„Nowy” IPN będzie zakładnikiem polityków
Z dr. Sławomirem Cenckiewiczem, współautorem głośnej książki „SB a
Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”, rozmawia Mariusz Bober
Dlaczego Kolegium IPN nie udało się wczoraj wyłonić kandydata na
nowego prezesa Instytutu?
– Myślę, że ten konkurs był od samego
początku spisany niejako na straty ze względu na wiszącą nad IPN nowelą ustawy,
która „reformuje” Instytut w najbardziej kluczowym wymiarze organizacyjnym,
zmieniając sposób funkcjonowania prezesa i likwidując Kolegium IPN.
Jakie będą skutki tej noweli dla Instytutu?
– Wyłącznie
negatywne. Przede wszystkim nowy prezes IPN będzie zakładnikiem wszechwładnej
Rady IPN wyłanianej przez elektorów wywodzących się ze środowisk w większości
niechętnych Instytutowi. Z drugiej strony stanie się marionetką w rękach
polityków, którzy dokonają jego wyboru zwykłą większością głosów w parlamencie.
Prezes „nowego” IPN nie będzie suwerenny w podejmowaniu decyzji, szczególnie
tych związanych z kierunkiem pracy merytorycznej Instytutu. Dotyczy to zwłaszcza
sfery badawczej i edukacyjnej. Jest to rodzaj prewencji, która ma sprawić, że
książki w rodzaju „SB a Lech Wałęsa”, tomy źródeł poświęcone Marcowi ’80 czy
artykuły dotyczące związków Aleksandra Kwaśniewskiego z bezpieką, nie będą mogły
zostać opublikowane nakładem wydawnictwa IPN. Sytuacja pod tym względem nie jest
w Instytucie dobra już teraz ze względu na strach przed podejmowaniem
„kontrowersyjnych” tematów, ale po nowelizacji ustawy będzie jeszcze gorzej.
Jeżeli do tego doszłyby cięcia finansowe, to swoboda badań naukowych
IPN może ulec ograniczeniu?
– To zależy wyłącznie od badaczy. Jestem
od dwóch lat naukowcem bez instytucjonalnych afiliacji, a zapewniam pana, że w
dalszym ciągu prowadzę swoje prace badawcze. Decyduje w tych sprawach wola, a
nie to, czy komuś ogranicza się środki finansowe.
Nowelizacja ustawy o IPN wpłynie na proces lustracji? Nowy zapis
pozwala na dostęp do akt także m.in. współpracownikom SB.
–
Podstawowy problem dotyczący tego zapisu związany jest z pozyskiwaniem wiedzy o
stanie zachowania w IPN archiwaliów na temat osób, które objęte są obowiązkiem
lustracyjnym. Innymi słowy, zanim wypełnią stosowne oświadczenie lustracyjne,
będą mogły bez przeszkód sprawdzić, co na ich temat znajduje się w archiwach
IPN. Jeśli zatem nie zachowały się tzw. teczki pracy i teczka personalna, w
której archiwizowano zobowiązanie do współpracy z bezpieką i pokwitowania na
odbiór pieniędzy, to taka osoba bez większego ryzyka oświadczy, że nie
współpracowała z tajnymi służbami PRL. Chcąc pomóc takim osobom, ustawodawca
skrócił okres oczekiwania na dokumenty. A to z kolei ma być argumentem
przemawiającym za otwarciem rzekomo zamkniętych archiwów IPN.
Sąd Najwyższy orzekł, że zbrodnie komunistyczne mają taki okres
przedawnienia, jaki przewiduje kodeks karny, a nie ustawa o IPN (20 i 30 lat).
Czy nie utrudni to pracy prokuratorów Instytutu?
– Cóż, to kolejny
dowód na to, że wolna Polska w istocie nie chce w wymiarze prawnym rozliczyć
zbrodni komunizmu i jego funkcjonariuszy. Jedyne, co możemy w tej sprawie
uczynić, to edukacja i badania. Potrzebujemy więcej wystaw, filmów, programów
telewizyjnych, a także solidnych książek odkłamujących polskie dzieje,
ukazujących istotę bezbożnego i zbrodniczego komunizmu. Mamy w tej sprawie
naprawdę wiele do zrobienia.
Dziękuję za rozmowę.
