Jakie było zabezpieczenie wizyty
Z gen. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM,
rozmawia Marcin Austyn
Minęły już ponad dwa tygodnie od katastrofy samolotu prezydenckiego,
a mamy coraz więcej pytań na temat jej przebiegu. To może świadczyć o tym, że
śledztwo nie idzie w dobrym kierunku?
– Pamiętajmy przede wszystkim,
że nie pochowaliśmy jeszcze wszystkich ofiar tej tragedii, i dlatego rozmowa na
temat katastrofy powinna odbywać się w atmosferze spokoju. Przede wszystkim
powinna pracować komisja, która wyjaśni okoliczności tego zdarzenia, i dopiero
wówczas, na podstawie wyników jej prac, należy formułować wnioski. Dziś
najistotniejsze jest to, by bez względu na to, jakie procedury obowiązywały,
śledztwo było realizowane również przy udziale strony polskiej. Jest to ważne z
dwóch powodów. Po pierwsze, aby uniknąć spekulacji, że ktoś próbuje coś
zmanipulować czy ukryć, by śledztwo było prowadzone w przejrzysty sposób. Po
drugie – i to jest ważniejsze z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa – rozbił
się samolot polski i nie wyobrażam sobie, że gdyby to był Air Force One czy
samolot z rosyjską delegacją, żeby przedstawiciele służb tych krajów nie
zabezpieczyli na miejscu tragedii chociażby materiałów czy porozrzucanych
szczątków.
By to uczynić, trzeba byłoby tam być…
– Właśnie. Nie
chciałbym tu niczego przesądzać, ale trzeba wyjaśnić, jak odpowiednie służby
naszego kraju zabezpieczyły ten teren, jaka była ich reakcja zaraz po zdarzeniu
i gdzie są nie tylko telefony, ale także nośniki informacji. Za pomocą urządzeń,
które mieli przy sobie dowódcy wojskowi, można łączyć się z pocztą służbową,
wymieniać korespondencję, i to wszystko są czułe informacje. Podobnie telefon
pana prezydenta czy nośniki elektroniczne, które mieli przy sobie najważniejsi
ludzie w państwie.
Elektronika jest aż tak wrażliwa z punktu widzenia bezpieczeństwa
państwa, bo chyba nikt nie brał na uroczystości rocznicowe w Katyniu tajnych
akt?
– Nie wiadomo, jakie dokumenty były na pokładzie, ale przecież
zawsze prezydent RP podlega ochronie i w takich podróżach utrzymywany jest
kontakt za pomocą współczesnej techniki. Ona pozostawia trwały elektroniczny
ślad kontaktów, relacji, skrzynek mailowych. Dla bezpieczeństwa państwa te
wszystkie urządzenia powinny zostać zabezpieczone. Nie wiem, jak to
zrealizowano, ale gdyby odpowiednie służby zwróciły się do strony rosyjskiej w
tej sprawie, to raczej nie czyniono by trudności. Z pewnością Rosjanom zależy na
tym, by w kwestii katastrofy nie było wątpliwości, by nie stwarzać okazji do
jakichkolwiek spekulacji.
Zabezpieczenie prywatnej wizyty prezydenta RP odbywa się inaczej niż
w przypadku oficjalnych wyjazdów?
– Bez względu na to, czy jest to
prywatna czy też oficjalna wizyta, wszystkie względy bezpieczeństwa –
alternatywne plany na wypadek np. braku możliwości lądowania na głównym
lotnisku, miejsca pobytu: główne i alternatywne, są zabezpieczane przez służby –
nie tylko dyplomatyczne, ale też specjalne, odpowiadające za bezpieczeństwo. Nie
po to mamy te służby, Biuro Ochrony Rządu, by ładnie wyglądać na obrazkach, ale
po to, by to bezpieczeństwo zapewniać. Mam nadzieję, że również i ten element
zostanie zbadany. Na pewno mamy tu do czynienia ze zdarzeniem tragicznym, bez
precedensu, ale emocje, które na pewno były wśród szefów służb, trzeba było
odłożyć na bok i działać zgodnie z tym, do czego te służby są powołane. Przecież
one są właśnie po to, by nawet w takich skrajnych sytuacjach zabezpieczać
wszystkie materiały.
Kto powinien zadbać o to, by jednym samolotem nie podróżowało tyle
ważnych dla państwa osób?
– Możemy stawiać takie pytania, ale dopóki
nie będzie samolotów, które umożliwiałyby taki bezpieczny przerzut, dopóty
najlepsze procedury nie pomogą. Szef Sztabu Generalnego śp. gen. Franciszek
Gągor wprowadził taką zasadę, że dla zachowania ciągłości dowodzenia na
pokładzie statku powietrznego nie może jednocześnie znaleźć się dowódca i jego
zastępca. Trudno dziś szukać kozła ofiarnego. Sensowym rozwiązaniem będzie,
jeśli w takich instytucjach jak Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zostanie
przeanalizowane to zdarzenie i wypracowana zostanie procedura, która sprawi, że
tyle ważnych osób dla funkcjonowania i bezpieczeństwa państwa nie będzie
podróżowało jednym środkiem transportu, czy też nie będzie znajdowało się w
jednym miejscu, by nie potęgować zagrożeń.
Musi dojść do tragedii, by wyciągać takie wnioski?
– Tej
tragedii nikt nie był w stanie przewidzieć, ale ona już się wydarzyła. Złożyło
się na nią zapewne wiele czynników – i trzeba to zbadać. Jednak pomimo że
zginęło tak wielu wybitnych ludzi – i to jest ich wielką zasługą – urzędy czy
rodzaje wojsk, które im podlegały, były w stanie dalej normalnie funkcjonować.
To nie wyklucza faktu, że w przyszłości procedury muszą się zmienić tak, by w
jednym miejscu – bo to nie tylko o pokład samolotu chodzi – nie skupiać tak
wielu ważnych osób.
Sądzi Pan, że po tych tragicznych doświadczeniach w końcu znajdą się
samoloty odpowiednie dla VIP-ów?
– Problem bezpieczeństwa VIP-ów
jest bardziej złożony, ale mam nadzieję, że te samoloty również się pojawią.
Proszę jednak pamiętać, iż o podróżach samolotami też różnie mówiono. Pojawiały
się w mediach pytania, dlaczego premier i prezydent nie lecą razem… Były
pytania o marnowanie pieniędzy… W wojsku żołnierze zdobywają doświadczenie w
boju i płacą za nie własną krwią. W tym przypadku tragicznie zginęły wybitne
osoby i wierzę, że to, co się stało, nie tylko przywróci pamięć o Katyniu, nie
tylko poprawi relacje z naszym wschodnim partnerem, ale też przyniesie owoce w
obszarze procedur.
Dziękuję za rozmowę.
