Zostałem wypchnięty bez uzasadnienia
Z redaktorem Igorem Jankem, wyrzuconym z Radia TOK FM, rozmawia Paweł
Tunia
Znane są Panu przyczyny, dla których odebrano Panu możliwość
prowadzenia audycji w Radiu TOK FM?
– Szczerze mówiąc, nie mam
pojęcia, dlaczego to zrobiono. Moim zdaniem, następuje coś w rodzaju zwierania
szeregów i jest coraz mniej miejsca na swobodę dyskusji. Myślę, że takim
zasadniczym powodem jest to, że domykają się pewne obozy w Polsce, dwa obozy
wzajemnie się zwalczające, a ponieważ nie do końca mieszczę się ani w jednym,
ani w drugim, a nie pasowałem do tamtego obozu, więc zostałem z niego
wypchnięty. Uznano najwidoczniej, że powinna być jedność ideowa.
W radiu należącym do Agory i spółdzielni Polityka powstał obóz
zwolenników PO i nastąpiło zwarcie jego szeregów?
– Nie wiem, czy to
jest precyzyjne określenie na nazwę tego obozu. Myślę, że to coś więcej niż obóz
wyborczy. Na pewno właściciele radia nie mają już ochoty na inny głos, na
prezentowanie innego punktu widzenia, na audycję, w której dopuszczani są i mogą
się wypowiadać różni ludzie. Zawsze zapraszałem trzech komentatorów mających
różne poglądy: zawsze był głos lewicowy, liberalny i konserwatywny. Goście byli
różni, ale starałem się, aby ten układ był zawsze zachowany. Najwyraźniej taki
pluralizm poglądów nie jest już dobrze widziany.
Wielu komentatorów zauważa, że wyrzucenie Pana w piątek nastąpiło z
powodu rozmowy, jaką przeprowadził Pan z kandydatem PiS na prezydenta Jarosławem
Kaczyńskim. Czy Pan też tak sądzi?
– Naprawdę nie wiem. To się
zbiegło w czasie. Może powodem jest to, że ostatnio krytykowałem „Gazetę
Wyborczą”, chociaż robiłem to wielokrotnie wcześniej, a koleżanki i koledzy
prowadzący audycje w innych dniach krytykowali dziennikarzy „Rzeczpospolitej” w
sposób ostrzejszy, niż ja to czyniłem. Ale najwidoczniej przyszedł czas, kiedy
takie rzeczy już nie są dopuszczalne… Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co
spowodowało taką decyzję w mojej sprawie, czy to był może jakiś nagły impuls,
przecież ja robiłem kilka razy w życiu wywiady z Jarosławem Kaczyńskim, tak samo
jak z politykami PO. W ostatni wtorek rozmawiałem na przykład z Bogdanem
Zdrojewskim. Ten wywiad z Jarosławem Kaczyńskim stał się głośny i może problemem
jest to, że medium, które udało mi się stworzyć, Salon24.pl, urósł tak, że stał
się miejscem niezwykle się liczącym, które należy potraktować poważniej niż do
tej pory.
Dawano Panu do zrozumienia, że powinien Pan coś zmienić w swojej
audycji?
– Wielokrotnie rozmawiałem z Ewą Wanat (redaktor naczelna
Radia TOK FM) i nie było żadnych sygnałów, że coś jest nie tak. Przez te trzy
lata, kiedy prowadziłem audycję, miałem całkowitą niezależność i bardzo to sobie
ceniłem. Kiedy ktoś pytał mnie, dlaczego jestem w TOK FM, z którym się
generalnie średnio zgadzam, to powtarzałem, że lubię sytuację, gdy dyskutuję z
ludźmi mającymi inne poglądy niż ja, a poza tym w ciągu tych dwóch godzin mojej
audycji mam pełną wolność i rzeczywiście taką miałem. Do tej pory nie mogłem
mieć cienia pretensji, bo wszystko było tak jak trzeba.
To, w jaki sposób postąpiono z Panem, może mieć związek z kampanią
wyborczą? Należy się teraz spodziewać zwolnień niewygodnych dziennikarzy także w
innych mediach?
– Napięcie rośnie… Jak mówiłem, następuje
domykanie się obozów, dlatego się obawiam, że tego typu sytuacje mogą się
zdarzać. To jest bardzo szkodliwa sytuacja i niedobra dla demokracji. Ale
podkreślam – TOK FM jest prywatną stacją i ma pełne prawo dobierać sobie takich
prowadzących, jakich chce.
Dziękuję za rozmowę.
