Ojczyzno moja, nie zapomnę Ciebie!
Homilia ks. bp. Józefa Zawitkowskiego wygłoszona podczas Mszy Świętej
za śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i jego Małżonkę oraz za śp. Ofiary
Katynia i Smoleńska – Łowicz, Stary Rynek, 12 kwietnia 2010 r.
Panie Burmistrzu Łowicza,
Panie Starosto powiatu
łowickiego,
Parlamentarzyści,
Księża Czcigodni,
Przewielebne
Siostry,
Strojni Księżacy z powiatu
i z Łowicza,
Żołnierze, Strażacy i
Harcerze,
Łowiczanie i Wszyscy Kochani moi!
Staję przed Wami
z drżeniem i trwogą,
a czynię to
w imieniu Biskupa
Łowickiego
Andrzeja Dziuby,
który z księżmi naszej
diecezji
pielgrzymuje do grobu
Świętego Proboszcza z Ars.
Łowiczanie Kochani!
Jak Was tu dużo.
Łowicz umie żegnać
nie tylko
Prymasów,
ale i Prezydentów.
Dziękuję Wam.
Całuję ziemię – świętą relikwię,
z grobów naszych ojców z
Katynia
darowaną nam przez ks. kpt. WP
Konrada Zawiślaka,
a postawioną
przed ołtarzem
przez Rodziny Katyńskie.
Ta ziemia do Polski należy!
Umilkły płaczące dzwony
kościołów łowickich.
Wypłakały się
syreny
łowickich straży
przejmujące aż do szpiku kości.
Radość
wielkanocną
i Niedzielę Miłosierdzia
przesłonił nam kir
narodowej
żałoby.
Taką Ojczyzną nas przebodli.
Testament Prezydenta
kładę Wam na początku pamięci
słowami
Słowackiego:
Żyłem z Wami, cierpiałem
i płakałem z Wami.
Nigdy mi, kto
szlachetny,
nie był obojętny.
Teraz wiemy.
Otworzyły się nam
oczy.
Ach, ta trudna Polska!
Teraz już nie płaczcie.
Nam nie łez trzeba, ale wiary.
Teraz niech
będzie pośród nas
jeden Duch i jedno serce
Teraz na tym placu
niech się
stanie święta unia,
która będzie Komunią świętą.
Ciszo Boża!
Okryj nas płaszczem
ukojenia i nadziei.
Wycisz
niespokojne
myśli i słowa nasze.
Przecież wszystko
już zostało
powiedziane,
a tyle jeszcze zostało do zrobienia.
Ciszo
Boża,
bezpieczny porcie
dla Bożych i człowieczych sług,
dla wszystkich
statków
na morzu i na niebie.
Naucz nas milczeć,
kiedy chce się
krzyczeć.
Naucz nas sensu milczenia
i modlitwy sensu,
bo myśli nasze
gotowe są do lotu
tam, gdzie niebieskie są polany,
do ponadwiecznych.
Siedemdziesiąta rocznica
zbrodni w Katyniu.
Piąta rocznica śmierci Jana
Pawła II,
największego z rodu Polaków.
Katastrofa pod
Smoleńskiem,
śmierć Prezydenta, jego Małżonki
i tylu szlachetnych,
mądrych,
dobrych ludzi.
Wszystko się nam splotło
w jeden wisielczy
powróz,
który nas dusi,
a to wszystko w wigilię
Niedzieli Miłosierdzia
Bożego.
O Boże Miłosierny!
Ziemio Katyńska,
Ziemio Smoleńska!
Dlaczego jesteś
jak czeluść
piekielna
żądna ofiary niewinnych ludzi?
Przeklęta jesteś czy
nieludzka?
Boże, gdzie Ty jesteś?
Swój żal i bunt wypowiem
za Mickiewiczowskim
Konradem:
Wylecę stąd
tam, gdzie graniczą
Stwórca i natura.
O Ty, o którym
mówią,
Że czujesz na niebie.
Jam tu przybył.
Aż tu moje skrzydło sięga.
Jestem człowiek!
A tam na ziemi moje
ciało.
Kochałem tam,
W Ojczyźnie me serce zostało.
Ja chcę mieć
władzę,
Jaką Ty posiadasz.
I chcę duszami władać,
Jak Ty nimi
władasz!
Milczysz?
Teraz wiem, zrozumiałem…
Kłamca, kto Ciebie
nazywał
Miłością.
Ty jesteś tylko Mądrością.
Odezwij się,
Bo strzelę przeciw Twej naturze
I wstrząsnę
państw
Twoich obszarem…
I krzyknę,
Żeś Ty nie Ojcem świata,
Ale…
(carem!).
Milcz, zamilknij, opętany,
Uspokój się!
Boże, bądź miłościw mnie,
grzesznemu.
Czymże ja jestem
przed Twoim
obliczem?
Prochem i niczem,
ale gdym Tobie
moję nicość
wyspowiadał,
ja proch, będę z Panem gadał
(A. Mickiewicz).
Pan mój i Bóg mój!
No widzisz, Tomaszu?
I po co tyle krzyku?
Włóż Twój palec
w moje przebite ręce
i rękę w mój przebity bok,
i
nie bądź niedowiarkiem,
cynikiem, agnostykiem,
bezbożnym,
bo to dziś
wstyd
wobec Boga i ludzi.
Coś Ci się w rozumie pomieszało
albo sumienie
stanęło.
Boże Miłosierny,
wstydu oszczędź!
Nie będę sprawdzał
Twych
przebitych ran
ani otwartego boku,
ale tu, na Rynku w Łowiczu,
runę na
bruk
jak pracowity Boryna
i wobec zgromadzonego
tu Kościoła,
wobec
Moskwy i Waszyngtonu,
wobec Brukseli i Warszawy
wyznam: Pan mój i Bóg
mój!
I nie ma innego!
I któż jak Bóg!
I nic nad Boga!
Ach, ty trudna Polsko,
Czy musisz być wieczną tragedią?
Dla wierzących
nie ma tragedii.
Są tylko znaki, które trzeba czytać.
Łowiczanie Czcigodni!
W wigilię Święta
Miłosierdzia Bożego
umierał
Papież Polak.
Całe życie Was szukałem,
teraz Wy przyszliście do
mnie.
Dziękuję!
Pozwólcie mi spokojnie
Odejść do Domu Ojca.
Tylko
zachowajcie
pamięć i tożsamość!
W wigilię Święta
Bożego Miłosierdzia
Katastrofa pod
Smoleńskiem.
Rozbił się rządowy samolot
z Prezydentem i jego
Małżonką,
i delegacją elit rządzących.
Coś nam to mówi?
Kto winien?
Mgła, naprowadzenie,
pilot, drzewo?
Nie!
W Dziejach Apostolskich
Piotr mówił do Żydów:
Tego Jezusa, którego
Wy
zabiliście rękami bezbożnych,
ja widziałem żywego,
ja z Nim jadłem
chleb.
On mnie pytał,
czy Go kocham więcej niźli Wy.
Kto winien śmierci Prezydenta?
Nikt!
Nieprawda!
Myśmy Go
zabijali
własnymi słowami.
Słowami kłamstwa,
szyderstwa,
chamstwa.
Zaklejacie sobie usta krzyżem.
Perfidni oszuści i
kłamcy.
Teraz płaczecie?
Za późno!
Świat zobaczył wreszcie
zbrodnie
i kłamstwo Katynia,
tyle lat zmową ukrywane.
A krzyż w Katyniu
stoi,
krwawi i krzyczy!
Nie szukajcie sprawiedliwości
u bezbożnych.
Ach, Ty trudna Polsko!
Dokąd Ty duszę anielską
będziesz więziła
w
czerepie rubasznym?
Teraz Norwidem mówię:
Bo Ojczyzna moja – Ziomkowie,
to moralne
zjednoczenie…
bez którego partyje są jak bandy
lub koczowiska
polityczne,
których ogniem niezgoda,
a rzeczywistością dym wyrazów.
Już się stało.
Dążący do władzy
nie mają już rywala.
Ustąpił
szlachetnie.
Został nowy grób
na smoleńskiej ziemi
i zwęglone prochy
ofiar.
Teraz wszyscy się modlą.
To dobrze.
Ale fałszywi niech nie płaczą,
bo płacz fałszywych
tłucze się po
ziemi,
a krew sprawiedliwych
woła o pomstę do Boga.
Zobaczcie, jak
Bóg
wywyższa pokornych.
Tamci spod Smoleńska
z różnych partii
i różnych opcji
razem stanęli
przed Bogiem.
Teraz już nie dyskutują
o aborcji, o eutanazji.
Teraz już
wiedzą:
Jest życie po życiu.
Jest Bóg!
Jego są wieki, czasy i
pokolenia.
Będą przychodzić Polacy
nad grób Bohatyrewiczów,
na Wawel do
Krakowa,
i będą śpiewać:
Złączona para… leży w tym grobie.
Tylko
miłość nie ustaje.
Będą się modlić.
Czy długo?
Polacy mają krótką
pamięć.
Przebaczenie jest dla tych,
którzy żałują i proszą
o przebaczenie.
O Boże, nienawiść zabliźnij
jak pole kwitnącym lnem
(K.
Iłłakowiczówna).
A te skrzydła połamane
deszczem, ogniem wysmagane…
A te skrzydła
okrwawione,
choć zmalały, spopielały,
Jeszcze siły nie straciły
(E.
Bryll).
Jeszcze Polska nie umarła,
póki my kochamy!
Z kości ich wyrośnie
ktoś mocniejszy!
Przyjdzie nowych ludzi
plemię,
jakich dotąd nie widziano.
Polsko, wszak myśmy zrobili
z Twojego nazwiska
pacierz, co płacze
i
piorun, co błyska
(J. Słowacki).
Katyń, Smoleńsk
niech nie będą
odtąd ziemią przeklętą.
Tam stanie
pomnik.
Nad tą ziemią otwarte jest niebo.
Oni wszyscy stamtąd do
nieba
Czwórkami szli,
aby Polska była Polską!
I co dalej?
Co z nami?
Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
tak z naszych zgliszcz i ruin
świętych,
jak z grzechów naszych,
win przeklętych.
Niech będzie biedny,
ale czysty,
nasz dom
z cmentarza podźwignięty.
Przywróć nam chleb z polskiego pola.
Przywróć nam trumny z polskiej
sosny,
Lecz nade wszystko słowom naszym
zmienionym chytrze przez
krętaczy
jedyność przywróć i prawdziwość.
Niech prawo zawsze prawo
znaczy,
a sprawiedliwość – sprawiedliwość
(J. Tuwim).
Kiedy to się
stanie?
Kiedy Polacy zmądrzeją?
O, to długo trzeba czekać!
Może
nie.
Teraz z prochów tamtych
wyrośnie ktoś mocniejszy,
co za Mojżeszem
powie:
Kładę przed wami życie i śmierć,
błogosławieństwo i
przekleństwo
(Pwt 30, 15).
Wybierajcie!
I to będzie ostatnie
referendum.
Z kości ich
wyrośnie ktoś mocniejszy,
który powie narodowi:
Opowiedzcie się wreszcie,
czy ostajecie przy Bogu Jedynym,
czy
pójdziecie za obcymi bożkami.
Ja i mój dom – powie Jozue
–
ostajemy
przy Bogu prawdziwym.
My też!
I to będą następne wybory.
Łowiczanie!
Cóż to za rozmowy
prowadzicie między sobą?
Jesteście
smutni?
Przecież Wy macie Matkę Bożą,
którą tu z dumą nazywacie
Łowicką
Księżną.
Ona klęczy i swe lice,
gdzie są rany krwawe,
obracając gdzie my
wszyscy,
patrzy na Warszawę
(J. Lechoń).
Pieto Warszawy!
Która jesteś jak nad czarnym lasem,
blask – pogody
słonecznej Kościół.
Nagnij pochmurną broń naszą,
gdy zaczniemy walczyć
miłością
(K.K. Baczyński).
Vivat Polonus,
unus defensor Mariae!
Niech żyje Polak,
jedyny
obrońca Maryi!
Bo ja, Bracia,
tym imieniem żyję!
I w tym jest nasza
tożsamość!
Łowiczanie!
Przecież Wy macie Reymonta,
syna organisty.
To On ziemię
rodzoną
niebem mieć nas uczył.
O, graj mi ziemio organistko!
Zasłuchaj się… i to wszystko
(K.
Wierzyński).
Amen.
