Insynuacje, niedopowiedzenia, dezinformacja

W mediach obrazy walki. Na pierwszym miejscu heroiczna walka ludzi z
powodzią, której nagłe, tragiczne skutki, mimo nowoczesnej techniki informowania
o zagrożeniach okazały się nie do przewidzenia. Jak to możliwe, że 16 maja br.,
kiedy już zaczęła się wielka powódź, MSWiA oraz hydrolodzy z IMiGW wysyłali do
mediów uspokajające komunikaty jedynie o możliwych podtopieniach, nie
wspominając nic o wielkim zagrożeniu, jakie niesie woda?

Na drugim miejscu bezradna walka o prawdę na temat przyczyn katastrofy
prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, niedaleko Katynia. Bezradna dlatego, że
rząd, tak jak postanowił oddać śledztwo Rosji, tak skłonny jest akceptować
wszelkie ustalenia na ten temat, jakie zapadną w Moskwie.
I trzeci obraz to
wyborcze zmagania o urząd prezydenta, polityczna walka, która nie toczy się bez
związku z dwoma pierwszymi dramatycznymi wydarzeniami. Wręcz
przeciwnie.
Przyspieszone wybory prezydenckie wymusiła przedwczesna tragiczna
śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Równocześnie śmierć ta umożliwiła
dokonanie arbitralnych politycznych decyzji przez p.o. prezydenta Bronisława
Komorowskiego.
Za lot prezydenckiego wojskowego samolotu odpowiadały polskie
władze, które reprezentuje rząd, w tym MSZ, służby specjalne i techniczne. Za
wyjaśnienie przyczyn katastrofy także odpowiadają polskie władze. Katastrofalna
powódź zaś stała się następstwem wieloletnich zaniedbań rządzących, a
szczególnie ekipy Donalda Tuska, która ponad dwa lata temu wykreśliła z planów
realizacji wiele programów inwestycyjnych mających zapobiegać powodziom.
Te
dwie wielkie tragedie, jakie nas dotknęły, śmierć prezydenta, polskiej elity i
gigantyczna powódź, ściśle wiążą się z kondycją naszego państwa po 20 latach od
zmiany systemu politycznego i uzyskania przez Polskę formalnej suwerenności.
Kampania wyborcza odbywa się nie tyle w cieniu tych wydarzeń, co w związku z
nimi, choć oficjalnie panuje cicha zgoda na nierozdrapywanie ran. O ile takie
stanowisko polityków w okresie wymuszonej kampanii wyborczej można nawet
zrozumieć, o tyle zadaniem wolnego społeczeństwa obywatelskiego, wolnych mediów
powinno być stawianie – szczególnie teraz – koniecznych i trudnych pytań i
żądanie odpowiedzi na nie. Niestety, większość mediów jest jakby przedłużeniem
władzy, a niektóre z nich określane są nawet jako „zaprzyjaźnione” z rządem. Z
trudem swoją funkcję wypełniają media publiczne, złożone niemożnością
organizacyjną i finansową, od kiedy do władzy doszła ekipa Donalda Tuska
zainteresowana ich marginalizacją i likwidacją. Źródłem wiedzy staje się
najczęściej nieweryfikowalny internet, nieliczne niszowe pisma, które zachowały
swoją niezależność i godność, oraz kilka programów publicznego radia i
telewizji, niezdominowanych przez polityczną poprawność.
Taki stan mediów nie
daje żadnych gwarancji obiektywnej oceny otaczającej nas rzeczywistości.
Bierność rządu pogłębia informacyjny chaos. Dyskusje w mediach mają taką samą
wartość poznawczą jak rozmowa u cioci na imieninach.
Donald Tusk nie ma
pretensji do swojego ministra, który – nie alarmując o wielkiej powodzi –
wprowadził ludzi w błąd, a tym samym stworzył realne zagrożenie utraty życia i
mienia. Nikt nie ma też pretensji do państwowej instytucji (IMiGW), która nie
potrafiła zweryfikować danych o faktycznej ilości opadów i wysyłała uspokajające
komunikaty. Nikt też nie ma pretensji do Edmunda Klicha, przewodniczącego
Komisji Badania Wypadków Lotniczych, akredytowanego przy rosyjskim MAK, który tę
Międzypaństwową Komisję Lotniczą uparcie nazywa „międzynarodową”, a słynie z
przekazywania mediom, a raczej dawkowania informacji o znamionach przecieków. Z
jednej strony opowiada, że katastrofa smoleńska jest skutkiem wieloletnich
zaniedbań w szkoleniu w naszym lotnictwie, z drugiej zaś rozpowszechnia jako
bardzo prawdopodobną przyczynę wypadku – wywieranie presji na pilota. Oto jak
„wyjaśnił” wpływ gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych, obecnego w
kabinie pilota Tu-154 do końca tragicznego lotu: „To nie jest bezpośrednia
presja, że musicie wylądować, ale jeśli jest głos na minutę przed i osoba jest,
to znaczy świadomość obecności tej osoby już jest jakąś formą tego, że jednak
jest jakaś ważna sprawa i należy się starać wylądować. Ja bym tak odebrał,
gdybym pilotował ten samolot”. Generał Anatol Czaban, szef szkolenia Sił
Powietrznych, uznał, że to, co mówi Edmund Klich, jest niewiarygodne, i niech to
będzie komentarzem zarówno na temat Klicha, jak i o stanie rozkładu dyscypliny w
naszej armii.
Opowieści dziwnej treści i wcale niezabawne dostarcza mediom
szef MSWiA Jerzy Miller. Ostatnio przekonywał, że największym wrogiem wałów
przeciwpowodziowych jest dziś bóbr, który ryje kanały tak, że przypominają one
ser szwajcarski, i nawet chodzenie po wale grozi katastrofą. Albo minister
pomylił bobra z nornicą, albo pojawił się u nas nowy gatunek bobra, który za
swoje tereny wybrał sobie wały przeciwpowodziowe wzdłuż Wisły i Odry, w których
zamiast ścinać drzewa i budować żeremie, tylko i wyłącznie ryje nory i zatapia
tysiące hektarów ziemi.
Wiemy już, kto jest odpowiedzialny za tę wiosenną
powódź. Podano nam także najbardziej prawdopodobną wersję katastrofy smoleńskiej
– wywieranie presji na pilota przez jego dowódcę.
Czy dlatego stanem
świadomości Polaków pod rządami Donalda Tuska bardzo zaniepokoili się…
rosyjscy dysydenci, między innymi Władimir Bukowski? W swoim liście krytykują
władze Rosji za przebieg śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej oraz polskie
władze za bierność i naiwność. „Zbliżenie z obecnymi władzami (w Rosji) jest
ważniejsze niż ustalenie prawdy” – piszą. Ich również niepokoi, że niezależność
Polski „może się okazać poważnie zagrożona”.
Tak więc do głosu zwykłych ludzi
zgromadzonych w dniach żałoby narodowej na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie
dodali swój głos niepokoju rosyjscy dysydenci, przeciwnicy Kremla. Oni również
mają nadzieję, że Polacy „ceniący swoją wolność potrafią ją obronić, także przy
urnach wyborczych”. Oczywiście rząd odebrał to oświadczenie jako mieszanie się w
wewnętrzne sprawy Polski. Czy oby na pewno tak jest?

Wojciech Reszczyński

 

drukuj