Rosja musi zdecydować, czy chce być dodatkiem do Gazpromu
Z prof. Włodzimierzem Marciniakiem z Instytutu Studiów Politycznych
Polskiej Akademii Nauk rozmawia Mariusz Bober
Jak Pan odbiera tezę, że „woń gazu łupkowego unosi się nad
Katyniem”?
– Nie widzę bezpośrednio związku pomiędzy potencjalnym
zaniepokojeniem Gazpromu, rozumianego tutaj jako ważny sektor rosyjskiego
systemu politycznego, a katastrofą prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem.
Myślę natomiast, że ujawniła ona zasadnicze problemy stojące obecnie przed
Polską i przed Rosją. Główny kłopot Moskwy to rozstrzygnięcie, czy kraj ten ma
być instytucjonalnym dodatkiem do Gazpromu, czy też rozwinie się na miarę
możliwości narodu rosyjskiego. Dlatego rozumiem przytoczone słowa raczej w duchu
politycznej metafory.
Dziennikarka Julia Łatynina mówi jednak wprost: „Wiosną 2010 r. na
Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym
gazociągiem i że jeżeli nie podejmie się działań, to być może Polska będzie
eksportować gaz do Europy, oraz że polskie władze należy natychmiast przeciągnąć
na naszą stronę…”.
– Na pewno perspektywa wydobywania w Polsce
gazu łupkowego mogła zaniepokoić Gazprom, ale Łatynina nie wykazuje związku
pomiędzy tym faktem a katastrofą. Artykuł ten należy do dużej grupy tekstów,
które ukazały się w Rosji po katastrofie, zawierających bardzo ostre ataki na
ludzi wywodzących się z KGB. Waleria Nowodworska w artykule „Twarde lądowanie”
wiązała tragedię pod Smoleńskiem z faktem, że w Rosji władza państwowa należy do
funkcjonariuszy KGB. Nie znalazłem natomiast w tych tekstach żadnych konkretnych
dowodów potwierdzających tę tezę.
Przyzna Pan jednak, że strategie gazowe wyznaczają obecnie kierunek
polityki Rosji, co odbija się także na relacjach w całym naszym
regionie?
– Rzeczywiście, polityka surowcowo-energetyczna z istoty
rzeczy wykracza poza granice tego państwa. Jednak tuż po katastrofie, a także w
ostatnich dniach w rosyjskich mediach ukazało się wiele istotnych artykułów na
ten temat. W jednym z pierwszych komentarzy Dmitrij Szuszarin napisał na stronie
internetowej grani.ru, że katastrofa ujawniła pęknięcia w rosyjskim systemie
politycznym, pomiędzy aparatem władzy reprezentującym interesy kompleksu
surowcowo-energetycznego, umownie Gazpromu, a szczytami władzy, w znacznie
większym stopniu zainteresowanymi takimi sprawami jak własny prestiż i
bezpieczeństwo. Z punktu widzenia interesów Gazpromu potwierdzenie opinii o
Rosji jako o kraju potencjalnie niebezpiecznym, do którego lepiej nie latać,
leży w jego interesie. Jest on bowiem zainteresowany jedynie sprzedażą surowców
energetycznych i utrzymywaniem służącej temu infrastruktury technicznej,
instytucjonalnej i formalnej, która gwarantuje tę sprzedaż. Najwyższe szczyty
władzy zainteresowane są natomiast bardziej bezpieczeństwem i wizerunkiem
Rosji.
Ale prezydent Lech Kaczyński był chyba niewygodny dla obu środowisk.
Inspirował prowadzenie polityki umacniania suwerenności Polski, wspierał podobne
procesy w Gruzji i na Ukrainie…
– Rzeczywiście był niewygodny, ale
śmierć prezydenta Kaczyńskiego stanowi przecież poważny problem także dla Rosji.
Stawia bowiem z niezwykłą ostrością kwestię rozliczenia zbrodni komunistycznych.
Kraj ten nie może dalej się rozwijać, unowocześniać, bez rozwiązania tego
problemu.
Czy jednak środowisko byłych oficerów KGB, dzierżące stery władzy w
Rosji, zdecyduje się na rozliczenie zbrodni komunizmu?
– Rozwój
sytuacji wymusza pewne działania. Na przykład zgoda na projekcję filmu „Katyń” w
rosyjskiej telewizji została wymuszona okolicznościami związanymi z katastrofą w
Smoleńsku. Ta projekcja już sama w sobie może rodzić poważne konsekwencje.
Sądzi Pan, że będzie to miało istotny wpływ na zmianę mentalności
rosyjskiego społeczeństwa?
– Niewątpliwie jakieś konsekwencje będzie
miało, choć trudno obecnie przewidzieć, jak poważne one będą. Jednak
niewątpliwie fakt, że duża grupa Rosjan mogła obejrzeć film, w którym pokazano
mechanizm dokonania zbrodni komunistycznej oraz mechanizm kłamstwa, jest
absolutnie nowym wydarzeniem w tym kraju. Nie chcę tego faktu przeceniać, ale
niewątpliwie w świadomości wielu Rosjan pojawiło się coś nowego, czego nie było
wcześniej. Trzeba również pamiętać, że dążenie do rozliczenia zbrodni
komunistycznych w Rosji jest dość silne. Teraz władzom będzie trudniej hamować
ten proces.
Na ile zatem tragedia w Smoleńsku zmieniła relacje
polsko-rosyjskie?
– Opublikowane w ubiegły wtorek dokumenty na temat
zbrodni katyńskiej są Polakom od dawna znane. Jednak po ich publikacji w
internecie stały się dostępne także dla Rosjan. W tym sensie można powiedzieć,
że stały się częścią efektu domina, czyli ujawniania w społeczeństwie rosyjskim
prawdy o zbrodniach sowieckich, poczynając od mordu katyńskiego. Katastrofa
lotnicza pod Katyniem uniemożliwiła wystąpienie w Katyniu prezydentowi Lechowi
Kaczyńskiemu. Planował on tam wyciągnąć rękę do Rosji. Taki gest ze strony
polityka mającego mandat z bezpośrednich wyborów i cieszącego się reputacją
zdecydowanego, autentycznego wyraziciela dążeń oraz interesów Rzeczypospolitej
miałby ogromne znaczenie. Ale tak się nie stało. W tym sensie w naszych
relacjach pojawiła się pustka, którą próbuje się zapełnić pozornym pojednaniem,
ponieważ to prawdziwe może być oparte tylko na prawdzie. Po drugie, jest to
możliwe tylko z tą Rosją, która do prawdy dąży, a nie z tą, która żywi się
kłamstwem. To rzeczywiście bardzo poważny problem w polsko-rosyjskich relacjach,
które mając charakter pozornego pojednania, są nietrwałe. W chwili gdy ta
pozorność stanie się jasna mogą wyniknąć bardzo poważne komplikacje.
Komplikacje dla obu naszych krajów?
– Myślę, że dla obu.
Przyniesie to bowiem rozczarowanie i niewiarę w możliwość rozwiązania wspólnych
problemów.
Czy smoleńska tragedia zmieniła rosyjską politykę, czy też – jak
twierdzą niektórzy – wpisała się w nią?
– Katastrofa wydarzyła się –
podobnie jak zbrodnia katyńska – w bardzo szczególnym miejscu, bo w bramie
smoleńskiej, czyli miejscu granicznym między Europą Wschodnią i Środkową, które
często było areną zderzenia dwóch światów, dwóch różnych kultur. Wydaje się, że
i Polska, i Rosja stoją w jakimś sensie na rozdrożu. Stoją przed wyborem – czy
będą zmierzały drogą prawdy, sprawiedliwości i wielkości przy poszanowaniu
ojczyzn innych narodów, a więc podążą drogą europejską, która właśnie na takich
zasadach się opiera, czy też wybiorą przeciwny kierunek – kłamstwa i pogrążenia
się w załatwianiu małych, doraźnych interesów. To wyzwanie dotyczy zresztą także
Niemiec. Ujawniło to przybycie, mimo różnych trudności, prezydenta tego kraju
Horsta Koehlera na pogrzeb Lecha Kaczyńskiego i rzucająca się w oczy nieobecność
kanclerz Angeli Merkel. Tragedia w Smoleńsku ujawniła cały katalog problemów,
które dotyczą sfery wartości ściśle związanej z polityką.
A niedawne wydarzenia: przewrót polityczny w Kirgistanie czy
ratyfikacja przez Ukrainę umowy z Rosją m.in. w sprawie przedłużenia
stacjonowania na Krymie Floty Czarnomorskiej, czy nie świadczą o tym, w jakim
kierunku w rzeczywistości zmierza polityka Moskwy?
– To ważne
wydarzenia, ale niejednoznaczne w swej wymowie. Podpisanie umowy potocznie
nazywanej „flota za gaz” mieści się w paradygmacie gry między Rosją i Ukrainą i
potwierdza raczej ogromne przywiązanie polityków rosyjskich do budowania
wizerunku mocarstwa, czyli – używając wcześniejszego porównania – podążania
drogą załatwiania drobnych interesów, a nie drogą prawdy. Aktualność takiego
wyboru potwierdziła tragedia smoleńska…
W jakim sensie?
– Waleria Nowodworska zakończyła swój
głośny artykuł „Twarde lądowanie” pesymistycznym wnioskiem, że wszystko pokryje
gaz, ropa i mgła. Minie moment tragicznej jasności i polityka zostanie pokryta
mgłą niejasnych interesów, których istotę dobrze oddaje formuła „flota za gaz”.
Jednak nie wiemy, w jakim stopniu katastrofa z 10 kwietnia i związany z nią
problem prawdy o zbrodni katyńskiej uruchomiły reakcję domina w społeczeństwie
rosyjskim. Projekcja filmu „Katyń” wywołała żywe i silne reakcje u wielu ludzi,
którzy go obejrzeli. Nie wiadomo jednak, czy i w jakim stopniu owe wydarzenia
wzmacniają tę część Rosji, która dąży do prawdy, np. o zbrodniach
komunistycznych, w tym prawdy o zbrodni katyńskiej. Umowa zatwierdzona przez
prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza wskazuje raczej na wybór starej
drogi…
…uzależniania Ukrainy?
– Niekoniecznie uzależniania,
raczej wikłania tego kraju w pewną grę. Nie widzę obecnie w tej umowie czynnika
uzależniającego, ponieważ przedłużenie okresu stacjonowania floty, która
starzeje się w oczach i powoli zamienia się w złom, nie jest czynnikiem
uzależniającym w sposób istotny Ukrainę. Kraj ten czy też oligarchowie związani
z prezydentem Wiktorem Janukowyczem uzyskują dzięki tej umowie pewne korzyści w
postaci tańszego gazu potrzebnego ukraińskim firmom metalurgicznym. Natomiast
rosyjskiemu prezydentowi umowa ta pozwala zachować pozór mocarstwa, budować
wizerunek potęgi. Jednak nie pociąga ona za sobą większych konsekwencji
militarnych, chyba że zawiera jakieś tajne klauzule.
Dziękuję za rozmowę.
