Prawnicza socjotechnika
Z mecenasem Jackiem
Sińskim, pełnomocnikiem „Gościa Niedzielnego” w procesie wytoczonym
przez Alicję Tysiąc, rozmawia Mariusz Bober
Europejski
Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał we wtorek, że brak na
świadectwie oceny z etyki, na którą uczeń nie chodził, jest przejawem
dyskryminacji niewierzących w Polsce. Jak Pan ocenia ten wyrok w sprawie
wytoczonej państwu polskiemu?
– Nie miałem możliwości zapoznania
się z pełnym uzasadnieniem wyroku Trybunału, mogę więc oceniać jedynie
to, co oficjalnie przekazało polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Uważam jednak, że o dyskryminacji można mówić wtedy, gdy w różny sposób
traktowane byłyby osoby znajdujące się w takiej samej sytuacji.
Tymczasem trudno mówić o podobieństwie, gdy mamy do czynienia z
ateistami, czy też agnostykami, którzy nie chcą uczęszczać na lekcje
religii, i z ludźmi wierzącymi, którzy chcą uczestniczyć w katechezie, z
czym wiąże się konieczność wystawienia oceny końcowej. Innymi słowy,
możliwość uzyskania oceny uprawnionej na świadectwie jest swego rodzaju
nagrodą za uczestnictwo w danych zajęciach, które nie są obowiązkowe.
Jeżeli ktoś nie chce uczestniczyć w zajęciach z religii z przyczyn
światopoglądowych, do czego ma pełne prawo, to w zakresie kwestii ocen
nie jest on w takiej samej sytuacji jak uczniowie uczestniczący w
zajęciach z religii. A w takim razie jak możemy mieć do czynienia z
dyskryminacją?
Ponadto trudno mi dopatrzyć się dyskryminacji ucznia z
powodów religijnych w sytuacji, gdy nie może mieć wpisanej na
świadectwie oceny z etyki, a chce mieć wyższą średnią; w sytuacji, gdy
lekcji etyki nie było z powodów organizacyjnych, np. zbyt małej liczby
chętnych. Obie te sytuacje nie podpadają pod pojęcie dyskryminacji, o
którym jest mowa w art. 14 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i
Podstawowych Wolności. Z drugiej strony – gdyby rzeczywiście to szkoła
nie zapewniła zajęć z etyki dla tego konkretnego ucznia, którego rodzice
wnieśli skargę do Strasburga, pomimo jego próśb, oznaczałoby to, że
jest problem w sposobie organizacji tych zajęć. Nie byłoby to jeszcze
samo w sobie niepokojące dla państwa polskiego. Oznaczałoby to też, że
problem dotyczy tej jednostkowej sprawy, choć wtedy również
zastanawiające staje się, czy jest to przejaw dyskryminacji wskazujący
na naruszenie art. 9 i 14 konwencji.
Wyrok ten może mieć
szersze znaczenie dla Polski i wymusi np. dalej idące zmiany w
traktowaniu lekcji religii w polskich szkołach?
– ETPC dokonuje
daleko idącej wykładni funkcjonalnej i celowościowej przepisów Konwencji
o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Tymczasem takie
podejście zwykle zmierza do przemycania własnych poglądów w orzeczeniach
i wymuszania zmian na państwach, które ratyfikowały konwencję, oraz
wywoływania przemian społecznych i mentalnych w społeczeństwach
europejskich. W tym kontekście niebezpieczne mogą być dwie kwestie
ujawnione w związku z tym wyrokiem. Pierwsza to niepokojący wniosek,
jaki nasuwa się na podstawie analizy tego orzeczenia, a mianowicie, że
wydając je, ETPC pozwala sobie na polemikę z polskim Trybunałem
Konstytucyjnym, który już wypowiadał się w sprawie ocen z religii na
świadectwach szkolnych. TK zajmował się tą sprawą dwukrotnie: w latach
1993 i 2009. Za pierwszym razem badał kwestię zgodności z Konstytucją
nauczania religii w ogóle, a drugie orzeczenie dotyczyło zbadania
zgodności rozporządzenia ministra Romana Giertycha dotyczącego m.in.
możliwości wpisywania ocen z religii na świadectwach. Tymczasem ETPC
pośrednio wskazuje, że w swoich orzeczeniach polski TK nie wziął pod
uwagę pewnych okoliczności.
Niepokoją też komentarze
przedstawicieli Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, którzy porównują
orzeczenie Trybunału do zimnego prysznica dla rządu polskiego oraz
polskiego Trybunału Konstytucyjnego.
– Znamienne jest to, że w
komentarzach tych podkreśla się nie aspekt indywidualny danej osoby,
która złożyła skargę, lecz kwestie o charakterze ogólnym, takie jak
ewentualne dyskryminacje osób niewierzących poprzez wliczanie osobom
uczęszczającym na religię oceny z tych zajęć do średniej ocen na
świadectwie. Wskazuje to na chęć powrotu do kwestii ponownej oceny
zgodności z polskim porządkiem prawnym rozporządzenia ministra Romana
Giertycha z 2007 r. [dotyczącego umieszczania ocen z religii na
świadectwie i wliczania ich do średniej – red.]. Jeszcze bardziej
niepokojące są wypowiedzi przedstawicieli innych organizacji zajmujących
się zwalczaniem wszelkich przejawów dyskryminacji, według których wyrok
Trybunału w Strasburgu winien znaleźć swoje rozwiązanie w ustawie o
równym traktowaniu wraz z możliwością dochodzenia z tego tytułu bliżej
niesprecyzowanych roszczeń odszkodowawczych.
Można zauważyć
pewną analogię do niedawnego postanowienia ETPC w sprawie krzyża we
włoskiej szkole…
– Trudno to jeszcze ocenić z prawnego punktu
widzenia. Natomiast z punktu widzenia politycznego zrobili to już m.in.
polscy europosłowie. Wiadomo jednak, że duża część orzeczeń Trybunału w
Strasburgu, podobnie zresztą jak wiele orzeczeń sądów mocno
upolitycznionych, jakimi bez wątpienia są sądy konstytucyjne w państwach
Unii Europejskiej, ma charakter werdyktów politycznych. Można odnieść
wrażenie, że w ten sposób uprawia się socjotechnikę prawniczą, dążąc do
zmiany rzeczywistości prawnej, chcąc jednocześnie wpływać na kierunek
przyszłych orzeczeń oraz na zachowania ludzkie, by w ten sposób
kształtować podejście do mniejszości i do różnych problemów społecznych.
Wydawałoby
się, że w dzisiejszej Europie, w której przepisy tworzy się na tony,
margines interpretacyjny dla sędziów powinien być niewielki…
–
To złudzenie. Jest dokładnie odwrotnie. Stworzono bowiem rzeczywiście
ogromną liczbę przepisów, ale napisanych językiem tak nieprecyzyjnym, że
daje to ogromne możliwości nadinterpretacji. To zaś pozwala na podjęcie
próby osiągania określonych celów, także ideologicznych. Zresztą sądy
europejskie nadużywają wykładni odbiegającej od wykładni językowej,
preferując w tym zakresie jakże częste odwoływanie się do bliżej
niesprecyzowanych pojęć, takich jak cele danych instytucji europejskich
czy też duch traktatów europejskich.
Jakie skutki dla Polski
miałoby zignorowanie tej sprawy i nieodwołanie się przez nasze władze od
wyroku Trybunału?
– Rząd powinien zaskarżyć to orzeczenie.
Należałoby poszukać wszelkich możliwych wad w uzasadnieniu tego wyroku,
by doprowadzić do jego skutecznego zaskarżenia, wykorzystując w tym
zakresie stanowisko wyrażone w zdaniu odrębnym do wyroku. Jeśli poważnie
traktować wypowiedzi organizacji zwalczających wszelkiego rodzaju
przejawy dyskryminacji, to orzeczenie Trybunału może być wykorzystywane w
celu zmiany obowiązujących w polskim porządku prawnym regulacji
dotyczących kwestii ujawniania ocen z religii na świadectwach i
wliczania ich do średniej z ocen. Chciałbym też zwrócić uwagę na
niebezpieczne podejście ETPC, który wydaje wiele orzeczeń przeciwko
Polsce w sprawach światopoglądowych. Sprawia to wrażenie, jakby Trybunał
w Strasburgu chciał uczyć nas demokracji i tolerancji w znaczeniu
akceptowania wszystkiego, a także ulegania swego rodzaju poprawności
politycznej w kwestii przejawów rzekomej dyskryminacji.
Dziękuję
za rozmowę.
—————————————
Fragmenty jedynego zdania odrębnego do wyroku Europejskiego Trybunału Praw
Człowieka zarzucającego Polsce dyskryminację niewierzących, zgłoszonego
przez islandzkiego sędziego Davida Thóra Björgvinssona:
* Nie zgadzam się z orzeczeniem większości [składu sędziowskiego –
red.], że doszło do złamania art. 14 w odniesieniu do art. 9 Konwencji [o
Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, dotyczących zakazu
dyskryminacji ze względu na poglądy, przekonania lub wyznanie – red.].
* (…) Moim zdaniem, choć pożądane byłoby oczywiście wypełnienie trzeciej
przesłanki w postaci zapewnienia zajęć z etyki jako alternatywnych dla lekcji
religii, jest akceptowalne, że nie było to możliwe z powodów praktycznych,
np. z powodu braku wystarczającej liczby uczniów zainteresowanych udziałem [w
zajęciach z etyki – red.]. To, że nie udało się zorganizować zajęć z
etyki jako takich, nie może być uznane za przejaw naruszenia art. 14 w
odniesieniu do art. 9, lub samego art. 9. (…).
* W odniesieniu do sprawy różnicy w traktowaniu wydaje się, że par. 88
orzeczenia większości uznaje, iż taka różnica istniała, i [przekonanie to
– red.] opiera się na zwykłym fakcie, że świadectwo szkolne ucznia [wnoszącego
skargę – red.] nie zawierało pozycji "religia/etyka", od czasu gdy
uczeń nie uczęszczał na właściwe zajęcia, podczas gdy pozostali uczniowie
byli nagradzani oceną za swoje dokonania na lekcjach [religii – red.]. (…)
Ale wydaje mi się, że te "różnice" nie są różnicami w
traktowaniu osób w podobnej czy analogicznej sytuacji w znaczeniu art. 14
Konwencji. Z jednej strony byli uczniowie, którzy uczęszczali na zajęcia z
religii i otrzymali stopnie za swoje osiągnięcia. Z drugiej strony uczeń, którego
rodzice, realizując prawo do wolności przekonań i religii opisane np. w art.
9 Konwencji, zdecydowali, że nie będzie on uczęszczał na lekcje religii, nie
otrzyma oceny na świadectwie, ponieważ nie zapewniono alternatywnych zajęć z
etyki. W kontekście celu, jakim było uzyskanie oceny z konkretnego przedmiotu,
który jest przedmiotem oceny w niniejszej sprawie, uczniowie, którzy nie uczęszczali
na konkretne zajęcia, nie są w tej samej sytuacji, co uczniowie biorący udział
w [innych – red.] zajęciach (…).
* Na podstawie powyższych uwag z szacunkiem zwracam uwagę, że trzeci argument
[z uzasadnienia orzeczenia – red.] nie uzasadnia słuszności zarzutu, ponieważ
nie dowodzi, że z powodu świadectwa szkolnego uczeń w rzeczywistości cierpiał,
lub wywołałoby ono jego cierpienia w przyszłości, czy też uszczerbek, który
powodowałby naruszenie jego prawa do wolności przekonań, sumienia czy religii
zgodnie z art. 9 Konwencji (…).
tłum. BM
Sędzia David Thór Björgvinsson nie zdecydował się na rozmowę na temat
wyroku ETPC, wskazując, że jako sędzia tego trybunału nie może brać bezpośredniego
udziału w komentowaniu jego wyroku.
