrósł eksport naszych towarów
i usług. Dystans do państw UE – według ocen fachowców, a nie polityków –
bardzo szybko nadrabiamy.

Kierowcy polemizowaliby z tą
opinią. W dodatku realizowane są największe projekty niezbędne do
organizacji mistrzostw Europy Euro 2012…

– Ludzie dostrzegają,
że powstało setki kilometrów tzw. schetynówek. Widać, że współdziałanie
rządu z województwami i gminami uwolniło duże środki skierowane na
odbudowę dróg powiatowych. To prawda, że są kierowcy, którzy narzekają,
że tu albo tam jest dziura, to normalne. Jeśli zaś chodzi o inwestycje
na Euro 2012, to na dzisiaj podpisane są umowy na wykonanie 1410 km
autostrad i dróg ekspresowych, a na kolejne 1000 km zostaną podpisane w
najbliższym czasie.

Mimo to zapis programu o konieczności
„odblokowania potencjału polskiej gospodarki, który jest dławiony (…)
wysokim długiem publicznym, złym i skomplikowanym prawem” jest bardziej
aktualny niż wtedy, gdy pisali Państwo ten program?

– Tak, jest
wciąż aktualny. Chciałbym przypomnieć, że gdy rozmawialiśmy o sposobach
wyjścia z kryzysu, Prawo i Sprawiedliwość oraz Sojusz Lewicy
Demokratycznej mówiły o konieczności zwiększenia podatków i wydatków, bo
skądś trzeba wziąć pieniądze na zadania publiczne. Premier Donald Tusk
uznał, że to błędna droga. Skupiliśmy się na oszczędnościach oraz
ograniczeniu wydatków. Zaoszczędzono kilkadziesiąt miliardów złotych bez
przerzucania na obywateli i przedsiębiorców ciężaru kryzysu
budżetowego.

Nawet minister Jan Vincent-Rostowski nie jest
pewien, czy zmieści się w planowanym gigantycznym budżecie w wysokości
52 mld złotych…

– Koszty funkcjonowania państwa można łatwo
wyliczyć. Wystarczy porównać wydatki poszczególnych ministerstw w 2008
r. i w ubiegłym roku. Obecnie sejmowe komisje analizują wykonanie
budżetu za 2009 rok. Wkrótce przedstawimy Sejmowi wyniki tych prac. Nie
zanosi się na nowelizację budżetu.

A co z obietnicą
uproszczenia systemu podatkowego?

– Najlepsze byłoby wprowadzenie
jednolitego podatku liniowego, i pewnie kiedyś dojdzie do tego. W
sytuacji kryzysu nie można było tego zrobić. Choć system wprowadzony
przez naszą koalicję w praktyce jest podatkiem liniowym dla 95 proc.
obywateli. Większość płaci 18-procentowy podatek, nieliczna grupa
najbogatszych płaci 32 procent.

A czy przypadkiem realizacja
celów, o których mówimy, nie zostanie sfinansowana poprzez zwiększenie
zadłużenia państwa, co obniżyłoby wiarygodność finansową Polski i
zwiększyło koszty obsługi długu zagranicznego?

– Dług publiczny
rzeczywiście jest za duży i musi być stopniowo ograniczany. W bieżącym
roku najbardziej bezpiecznym przejściem przez kryzys było zwiększenie
deficytu budżetowego. Zagrożenie z powodu zbyt wysokiego zadłużenia
utrzymuje się, dlatego nie będzie rozluźnienia dyscypliny budżetowej.
Jest ono monitorowane. Na początku lipca będzie sporządzona nowa ocena w
tej sprawie, aby nie zagroziło bezpieczeństwu naszego kraju i
obywateli.

Ale eksperci ostrzegają, że gdyby nie opóźnienia we
wdrażaniu reform w Polsce, wzrost gospodarczy byłby jeszcze wyższy. Rok
temu rząd przedstawiał projekt zmian cięcia kosztów funkcjonowania
administracji i… nic się nie dzieje.

– Jest przyjęta mapa
drogowa zakładająca wdrażanie tego planu do 2030 roku. Niedawno zostało
przyjętych 5 ustaw dotyczących rozwoju innowacyjnej gospodarki i
wsparcia badań naukowych. W tej sprawie wiele mają do zrobienia zarówno
politycy, jak i dziennikarze, gdyby przedstawiciele państwa robili co
innego, niż obiecali.

To często się zdarza. Platforma w
programie obiecywała np. dodatkowe ubezpieczenia na świadczenia medyczne
o wyższym standardzie lub kosztach nierefundowanych przez NFZ…


Tutaj winna jest zawierucha wywołana zablokowaniem ustaw zdrowotnych
[przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego – przyp. red.].

…trzech
z sześciu…

– Ale tworzyły one komplementarną całość.

A
czy PO zamierza spełnić obietnice programowe dotyczące poprawy
dostępności do usług medycznych, obniżenia cen podstawowych lekarstw i
podniesienia zarobków personelu medycznego?

– Koszyk świadczeń w
przygotowanych przez nas ustawach został jasno określony. Nie jestem
specjalistą w tej dziedzinie, ale z tego, co wiem, dostępność do
lekarstw – tańszych zamienników markowych środków, byłaby możliwa dzięki
obowiązkowi posiadania ich przez apteki oraz informowania o tym
klientów. Natomiast jeśli chodzi o usługi medyczne, to te podstawowe
byłyby refundowane, a gdyby ktoś chciał świadczeń o wyższym standardzie,
musiałby do nich dopłacić. Jeśli zaś chodzi o podwyżki dla personelu
medycznego, to one są sukcesywnie wprowadzane. Chciałbym też zaznaczyć,
że nie mówimy ani o zamykaniu, ani o prywatyzowaniu szpitali…

A
do czego prowadziły zmiany proponowane przez Platformę?


Przygotowane przez nas ustawy przewidywały, że oddłużymy zadłużone
placówki pod warunkiem przekształcenia i przekazania ich władzom
samorządowym. To one podejmowałyby dalsze decyzje. Znam wiele placówek
służby zdrowia dobrze zarządzanych w ten sposób już po ich
skomercjalizowaniu. Nikt ich nie chce prywatyzować.

A co z
reformą ubezpieczeń społecznych? Nawet ministrowie tego rządu spierali
się o reformę KRUS, a ostatnio o rolę i przyszłość funduszy
emerytalnych.

– Mamy przygotowaną strategiczną decyzję o
pozostawieniu KRUS przy jednoczesnym przeprowadzeniu reformy. Zakłada
ona, że wielcy producenci rolni i właściciele ogromnych gospodarstw
powinni wyjść z KRUS. Zmiany muszą być wprowadzane stopniowo. Natomiast
jeśli chodzi o fundusze emerytalne, to dziś widzimy, że nie spełniły one
finansowych oczekiwań ubezpieczonych. Nie jestem specjalistą w tej
dziedzinie, ale wiem, że minister Jolanta Fedak ma gotowe propozycje
dotyczące zwłaszcza II filaru.

A propos dziury budżetowej –
rząd chciał ją zasypać także z pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży firm
państwowych i udziałów w nich. Które PO zamierza sprzedać?


Prywatyzacja jest i będzie prowadzona, bo rzeczywiście w budżecie na ten
rok przewidziano spore wpływy z tego tytułu. Ale niektóre
przedsiębiorstwa pozostaną państwowe. Będą to firmy o strategicznym
znaczeniu dla Polski mające wpływ na bezpieczeństwo państwa. Kilkanaście
z nich ma duży potencjał rozwojowy, pod warunkiem, że będą dobrze
zarządzane. Pozostałe firmy mogą być w mniejszym lub większym stopniu
prywatyzowane.

A Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo?

Ta firma na pewno nie będzie prywatyzowana, choć zgodnie z dyrektywą
Unii Europejskiej musiała przejść restrukturyzację. Wydzielono z niej
Gaz System, który jest operatorem systemu przesyłowego. Na pewno nie
będzie też prywatyzacji Polskiej Grupy Energetycznej.

„Platforma
Obywatelska proponuje zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego poprzez
odwołanie się do własnych zasobów”. Jak ten zapis z programu sprzed 3
lat ma się do słów marszałka Bronisława Komorowskiego o szkodliwości
eksploatacji złóż gazu łupkowego metodą odkrywkową?

– Żeby
przeciąć wszystkie dyskusje – Bronisław Komorowski nie neguje
konieczności szukania gazu w Polsce. Poszukiwania już się rozpoczęły.
Nie byłem w Londynie i nie wiem, co powiedział podczas tamtej wizyty
marszałek. Ale rozmawiałem z nim i wiem, że nie jest przeciwny
wydobywaniu gazu łupkowego. Niedawno odbyła się w Sejmie prezentacja
głównego geologa kraju, wiceministra Jacka Jezierskiego, który z wielkim
entuzjazmem przekazywał nam informacje. Trzeba chłodno podchodzić do
sprawy, bo z tego gazu możemy korzystać z przyczyn technicznych
najwcześniej za 10 lat. Ponadto dla naszego bezpieczeństwa ważna jest
też konsekwentna realizacja budowy gazoportu w Świnoujściu – już został
ogłoszony przetarg na jego wykonanie. Chciałbym też zwrócić uwagę, że
Polska jest oceniana jako kraj bezpieczny energetycznie, ponieważ lwia
część energii jest pozyskiwana u nas z własnych zasobów węgla.

Ale
wkrótce drastycznie mogą wzrosnąć ceny energii pozyskiwanej z węgla,
gdy skończy się okres przejściowy dla Polski i będziemy musieli kupować
prawa do emisji dwutlenku węgla…

– Okres przejściowy też jest
sukcesem rządu. Wynegocjował on przesunięcie tego terminu do 2019 roku.
Emisji CO2 nigdy nie da się całkowicie zlikwidować, ale jeśli zostanie
podniesiona sprawność kotłów w elektrowniach, to znacznie ją
ograniczymy, podobnie jak samo zużycie węgla. Dlatego jestem pewien, że
koszty energii elektrycznej nie wzrosną drastycznie po okresie
przejściowym.

To znaczy, że mając ogromne zasoby węgla, a być
może także gazu – będziemy kupowali prąd za granicą?

– Nie, mamy
za dużo mądrych ludzi w energetyce, by nie wykorzystać okazji do tego,
żeby polski system energetyczny był sprawny i konkurencyjny wobec
podmiotów zagranicznych.

Za rządów PO bezrobocie znów
przekroczyło wartość dwucyfrową. Jak je obniżyć?

– Ale
systematycznie od miesięcy maleje i konsekwentnie zbliża się do liczby
jednocyfrowej. Zawdzięczamy to w dużej mierze ogromnym inwestycjom
prowadzonym w Polsce i dobremu wykorzystaniu unijnych pieniędzy. Duża
część Polaków wyjeżdżających wcześniej do Wielkiej Brytanii czy Irlandii
wraca teraz do Polski…

…z powodu kryzysu w Europie
Zachodniej…

– Tak, ale wracają do Polski, uznając, że łatwiej
będzie im tu przeżyć niż na Zachodzie. Uznają, że mają tutaj lepsze
warunki na prowadzenie działalności gospodarczej.

Platforma
nadal wyobraża sobie rozwój Polski poprzez tworzenie kilku
wysp-metropolii na morzu niedoinwestowanych miasteczek i wsi?


Zawsze opowiadaliśmy się za zrównoważonym rozwojem Polski. Mamy
specjalny program rozwoju tzw. ściany wschodniej. Oczywiście jeśli
będzie można zdobyć jakieś inwestycje w metropoliach, dzięki którym cały
kraj będzie się lepiej rozwijał, to będą one wspierane, ale dawanie
komuś pieniędzy tylko dlatego, że działa w metropolii, jest bez sensu.
Były próby składania projektu ustawy w tej sprawie, ale skończyło się to
nawet na nieporozumieniu co do ilości metropolii w Polsce.

Dziękuję
za rozmowę.

drukuj