– Tygodniowy przegląd mediów – Przerażenie w oczach salonu

Obserwowane w ostatnich tygodniach przebudzenie polskiego
społeczeństwa zmroziło przedstawicieli salonu. Liberalne media poczuły,
iż tracą możliwość narzucania sposobów widzenia rzeczywistości i oceny
ludzkich postaw.

Przekonała się o tym w dniu pogrzebu pary
prezydenckiej chociażby telewizja TVN, która miałką dyskusją wyświetlaną
na telebimie próbowała odwieść od modlitwy gromadzących się na
krakowskim rynku ludzi. Również liberalne gazety traciły czytelników,
którzy – jak przyznano nawet w „Wydarzeniach” wyemitowanych w telewizji
Polsat 27 kwietnia – gremialnie zaczęli czytać „Nasz Dziennik”. Dlatego
też czas żałoby i zadumy starano się przerywać i skracać.


Jeszcze trwały pogrzeby ofiar katastrofy pod Katyniem, a media już krok
po kroku wracały na utarte tory. W postkomunistycznym „Przeglądzie”
datowanym na 3 maja czytamy: „Epatowania żałobnym nastrojem przez
tydzień nie jest w stanie znieść żadne zdrowe społeczeństwo”. Lecz żal
po stracie był i nadal jest autentyczny – chociaż byli i tacy, którzy
ronili co najwyżej krokodyle łzy. Natomiast zdecydowana większość w tym
właśnie okresie przekonała się, że wcześniej widziane obrazy na szklanym
ekranie i teksty w gazetach to fantasmagoria. Autentyczna troska o
dobro wspólne prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wielu z tych, którzy razem
z nim zginęli w Lesie Katyńskim, do chwili tragedii nie była zauważana
przez liberalne media.

– To pospolite ruszenie Polaków przeraziło
niektóre środowiska. „Gazeta Wyborcza” robi wszystko, by jak
najszybciej wyciszyć temat katastrofy prezydenckiego samolotu i
zminimalizować powszechnie wyrażaną przez Polaków wdzięczność dla
propaństwowej postawy Lecha Kaczyńskiego. Dla redaktorów z Czerskiej
nieważne jest śledztwo – oni już wiedzą: to była katastrofa spowodowana
naciskiem na pilotów. W ubiegłym tygodniu na konferencji prasowej
dziennikarz „Wyborczej” domagał się od prokuratorów zanegowania wobec
opinii publicznej niektórych możliwych przyczyn katastrofy.
W
poniedziałek, 26 kwietnia, „Gazeta Wyborcza” stwierdziła:
„Najważniejszemu śledztwu niezależnej prokuratury towarzyszy chaos
informacyjny. Chaos ten daje pożywkę spiskowym teoriom o przyczynach
katastrofy. Teoriom z rozmysłem przez prokuraturę niedementowanym.
'Niczego nie możemy wykluczyć’ słyszymy od prokuratorów”. Jacek Żakowski
w tym samym numerze „Wyborczej” już samo pytanie: „Skąd tyle
niejasności?”, uznaje za ideologiczne wykorzystywanie katastrofy.
Podobnie
rozumują autorzy „Tygodnika Powszechnego”. Na łamach numeru z 25
kwietnia stwierdzono: „Jak na razie, domysły przypominają interpretację
plam z testu Rorschacha: to widzimy, co nam podpowiadają uprzedzenia i
emocje”.

– Nie szukając wysublimowanych środków, frontalny atak
na niemogącego się już bronić prezydenta przypuszcza bez ogródek
„Angora” datowana na 2 maja 2010 r. za pośrednictwem listu swojego
czytelnika. Kpiąc z patriotyzmu i mając jednocześnie w pogardzie ofiarę z
życia, jaką złożyła cała polska delegacja udająca się na obchody
70-lecia zbrodni katyńskiej, czytelnik pisze: „Jakież to typowo polskie –
umierać za ojczyznę. Ta nasza narodowa megalomania”. Winnego katastrofy
też wskazano: „Jest katastrofa lotnicza, dziesiątki zabitych. Jest i
wódz naczelny (…) który pośrednio winny jest ich śmierci” – bo pomimo
licznych obowiązków postanowił lecieć do Katynia, by złożyć hołd polskim
oficerom zamordowanym strzałem w tył głowy i żądać od Rosji
sprawiedliwości, upominając się o nią przed całym światem.
W obliczu
hekatomby, która przyniosła śmierć elity naszego państwa, nie sposób
nie zadawać pytań i zaniechać żądań dokładnego wyjaśnienia przyczyn
katastrofy. Niejasności jest niestety tak wiele, a rząd z premierem
Donaldem Tuskiem, ministrem obrony narodowej Bogdanem Klichem, ale też
Bronisław Komorowski, który przejął obowiązki głowy państwa – nie są w
stanie oprócz słów o współczuciu przekazać społeczeństwu żadnych
konkretów. To Rosjanie całkowicie przejęli śledztwo w sprawie katastrofy
samolotu z prezydentem Polski i najważniejszymi polskimi urzędnikami,
czołowymi politykami oraz generalicją. Jak to możliwe, że nawet nie
wiemy, o której godzinie doszło do wypadku? Jeżeli do tragedii doszło
piętnaście minut czy też nawet pół godziny wcześniej, to co w takim
razie działo się do godz. 8.56?
Pytań jest wiele. I nie wynikają one
– jak sugeruje tygodnik „Polityka” datowany na 1 maja – z teorii
spiskowych. Mariusz Janicki, który próbuje zdezawuować zadających
pytania, sugerując, że są domorosłymi znawcami lotnictwa, wprost
stwierdza, iż dążenie do poznania prawdy o katastrofie jest podszyte
uprzedzeniami. Lecz nie sposób sprostać wymaganiom przyszłości bez
poznania prawdy. Białych plam w historii mieliśmy bowiem już zbyt wiele.

Paweł Pasionek

drukuj