Jak zadbać o demografię
Od dłuższego czasu znajdujemy
się w niebezpiecznej sytuacji demograficznej. Przy utrzymaniu tendencji
regresu populacyjnego Polsce grozi radykalna zmiana pozycji w Europie i
przeobrażenie składu etnicznego naszego społeczeństwa w stosunkowo
krótkim czasie, 2-3 pokoleń.
Najistotniejszymi celami
polskiej polityki, polskiej racji stanu, powinny być dwa założenia:
suwerenność energetyczno-surowcowa kraju oraz suwerenność demograficzna
Narodu. Przez suwerenność demograficzną Narodu (państwa) rozumiem taki
kształt jego struktury demograficznej, który sprawia, że obywatele są w
stanie zapewnić funkcjonowanie wszystkich struktur państwowych i
wszystkich usług, które państwo i jego różnorodne struktury i agendy,
także pozapaństwowe, pozarządowe, społeczne – mają obowiązek spełniać, a
więc np. zapewnić ciągłość i choćby minimalny poziom wypłat emerytur i
rent, świadczenia zdrowotne, opiekę nad ludźmi starymi, terminalnie
chorymi itd.
Jak realna i jak szybka w skali historycznej może być
utrata suwerenności demograficznej, pokazuje przykład Kosowa. Jeszcze na
początku XX w. ludność serbska stanowiła ponad 70 proc. populacji
mieszkańców tego regionu Serbii. Pod koniec tego wieku przed czystkami
etnicznymi będącymi następstwem wojny ludność serbska zmniejszyła się do
7 procent. Wszystko to dokonało się głównie w wyniku procesów
demograficznych. Rodziny Serbów miały po jednym dziecku, a kosowskich
Albańczyków po kilkoro, niekiedy po sześcioro, siedmioro i więcej. Te
dysproporcje w płodności rodzin serbskich i albańskich w ciągu czterech
pokoleń diametralnie i dramatycznie zmieniły sytuację demograficzną
prowincji; serbskie Kosowo straciło bezpowrotnie suwerenność
demograficzną, co doprowadziło do niezwykle istotnych zmian kulturowych,
a w ich następstwie politycznych.
W Polsce nie jest jeszcze tak
dramatycznie. Trzeba jednak wiedzieć, że procesy demograficzne przy
zachowanych stałych (nieodwracanych) trendach początkowo przebiegają
łagodnie, a po 1-2 pokoleniach gwałtownie przyspieszają. Dziś
statystyczna Polka w wieku rozrodczym rodzi 1,3 dziecka, jednak aby
zachować populację na stałym poziomie (tzw. reprodukcja prosta), powinna
rodzić 2,1 dziecka. Demografowie prognozują, że przy utrzymaniu
obecnych trendów populacyjnych w 2030 roku będzie nas 32 mln, czyli o 6
milionów mniej niż obecnie; zniknie więc co siódma osoba.
Sens
solidarności społecznej
Jak niedawno obliczyli ekonomiści, koszt
utrzymania i wychowania jednego dziecka to wartość dobrej klasy
samochodu. Ten koszt jest ponoszony przez rodzinę przy minimalnym
wsparciu państwa. Część tej pomocy zresztą należy traktować jako
powinność wobec każdego obywatela niezależnie od wieku, np. świadczenia
zdrowotne dla kobiety w stanie błogosławionym, opieka prenatalna czy
pediatryczna należą się dziecku tak samo jak osobom starszym opieka
geriatryczna czy chorym terminalnie opieka hospicyjna. To żaden przejaw
wsparcia rodziny, to należna każdemu opieka zdrowotna. Jako elementy
tego wsparcia można traktować natomiast zasiłki rodzinne (dla
najsłabszych ekonomicznie rodzin), tzw. becikowe, urlopy macierzyńskie.
Proponowane ostatnio przez Platformę Obywatelską czy Prawo i
Sprawiedliwość sposoby wspierania rodzin mające pobudzić dzietność,
takie jak: miniprzedszkola rodzinne, zmiany zasad przyznawania ulg na
dzieci, przesunięcie urlopu wychowawczego na dziadków, mają wspólny cel –
umożliwić matce pozostanie w pracy. Są dalece niewystarczające i nie
odwrócą groźnego trendu wymierania Narodu.
Moim zdaniem, nie tędy
droga. Trzeba całkowicie odwrócić priorytety. Dziecko musi być
najważniejsze, a matka powinna mieć nieograniczony przez warunki
materialne wybór: poświęcić się wychowaniu swoich dzieci kosztem
obniżenia materialnego poziomu życia czy – pracując ponad miarę –
próbować łączyć wychowanie dzieci z pracą zawodową.
Utrzymanie i
wychowanie dziecka w rodzinach trzeba oprzeć na zasadzie solidarności
społecznej. To zupełnie nowe spojrzenie na problem. Ale tylko ono daje
szansę na zwiększenie populacji Polaków, także na nową jakość ich
wychowania. Trzeba powołać fundusz rodzinny na wzór funduszu zdrowotnego
– powinien on być oparty na odpisach podatkowych na identycznej
zasadzie, jak jest tworzony fundusz zdrowotny – każdy pracownik
odprowadzałby odpowiedni procent od podatku. Musi on być tak obliczony,
by zapewnić 100 proc. wypłacalności funduszu w danym roku. Wszyscy płacą
ten sam procent od podatku niezależnie od tego, czy mają dzieci i ile
ich mają. Jest oczywiste, że osoby żyjące z wyboru (lub konieczności) w
stanie wolnym lub rodziny wychowujące jedno dziecko, zwłaszcza osoby
dobrze zarabiające, będą wpłacały do funduszu rodzinnego realnie dużo
więcej niż rodzice w rodzinach wielodzietnych. Ale taki jest właśnie
sens solidarności społecznej, w tym wypadku można śmiało powiedzieć –
solidarności narodowej. Ponieważ wszyscy płacą na fundusz rodzinny,
wszystkie więc dzieci dostają stypendium rodzinne.
Istnieje jeden
Centralny Fundusz Rodzinny, do którego spływają odpisy podatkowe
przekazywane raz do roku przy rozliczeniu podatkowym. Fundusz obsługuje
stosunkowo niewielka grupa osób zajmująca się przekazywaniem
odpowiednich środków do gmin w całym kraju. Przekazywanie odbywa się na
podstawie udokumentowanej liczby dzieci i młodzieży uprawnionej w danej
gminie do pobierania stypendium. W gminach ustalanie i przekazywanie
tych informacji najlepiej umiejscowić w dziale ewidencji osób, który
byłby w stałym kontakcie z Urzędem Stanu Cywilnego.
Okres wypłacania
stypendium rodzinnego powinien trwać od urodzenia do ukończenia 19 lat.
Młodzież podejmującą studia powinien objąć system stypendialny dla
studentów.
Stypendium rodzinne jest związane z dzieckiem, ale
wypłacane matce (może to być też ojciec lub opiekun prawny). Wysokość
kwoty stypendiów powinna być tak skalkulowana, by matka wychowująca
czworo dzieci ze stypendiów rodzinnych uzyskała sumę równą minimalnej
pensji. Co więcej, od tych stypendiów powinna być odprowadzana składka
na ubezpieczenie emerytalne matki. Po dwudziestu latach wychowywania
dzieci będzie miała ona minimalne własne zabezpieczenia emerytalne. A
gdy będzie chciała wrócić do pracy, będzie mogła ją sobie zwiększyć.
Każda matka zachowuje prawo do odpisu emerytalnego od stypendium jej
dzieci także wtedy, gdy zdecyduje się nie przerywać pracy zarobkowej. I
tu zasada jest prosta – dodatkowa praca daje dodatkowe dochody.
Przymiarka
ekonomiczna
Przyjmuję założenie, że minimalna pensja brutto
wynosi 1350 zł – tyle też winny wynosić stypendia rodzinne na 4 dzieci
(brutto – od tego trzeba odliczyć odpis na fundusz emerytalny).
Oto
przykładowy rozkład wielkości stypendiów na poszczególne dzieci:
pierwsze dziecko – 200 zł, drugie dziecko – 250 zł, trzecie dziecko –
350 zł, czwarte dziecko – 550 złotych. Razem 1350 złotych.
Do
obliczenia wielkości wysiłku finansowego, który państwo powinno podjąć,
by sfinansować proponowany program, przyjąłem dane z 2007 roku. Metoda
obliczeń jest następująca: liczba dzieci wychowujących się w rodzinie x
wielkość miesięczna stypendium.
Jedno dziecko: 200 zł x 12 miesięcy x
2 257 800 rodzin = 5 418 720 000 zł;
Dwoje dzieci: 450 zł x 12
miesięcy x 2 228 800 rodzin = 12 035 528 000 zł;
Troje dzieci: 800
zł x 12 miesięcy x 784 700 rodzin = 7 533 120 000 zł;
Czworo dzieci:
1350 zł x 12 miesięcy x 231 400 rodzin = 3 748 680 000 zł;
Pięcioro
dzieci: 1900 zł x 12 miesięcy x 75 200 rodzin = 1 714 560 000 zł;
Sześcioro
dzieci: 3000 zł x 12 miesięcy x 48 300 rodzin = 1 738 800 000 złotych.
Razem 32 189 428 000 złotych.
Trzeba uwzględnić także to, że większe
zasiłki powinny otrzymywać dzieci z orzeczoną niepełnosprawnością.
Według szacunków prof. Jana Paradysza, liczba tych dzieci nie przekracza
3 procent.
Wielkość środków trzeba by więc zwiększyć o mniej więcej 1
miliard złotych. W obliczeniach przyjęto, że stypendium rodzinne będzie
wypłacane do 20. roku życia, bo dla tego przedziału są dane
statystyczne. Realnie stypendium powinno być płacone, jak pisałem wyżej,
do 19. roku życia. Ponieważ jednak powinno zostać utrzymane świadczenie
związane z samym urodzeniem dziecka, czyli becikowym – pochłonęłoby ono
ten 20. rok życia przyjęty w obliczeniach. To nowe stypendium
urodzinowe (zamiast becikowego I i II) powinno być wypłacane po siódmym
miesiącu ciąży w wysokości dziewięciu składek miesięcznych, a więc przy
pierwszym dziecku 9 x 200 zł = 1800 zł, przy drugim – 9 x 250 zł = 2250
zł, przy trzecim 9 x 800 zł = 5600 zł, przy czwartym i każdym kolejnym 9
x 550 zł = 4950 złotych.
Wyliczona przykładowo suma (z
uwzględnieniem niepełnosprawności i stypendium urodzinowego) przekracza
33 miliardy złotych. Przy dzisiejszej skali pomocy rodzinie jest to suma
bardzo duża. Ale równocześnie stanowi ona niespełna połowę kwot
przeznaczanych na ubezpieczenia zdrowotne i jest zdecydowanie niższa od
sum przeznaczanych na finansowanie kształcenia dzieci i młodzieży.
Od
szacunkowo wyliczonej wielkości 33 miliardów złotych trzeba odjąć
ponoszone teraz wydatki na zasiłki rodzinne i dla dzieci
niepełnosprawnych, także – jak sądzę – znaczną większość kwot
przeznaczanych na pomoc społeczną dla rodzin wielodzietnych – doprowadzi
to także do redukcji personelu tam zatrudnionego lub do wyraźnej
poprawy jakości jego działań. To jednak przy widocznej skali potrzeb
programu zapewni tylko część środków.
Przedstawione zamierzenie
wymaga głębokich zmian w wydatkach państwa, w kształtowaniu jego budżetu
– jako konieczność jawi się budżet zadaniowy z priorytetem wspierania
rodziny. Konieczne jest pełne upowszechnienie płacenia podatku
dochodowego przez wszystkich zatrudnionych – oczywiście z reformą KRUS
na czele, ale też głęboka reforma wielu funduszy specjalnych, z których
przykładowo wymienić można PFRON.
Czy Polskę stać na tak kosztowny
program? Moim zdaniem, tak postawione pytanie jest niewłaściwe. Polska
musi mieć suwerenność demograficzną. Cała nasza historia, zwłaszcza
ostatnich czterech stuleci, pokazała, że w tym miejscu Europy jako
samodzielne, niezależne i suwerenne może istnieć tylko państwo, które
jest emanacją dużego narodu. Naród mały zostanie zdominowany i utraci
suwerenność. Nie mamy wyboru. Jeśli chcemy w przyszłość przenieść to
wszystko, co stanowi o naszej narodowej i państwowej odrębności, już
teraz musimy zadbać o naszą suwerenność demograficzną.
I jeszcze
jedna bardzo ważna rzecz. Państwo jest tylko „organizatorem przepływu
pieniędzy do rodzin” i z tej racji nie może mieć żadnego wpływu na
ideowe przesłanki wychowania dzieci – ta sfera musi pozostać wyłączną
domeną rodziców.
Prof. Stanisław Mikołajczak
Autor jest profesorem w Instytucie Filologii
Polskiej w UAM. Internowany w latach 1981-1982, chadecki działacz
społeczno-polityczny, obecnie przewodniczący komitetu honorowego
Jarosława Kaczyńskiego w Poznaniu.
