Broń mieli zawsze przy sobie
Pamięć o mjr. Zygmuncie Szendzielarzu „Łupaszce” jest wciąż żywa
wśród mieszkańców ziemi brańskiej, gdzie po brawurowej ucieczce przed oddziałami
sowieckimi z Wileńszczyzny znalazł schronienie i reaktywował słynną V Wileńską
Brygadę Armii Krajowej.
We wsi Kiersnowo niedaleko Brańska (woj. podlaskie) stoją pamiątkowy krzyż i
tablica, pierwsze w Polsce poświęcone pamięci mjr. „Łupaszki”. Pamiątki te nie
stanęły tu przypadkowo; to właśnie Kiersnowo było pierwszym miejscem, gdzie po
przebiciu się z Wileńszczyzny ukrywał się dowódca V Brygady. Kwaterował on w
domu pana Mariana Kiersnowskiego, żołnierza AK. Ten patriota z krwi i kości oraz
jego syn Tadeusz, łącznik AK, wspominają, jak zapamiętali „Łupaszkę”. – Major
dotarł do naszej wsi na początku roku 1945. Była z nim m.in. sanitariuszka Lidia
Lwow ps. „Lala”, Rajmund Drozd ps. „Mikrus” oraz znany wszystkim Paweł
Jasienica. W sąsiednich wsiach zakwaterowano innych żołnierzy przybyłych z
Wileńszczyzny. W sumie było ich siedemnastu. Zimę jakoś u nas przetrwali, a w
kwietniu wyruszyli w teren na pierwszą koncentrację. W niedługim czasie major
zebrał dużo chłopaków i podzielił ich na cztery szwadrony. A dlatego na
szwadrony, a nie plutony czy drużyny, bo był ułanem – tłumaczy Marian
Kiersnowski.
Ze wzruszeniem wspomina swoje ostatnie spotkanie z „Łupaszką”.
Doszło do niego w Rudzkim Lesie po ostatniej koncentracji i rozwiązaniu V
Brygady. Major przyjechał do domu Mariana Kiersnowskiego po cywilne ubranie.
Postanowił u niego zostawić mundur, pistolet i dokumenty. – Powiedział do mnie:
„Marian, proszę cię, ukryj to. Może mi się jeszcze kiedyś przyda” – wspomina
słowa „Łupaszki” Kiersnowski. Kazał mu wówczas ukryć każdą część broni
oddzielenie, ponieważ spodziewał się, że w Kiersnowie wkrótce pojawią się
„panowie z UB”. – Kiedy cię przycisną, nie wytrzymasz i będziesz musiał coś im
dać na odczepnego – major instruował Kiersnowskiego. Było tak, jak powiedział.
Jakiś czas po jego wyjeździe z Kiersnowa do Mariana Kiersnowskiego przyjechali
wysocy rangą ubecy. Zagrozili mu, że jeśli nie odda im broni „Łupaszki”, to
długo nie pożyje. Zaprowadził ich więc w miejsce, gdzie zakopany był jego
pistolet maszynowy. Kiedy funkcjonariusze UB dostali pistolet „Łupaszki”, byli
bardzo zadowoleni i na pewien czas dali Kiersnowskim spokój.
Ksiądz Roman
Wodyński, łącznik AK, wspomina żywą wiarę żołnierzy „Łupaszki”. Zaświadcza, że
prawie każdy z nich nosił ryngraf Matki Bożej, a wyryte tam słowa: „Bóg, Honor,
Ojczyzna”, były również mocno zakorzenione w ich sercach. Mieli silną wiarę. –
Pamiętam, że gdy nie mogli brać udziału w nabożeństwach Wielkiego Tygodnia, to
chociaż pościli przez cały dzień. Księża przyjeżdżali do lasu, by ich spowiadać
– mówi ks. Wodyński, który warunki tułaczego życia żołnierzy V Brygady zna z
autopsji, ponieważ często bywał u leśnych. Życie żołnierzy było naprawdę bardzo
trudne. Nawet gdy kwaterowali, pozostawali bardzo czujni. Podczas wypoczynku nie
zdejmowali nawet butów. Jedna osoba stała na warcie. Broń mieli zawsze przy
sobie. Każdy starał się mieć dwie sztuki, na wypadek gdyby jedna zawiodła.
Adam Białous
