Wyborczy matrix

W ostatnich godzinach
przed ciszą wyborczą ruszyły jak do boju wszystkie stacje
radiowo-telewizyjne i redakcje opiniotwórczej prasy. W wydaniach
dzienników i serwisów informacyjnych słychać było wręcz tętent koni,
zgrzytanie wojennych toporów i świst wypuszczanych strzał. To
bezwzględne starcie trwało od kilku tygodni, niektórzy publicyści już
wyraźnie finiszowali, z trudem łapiąc oddech.

Dlatego kiedy
ogłoszono ciszę wyborczą od północy w sobotę do godz. 20.00 w niedzielę,
w mediach, zwłaszcza tych elektronicznych, zrobiło się dziwnie pusto i
głucho. Zniknęły nagle z pola widzenia twarze, sylwetki i głosy
oswojonych do bólu publicystów, ekspertów od politycznego wizerunku,
polityków i dyżurnych socjologów. TOK FM jako komercyjna stacja żyjąca z
komentarzy politycznych i ambicji kreowania politycznych klimatów
została odcięta od butli z tlenem. Jej stali komentatorzy w czasie ciszy
nieustannie bajdurzyli o niczym, a na falach rozgłośni – jak nigdy –
można było usłyszeć wiele rytmów w stylu pop.

Kreowanie
monstrum

Nieco inaczej wyglądała sytuacja dziennikarzy
prasowych. Ci mogli wypisać się w ostatnich wydaniach gazet. Tygodnik
„Polityka” od początku wieszczył, że to będzie kampania „w czerni i
sepii”, a Jarosław Kaczyński w pojedynkach wyborczych będzie chroniony
„specjalnymi immunitetami”. Mariusz Janicki i Wiesław Władyka
przewidywali, że „kontynuacja polityki zmarłego prezydenta jawi się jako
główne hasło prezydenckiej kampanii Jarosława Kaczyńskiego”. Publicyści
„Polityki” obawiali się, iż „emocje, rozchwiane uczucia, religijne
uniesienia, zwłaszcza w histerycznym przekazie medialnym, mogą
odrealniać rzeczywistość, skłaniać do ocen przesadnych i
nieadekwatnych”. W innym tekście tygodnik wybił na czołówkę artykułu
zdanie: „Pałac przy Krakowskim Przedmieściu przypomina twierdzę, w
której przyjaciele czczą pamięć zmarłego prezydenta”. Tydzień później
gazeta na okładce kolejnego numeru zamieściła twarz Kaczyńskiego,
podświetlając szczególnie jego oczy i umieszczając nad nimi napis:
„Hipnotyzer. Jarosław Kaczyński będzie chciał pozbawić Polaków pamięci”.
Janina Paradowska w otwierającym numer artykule snuła analizy: „na
razie w podniosłej atmosferze żałoby trwa operacja wizerunkowa, mająca
zlać dwóch braci w jednego”. Kim był Jarosław Kaczyński w publicystyce
„Polityki”, oprócz tego, że hipnotyzował? Otóż miał nieskończenie wiele
oblicz i twarzy: był mścicielem szukającym winnych śmierci brata;
politykiem o najmniejszym zaufaniu społecznym, politycznym samotnikiem,
zimnym graczem, oddanym wyłącznie bratu; specjalistą od dzielenia i
prowokowania konfliktów. Słowem, jawił się niby istne monstrum, którego
na dodatek nie wolno atakować, bo pogrążone jest w żalu po śmierci
brata. Ten wizerunek miały, jak przewidywała red. Paradowska, ocieplać
„tabloidowe ustawki”. W ostatnim numerze przed wyborami red. Paradowska
zatytułowała swój artykuł „Maskarada”. I snuła swoje czarne myśli,
pisząc, iż jeśli do Pałacu Prezydenckiego wejdzie Kaczyński, to
przekształci to miejsce w „redutę, w sztab, gdzie opracowywane będą
plany wygrania kolejnej elekcji, podczas której już będzie można
brutalizować bez żadnych zahamowań”.
Inny opiniotwórczy tygodnik,
„Newsweek”, nie prowadził aż tak jawnej wojny z Jarosławem Kaczyńskim.
We wcześniejszych numerach skupił się na pytaniach o Jarosława
Kaczyńskiego: „Czy naprawdę się zmienił?”, i pytał psychologów o nowy
wizerunek Jarosława Kaczyńskiego. Publicyści „Newsweeka” wydawali się
wielce zafrasowani faktem, że po śmierci brata, bratowej i
najważniejszych politycznych przyjaciół Kaczyński nie jest taki jak
dawniej. A jaki był dawniej? No, oczywiście straszny. Wywoływał wojny,
mówił o czystkach IV RP itp. Ten i podobny przekaz nieustannie płynął z
wielkich tytułów prasowych i komercyjnych elektronicznych mediów.
Jarosławem Kaczyńskim można było straszyć dzieci, ale też wywoływać
gęsią skórę na karkach redaktorów wielu gazet czy niezweryfikowanych
funkcjonariuszy Wojskowych Służb Informacyjnych. Jednak czy Jarosława
Kaczyńskiego bali się również jego wyborcy? O tym już redaktorzy
„Newsweeka” nie byli tak do końca przekonani i w ostatnim numerze przed
wyborami na okładce swojego pisma zamieścili dwie twarze (Komorowskiego i
Kaczyńskiego) zanurzone po brodę w wodzie z pytaniem: „Kto wypłynie na
powodzi?”.

Wielkie manewry

Jak bardzo media i
dziennikarze pogrążyli się w medialnym matriksie, obnażył w znacznym
stopniu wieczór wyborczy. 20 czerwca w całym kraju przez kilka godzin
królowała telewizja i jej posłańcy zdradzający wyborcze tajemnice. Po
raz pierwszy swoje wieczory wyborcze zaprezentowały cztery stacje –
publiczna TVP i trzy komercyjne: lewicowa Superstacja oraz TVN 24 i
Polsat News. Pamiętamy, że te dwie ostatnie Andrzej Wajda jeszcze na
początku kampanii określił jako zaprzyjaźnione z Bronisławem
Komorowskim. Redaktorzy od zadań specjalnych – choć na co dzień bardzo
oswojeni ze studiem, kamerami i błyskiem reflektorów – tego wieczoru
byli spięci i stremowani. Tutaj każde potknięcie i nieuwaga mogły bardzo
drogo kosztować.
Atmosferę napięcia wyczuwało się zresztą już od
kilku tygodni. Trwała wielka mobilizacja. W TVN 24 rangę wieczoru
wyborczego porównano do finałowego meczu mundialu. Prześcigano się w
pomysłach w sprawie wejść na antenę, przedstawiania zwycięzcy wyborów,
frekwencji i tego, czy będzie druga tura.
W wyborczej relacji walkę
prowadzili nie tylko kandydaci na prezydenta. Równolegle trwała
rywalizacja TVN 24 z całą konkurencją. Tego wieczoru stacja, która zyska
największą widownię, zbierze w przyszłości miliony z reklamowego tortu.
Dlatego oglądalność poszczególnych stacji była pilnie monitorowana na
równi z wynikiem wyborów. Imperium Waltera ruszyło ze swoim wieczorem
wcześniej niż publiczna telewizja, bo ok. godz. 19.25, tuż po „Faktach” w
TVN. Dziennikarzami prowadzącymi byli sprawdzeni w wielu bojach: Kamil
Durczok i Justyna Pochanke. Od godz. 19.50 do 20.50 można ich było
oglądać również w TVN. Z zaproszonymi ekspertami: politologami,
socjologami, politykami rozmawiali inni medialni frontmani: Monika
Olejnik i Bogdan Rymanowski. Ponadto – co miało być największą atrakcją –
stacja przygotowała studio wirtualne w technice 3D. A tam głównym
magikiem przedstawiającym najnowsze wyniki był – bardzo młody, ale rzecz
jasna, już obsypany nagrodami – Jarosław Kuźniar. To on po ciszy
wyborczej przedstawił pierwsze wyniki z wirtualnego studia.

Magicy
i prestidigitatorzy

W studiu TVN nad wszystkim dominowała
scenografia. Objaśniający dane i wyniki jawił się niby prestidigitator,
prezentujący stworzoną przez studyjnych informatyków interaktywną
grafikę łączoną z obrazem rzeczywistym. Nie przypadkiem jeszcze w
zapowiedzi programu Kuźniar miał słowną wpadkę, gdy zapewniał, że „u nas
wszystko jest wirtualne”. Oczywiście, miał powiedzieć – realne. Zresztą
na ekranach wszystkich telewizji tego wieczoru i tej nocy migały
wymyślne napisy, obrazy, infografiki i wizualizacje. W studiu TVN 24 non
stop królowały zaskakujące efekty wizualne wirtualnej scenografii.
Widzowi nie pozostawiono chwili na refleksję, by choć przez moment
zastanowił się nad tym, co się tak naprawdę dzieje.
Magiczne studio
3D, jak się okazało, miał również Polsat News. Jarosław Gugała z Polsat
News, który odpowiadał za przygotowania do wieczoru wyborczego, już
wcześniej zapowiadał, studząc gorączkę konkurencyjnej TVN, że studio
wirtualne w technice 3D to dziś właściwie standard. Jednak Polsat News
oprócz nowoczesnego studia w siedzibie stacji – na wzór TVP 1 –
przygotował też studio zewnętrzne pod Pałacem Prezydenckim, gdzie byli
zapraszani politycy. Wieczór wyborczy w Polsat News poprowadzili Magda
Sakowska i Bogusław Chrabota przy współudziale Agnieszki Gozdyry i
Tomasza Machały, którzy dyżurowali pod Pałacem Prezydenckim. Rozmowy z
gośćmi Polsatu prowadzili Dorota Gawryluk, Jarosław Gugała oraz Wojciech
Szeląg.
Każda ze stacji zamówiła też w ośrodkach badania opinii
własne sondaże wyborcze. I tak dla TVP sondaże przygotował TNS OBOP, dla
TVN – SMG/KRC, a dla Polsatu – instytut Homo Homini. Jakież było
zaskoczenie – wyrażane głośno również przez polityków – różnicą (ok. 6
proc.) między poszczególnymi badaniami. Okazało się, że najbliżej
realnego wyniku był sondaż TNS OBOP zrealizowany dla TVP. TNS OBOP
prognozował wynik 40,3 proc. dla Bronisława Komorowskiego, 35,8 proc.
dla Jarosława Kaczyńskiego. Sondaże MB SMG KRC (dla TVN) dawały
Komorowskiemu ok. 46 proc., a Kaczyńskiemu 33,2 proc.). Od realnego
wyniku znacznie odbiegały także sondaże bombardujące wyborców przed
głosowaniem. Jednak prognozowane wyniki, które migały na ekranie, szybko
korygowano. Przeciętny widz nawet mógł nie zauważyć tych manipulacji,
choć w głowie mógł mieć poczucie dużego zamętu.
Dlatego nie może być
zaskoczeniem, pomimo starań konkurencji, dobra oglądalność stacji TVP,
której widownia dopisała także podczas tego wieczoru. Interesująco
wypadły powyborcze komentarze w TVP, która gościła prof. Jadwigę
Staniszkis, prof. Antoniego Dudka, dr. Rafała Chwedoruka, prof.
Kazimierza Kika. Profesor Jadwiga Staniszkis, która kilka dni wcześniej w
programie TVN „Teraz my” w bezpośrednim starciu z Januszem Palikotem
poddała go miażdżącej krytyce, i tym razem nie odpuściła: „Palikot jest
dla mnie śmieciem” – wyparowała na koniec rozmowy w TVP.
Dziś
wielkie redakcje i studia telewizyjne snują rozważania na temat drugiej
tury. Czy powtórzy się sytuacja z 2005 r., gdy w pierwszej turze także
prowadził Tusk? Kto ma większy napęd i lepsze pomysły do pracy w ciągu
tej dogrywki? Czy będziemy świadkami brutalizacji kampanii? Jakie
pomysły przedstawią sztaby wyborcze kandydatów na debatę prezydencką?
Mimo wielu pytań mało kto podważa dziś styl i sposób komunikowania się z
wyborcami przez Jarosława Kaczyńskiego. Jego niewzruszony spokój i
opanowanie, czy nawet wręcz łagodność, wprawiły największych wrogów PiS w
stan oszołomienia. Czy to jednak wystarczy do wygrania drugiej tury? Z
pewnością przez ten czas, który pozostał do 4 lipca, z placu boju nie
zejdą wielkie media i ich ludzie od zadań specjalnych. To od nich w
dużym stopniu będzie zależało, czyj wizerunek i która postać bardziej
przemówi do serc i umysłów wyborców.

Hanna Karp

Dr
Hanna Karp – medioznawca, publicystka, autorka książek na temat sekt i
New Age.


drukuj